Finały 13 serii Sailplane Grand Prix wracają do Chile.
Sailplne Grand Prix Chile. Klub Vitacura, taki zwykły klub w górach pod Santiago, będzie gościł szybowników na przełomie 2027 i 2028 roku. Poprzednio, w 2010, Sebastian Kawa wygrał tu złoty medal trzeci raz z rzędu na szybowcu Diana 2. Potem na uszkodzonym JS1 wygrał w 2018 r. Nieźle, prawda? Jakbyś myślał, że takie rzeczy zdarzają się codziennie. Oprócz niego był tu też utytułowany Stanisław Wujczak i Łukasz Wójcik.
Andy — czyli Andy w Chile — nie są dla słabych. Pustynia górska, która rozciąga się na 200 km szerokości i chyba nigdy nie kończy się na długość. Samolotem nie ogarniesz wszystkiego, nawet gdybyś próbował. Góry, drogi, lodowce, skały — to wszystko jak gigantyczny plac zabaw dla masochistów. I miejscowi pilotujący te tereny od 50 lat, myśleli, że już wszystko widzieli. Myśleli źle.

Najwyższe szlaki prowadzą wzdłuż granicy Argentyńskiej, wzdłuż wododziału, ale Mercedario i Aconcagua jest całkowicie w Argentynie. Na zdjęciu Mercedario.
Na początku latało się nisko. Bryzy uderzały o zbocza do 3 tysięcy metrów. Wspaniale, prawda? Ale potem pilotom znudziły się te niskie góry i zaczęli celować wyżej — 4, 5 tysięcy metrów. Lodowce na 6 tysiącach, które nigdy nie topnieją. Prawdziwe lodowe potwory, które patrzą na ciebie i mówią: „Spróbuj polecieć bliżej i mnie pokonać.”

Zbocze masywu Mercedario. Lepiej upewnij się że masz tlen, bo to 6000m a do szczytu jeszcze daleko.

Wulkan Tupungato Jest dostępny gdy chmury sięgają przynajmniej 5600m. Wlatywanie poniżej jego ścian może się kończyć długim powrotem dolinami pod wiatr. Lepiej przylecieć z Parku Juncal górą.

Na przełomie roku , najdłuższe dni zapewniają najlepszą pogodę. Ale Mercedario nadal kryją chmury. W Europie Mt Blanc rzadko udaje się odwiedzić bez latania na fali a tu góra ma 2000m więcej wysokości.
Drogi mają kolory. Tak. Pilotom brakowało nazw, więc nazwali je od koloru zboczy. Zielona, żółta, czarna, bordowa, biała. Biała — to lód. Biała droga często prowadzi do Argentyny, bo dlaczego nie? Szybownicy zawsze chcą odwiedzać inne kraje.

Droga brunatna, Argentyną lub bardzo daleko na północ. To już sam popiół.
Północ? Żółta droga przez Animita Pass, Tigre, Cascajares jest najszybsza. Wyżej musisz stracić czas by się wznosić. Jeśli jesteś szybki, możesz lecieć nad kopalnią Pelambres i dalej ku Ojos del Salado. Ale zajmie to kilka dni, bo góry się nie spieszą, a ty musisz zbierać wysokość jak skąpiec zbiera monety.

Laguna Argentina i Chilena to wysoki teren na którym zbocza mają wielkość solidnej wydmy. Wystają niewiele, ale noszą i da się lecieć. Bo na 3400 nie dociera chłód i inwersja z Oceanu. Natomiast trzeba mieć stalowe nerwy by nie stchórzyć na tym odludziu 250km od lotniska.

Kolorowe zbocza na północ od Laguna Argentina kusiły nas kilkakrotnie. Carlos poleciał tam po wzniesieniu się na 4200. Nam nie dopisały warunki, ale 3700 też wystarczyło. Niestety lecieliśmy zbyt wolno tego dnia i zawróciliśmy do lotniska po 300km lotu na północ. Ojos del Salado – droga na dwa dni – innym razem.

