Tylko dla dzieci i mądrych dorosłych
Trochę się gniewałem na Dziadka , bo gdy prosił Pana Szambelana, żeby wreszcie włączyli internet to powiedział, że to nie Madagaskar ani Afryka i internet na lotnisku jest potrzebny. Ale zaraz się przestałem gniewać, bo mówił prawdę. W Afryce mamy internet,że hooo…hooo… Już bardzo dawno i to taki co się nie psuje, a nawet nie potrzebuje tego prądu co go nie widać a potrafi strasznie ugryźć jak się grzebie w gniazdku, a nawet może zrobić w mieście dzień z nocy i ciągnąć cały pociąg , choć wcale nie dymi jak parowóz. W Afryce internet robi się z dużego drzewa. Najpierw drzewo trzeba ściąć siekierkami a potem zrobić z niego duży drewniany kloc z długą szparą a przez tą szparę wydłubać, albo wypalić drewno w środku. Taki kloc jest czarodziejski i nazywa się tam- tam i jak się go bije grubymi kijami to bębni tak głośno, że nawet największy bęben tak nie potrafi i słychać go bardzo daleko. Ale mogą bębnić tylko czarodzieje co potrafią się dogadać z drugim czarodziejem który rozumie mowę tamtamów, a tamten z drugiego tamtamu, bębnmi do następnego tamtamu i tak może to lecieć po całej Afryce. Jest dobra ochrona danych osobowych, bo żaden hacker tego szyfru nie złamie. A słonie też są sprytne. Na tych trąbach to trąbię jak na puzonie, żeby wszyscy słyszeli, a jak chcą sobie pogadać z innymi słoniami co są bardzo daleko to buczą tak nisko, tak grubo, że tego buczenia wcale nie słychać, ale słonie go słyszą i ten głos co go nie słychać to leci tak daleko, że nawet syrena okrętowa tak daleko buczeć nie potrafi.
Dzisiaj, byłem bardzo ważny. Dziadek dał mi berło. Nawet nie wiecie jakie ważne jest berło. Ma magiczną moc.
Jak masz berło i coś powiesz to wszyscy wykonują twoje rozkazy, nawet Szef. A jak mówisz gdy masz takie berło to wszyscy cię słyszą jeszcze dalej niż słyszy słoń słonia. A ja miałem lepsze berło nawet niż król Spreckey I. On ma takie małe czarne i je chowa do kieszeni, albo za pasek, chyba się wstydzi , że to berło takie kiepskie. A jak mówi, gdy ma w buzi gumę do żucia, albo mówi jakby miał gumę w buzi, choć jej nie ma, to prawie nikt go nie słucha, albo nie słyszy, bo proszą: tell it again please , co znaczy proszę powtórzyć. Co to za rozkaz, że trzeba go powtórzyć.
Dzisiaj Pan Zapowiadacz pogody mówił, że nie będzie wiało i nie będzie chmur. Ale jak tylko przestał gadać a Król wydał nowe rozkazy, zaczęło wiać tak jak wczoraj. Dziadek mówił ,że tu wieją strasznie dziwne wiatry. Wczoraj wiało prawie prosto od pałacu Królowej Śniegu i to tak ,że nawet struś, ani antylopa tak szybko biegać nie potrafi. I ten wiatr wczoraj biegał wzdłuż dolin i gór, ale w jednej dolinie, biegł trochę, krzywo i wspinał się do góry po zboczu. Wiedzieli o tym ci panowie co jedzą żabki i ten pan co szyje ubranka dla kangurów, bo dzień przed tym dniem leciał tak samo tą doliną i przeleciał choć nie powinien przelecieć. Strasznie to wszystko dziwne. Dzisiaj Dziadek mi pokazywał , że nad górami wiatr pchał te chmury których miało nie być od tej strony skąd przychodzi słoneczko, przy ziemi o d tej strony co zachodzi słoneczko. A jak lecieliśmy z szefem to wiało przeważnie w poprzek tych wiatrów bo dmuchały górą i dołem. Zgłupieć można. Dziadek mówił, że tam gdzie te wiatry się zderzają to się tworzą chmury których miało nie być , choć dookoła wcale chmur nie było. Piloci nazywają to konwergencją. I dlatego wiatry czasem tak głupieją, a piloci też , bo nie wiedzą gdzie te wiatry tak zgłupieją. Ale ten pan w czapce krasnoludka i jego koledzy chyba się przyjaźnią z tymi wiatrami, bo latali między górami jak Dziadek po pokoju, gdy idzie w nocy sikać choć nie ma światła. Nawet się nam dobrze leciało z Szefem, bo lecieliśmy wysoko. Jak wróciliśmy na wschód nad wysokie góry, to te chmury których miało nie być były już bardzo duże i czarne, ale ssały ciepłe powietrze do środka jak smok Wawelski wodę z Wisły i w tym powietrzu podnieśliśmy się tak wysoko,że znów dogoniliśmy pana z czapeczką krasnala i jego kolegów. Jednak Król z Cesarzem / pewnie wnukiem tego co się wybrał w zimie do Moskwy i strasznie zmarzł/ wyznaczyli tak trasę wyścigu ,że trzeba było lecieć znowu do tych dużych chmur a one były już tak duże, że stały się czarne i sypały śniegiem.
Szef mówił ,że one mogą być groźne, bo już przykryły górę nad którą mieliśmy zawrócić i oblepić nam skrzydełka. Chciałem nawet zapytać o to czy bardzo pada tych panów co latali nad lotniskiem takim jak nasz Żar i do nich dochodziły te chmury, ale Szef mi powiedział,że mi nie powiedzą bo by ich Cesarz bardzo skrzyczał wsiadł do takiej windy,że wyjechać na taką wysokość, żeby dolecieć do domu nawet jakby nasze skrzydełka pokrył lód. Dolecieliśmy i to nawet dosyć wysoko, ale choć lecieliśmy bardzo szybko nie dogoniliśmy krasnala i tych co z nim lecieli prosto do domu. Z tego wszystkiego postanowiłem sobie jeszcze raz skoczyć ze spadochronem. Leciało mi się fajnie . Spadochron się nie urwał, ale jak już miąłem wylądować na rączkach ładnej dziewczynki porwał mnie Boreasz i poniósł wysoko nad góry. Będę tam czekał do jutra na szefa. T.K.
Dodano: 15.05.2014Przez: falcon
Jest dobrze, trzymam kciuki, śledzę relacje w pracy , ufffff 🙂
Dodano: 15.05.2014Przez: fan od_Omaramy
To panna została z pustymi rękami …
Jutro butelka starego rocznika dla Szefa, co? Bonne chance mon ami!
Dodano: 16.05.2014Przez: Day 8@ Sisteron;updated,.... 5 pilots in race to become WORLD CHAMPION, but first a wrap -up from day 7. | Soaring Cafe
[…] to Sebastian’s site (narrated by Tomasz, [Sebastians dad as you will know] http://www.sebastiankawa.pl/6014/niezwykle-porwanie-mortusia/), the weather today was quite interesting. East wind at higher altitude,west wind closer to the […]