Gallery
dsc_9257

Dzień techniczny.

[fb_button]

Pogoda pogodziła dzisiaj wszystkich.

Wycieczkowicze mieli wspaniały dzień na wspinaczkę po skalistych stokach Cerro Catedral, Jean mógł wreszcie dokonać poprawek w Nimbusie, a Dieter Mammert wykorzystał dzień na naprawę silnika w swoim Ventusie CxM. Ostatnio przebazował się na południe Argentyny do Esquel, bo zapowiadały się tam lepsze warunkij, ale  Rotax w jego szybowcu odmówił posłuszeństwa   i niemiecki pilot utknął tam bez możliwości startu. Zepsuły się iskrowniki. Jedyna holówka  w tej części Argentyny stacjonuje u nas w Barilloche i tu musiał przyciągnąć Ventusa na przyczepie. Także tu funkcjonuje  również  jedyny warsztat w którym można dokonywać drobnych napraw szybowców Pracowali cały dzień.  Nimbus Jean’a też został rozmontowany i wymieniono zbiornik paliwa w skrzydle. Kilka taśm mylarowych, uszczelniających klapo lotki , ledwie się trzymało po lotach na VNE i trzeba je było również wymienić.

Nasza grupka ,przy słonecznej i bezwietrznej pogodzie ,wybrała się na Cerro Catedral. Ten skaliny grzbiet ,z dziesiątkami wyciągów narciarskich, góruje nad miastem , a wagoniki kolejki linowej, które w zimie pewnie pękają w szwach, teraz niespiesznie wyrzucają na wierzchołek  nielicznych turystów. My oczywiście poszliśmy na piechotę- biorąc szczyt na celownik. Zbocza góry są bardzo miękkie, pod szczytem zalega jeszcze śnieg, ale doskonała widoczność pozwalała tak zaplanować drogę  by nie utknąć w zaspach. Ze szczytu można obserwować liczne wieżyczki pasma Catedral i górujący nad wszystkim Tronedor. Nazwę tej góry /w polskim tłumaczeniu – Grzmiąca Góra/ nadano prawdopodobnie z powodu huku jaki powstaje przy pękaniu lodowców.  Na zachód od niej , w dolinie u podnóża, widać piękne wodospady, których szum słychać zaskakująco dobrze  nawet na szczycie.  Wyjątkowo dzisiaj nie było wiataru, ale nie trwało to długo.Gdy poszedłem granią na północ, wbrew wszelkim prognozom, zaczęło wiać i niebo zasnuły cirrusy. Po chwili dotarli Piotr i Kasia  i poszliśmy do kolejki. Tu spotkała nas niespodzianka.Na szczycie nie ma kasy. Nikt nie przewidział, że  będą amotorzy pieszych wędrówek  na górę o wysokości 2100 m…  Wynegocjowaliśmy jednak  zjazd w dół , bo obiecaliśmy kupić bilety jak wysiądziemy z kolejki. Wkrótce dołączyłem do Jean’a  , by wspomóc go w  pracach przy szybowcu.

Miejmy nadzieję, że następne dni będą już bardziej przypominały typową pogodę w Patagonii.

SK

© Copyright by Sebastian Kawa

Realizacja: InternetProgressProjekt: Elzbieciak.com