Wododział – granica Chile i Argentyny to najszybsza trasa, gdy już się tam dostaniesz. Lot na 4500m jest szybszy niż na mniejszej wysokości i góry noszą bardzo późno po południu. Oby tylko nie spaść, bo jesteś wtedy w tarapatach w odległych, głębokich dolinach bez łatwej drogi ucieczki i prawdopodobnie nie wrócisz do lotniska tego dnia.

Juncal pass. Przełęcz 4300m która podczas zawodów Grand Prix przysparzała bólu głowy wielu zawodnikom. Jak utkniesz pod wiatr – musisz wracać i oblatywać 100km dookoła.
Południe? Spektakularnie. Wulkan Maipo i Tinguririca, miejsce, gdzie nawet ptaki mają kaca wysokości. Możesz tam polecieć tylko w specjalnych konkurencjach. Bo inaczej… cóż, mógłbyś zniknąć i nikt by nawet nie zauważył. Rozbity samolot z Urugwaju był poszukiwany 2 miesiące aż ludzie sami zeszli z gór ( okolice Tinguririca).

Wulkan Maipo zalał popiołem okoliczne doliny więc sterczy sam na płaskowyżu. Sprawia to dość spory kłopot, bo nie ma skalnych ścian dookoła, na których można się podtrzymać podmuchami wiatru. Lepiej być tu w okolicy wysoko.

Wulkan Maipo.

Południowy stożek Tupungato.
Słabe dni? Wracasz bliżej Santiago. Nisko, nisko, tuż nad San Ramon i Rancagua. Krążysz wąskimi noszeniami, przy skałach. Trudne i niebezpieczne. To jak gra w Tetrisa, tylko że jeśli źle obrócisz klocek, wpadasz na ścianę. Ale na zawodach nie ma ulgowej taryfy i wyścigi trwa.
Miejscowi piloci? Dwóch Carlosów ; ojciec i syn. Mistrzowie prędkości przy skalnej ścianie. Andres Errazuris odkrywca, eksplorator dalekich zakątków i lotów na fali. Niekwestionowani mistrzowie. Możesz oglądać zapisy lotów z poprzednich zawodów, ale jeśli nie widziałeś przełęczy osobiście, skończysz jak idiota próbując przecisnąć się przez skałę tunelem którego nie ma. A pod spodem zobaczysz cień szybowca Carlosa jak wyprzedza cię dwukrotnie większą prędkością. Góry nie mają nazw. Niektórych nie tknęła ludzka stopa. Szybownicy widzą je z bliska jako jedyni i nadają im własne imiona i kolory dróg. Bo czemu nie?

Z północy wracasz granicą Argentyńską. Mercedario jest za wysoki by tam się zapuszczać a góry po lewej, już nie noszą. Wieje tu silna bryza wzdłuż zbocza. Ale skąd masz to wiedzieć ? Trzeba sprawdzić na własnej skórze. Raz. Na pewno zapamiętasz.
Idealne przygotowanie? Trening, trening i jeszcze raz trening. Najpierw powoli by poznać szlaki i nie zginąć, później przyspieszasz. I może wtedy, tylko może, uda ci się latać z sensem w tym szaleństwie wyścigów Grand Prix. Nam się udało. Mapa się skończyła na północy i na południu.

Dokonała pogoda przełomu roku pozwoliła nam oblatać teren od końca do końca różnymi szlakami. Mapa się skończyła na północy i na południu.
Tegoroczny wyjazd? Dzięki wsparciu Polskich Portów Lotniczych i Andresowi Errazurisowi, który dał nam Arcusa i gościnności Club Pleneadores de Vitacura. Kontener z pięcioma szybowcami? Plan był wielki ale nie dotarł. Oby w przyszłym roku, bo są tu zawody eliminacyjne do Grand Prix.
Sebastian Kawa
