Slideshow
[Not a valid template]

Po każdej burzy jest słońce

[fb_button]

Po trzech dniach podlewania pól deszcze odeszły za Wisłę.

Modły rolników o deszcz zostały wysłuchane. Nad Polską ulokował się niewielki, ale aktywny niż i nie szczędził wody dla ratowania tych roślin i upraw które przetrwały suszę. Najmocniejsze opady przypadły na ostatni dzień. Wiatr formował nabrzmiałe wodą chmury w kliny zakończona rozbudowaną burzową chmurą. Gdy jedna z nich ogarnęła Ostrów po raz pierwszy od powrotu z Afryki słyszałem grzmot trwający kilkanaście minut. Wyładowania były tak częste, że nim ucichły echa gromu już huczał następny. W gigantycznych burzach tropików takie zjawiska mogą trwać godzinami. Na koniec dnia piękna tęcza dała nadzieję na wznowienie turnieju.

Mimo deszczu nie nudziliśmy się.

Najwyraźniej działa jeszcze syndrom klęski naszych piłkarzy, bo na lotnisku mieliśmy sporo gości z kamerami i mikrofonami.

Sebastian dokonał też interesującej prezentacji, ilustrowanej pięknymi filmami, przedstawiał uroki, ale i zagrożenia latania bezsilnikowego w Himalajach, Kaukazie i Andach, oraz potencjał nowej drogi z Bieszczad przez Gorgany i Czarnohorę na Bałkany, którą mimo wielu trudności i przeszkód formalnych zdołał przetrzeć podczas jesiennego huraganu. Dwa pierwsze dni ujawniły, że nadal wielu pilotów uprawia niezbyt honorową, ale skuteczną taktykę „skubania” bonusów punktowych już na starcie przez opóźnienie swojego odlotu na trasę i pościg za liderami, którzy znakują im warunki na trasie.
Deszczowe dni dały mi możliwość do nakłonienia, aby zastosowano 10 minutowy interwał czasowy przy odlotach.
Czas odlotu dla całej grupy pilotów mierzony jest od pierwszej minuty 10 minutowego slotu niezależnie od tego czy dany pilot odleciał w jego pierwszej, czy ostatniej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Praktyka dwu dni wskazuje,że nadal są piloci którzy wolą być wagonikami za lokomotywą, ale nie zyskują już premii na starcie. W przyszłości powinno się to przyczynić do zmniejszenia rojów na trasie przelotu. Trzecią konkurencję rozegrano w dobrych warunkach, ale oddziaływanie niżu stwarzało zagrożenia rozlewania się rozbudowanych chmur i tłumienia termiki na sporych obszarach i opadami deszczu pod koniec dnia. Nasi piloci świetnie rozegrali swoje partie stosując z powodzeniem polską szkołę latania parami w poszczególnych klasach. W klasie 15 metrowej konkurencja wyglądała jak wyścig Grand Prix. Na trasie 332 km 11 pilotów uzyskało średnią prędkość ponad 130 km/h a różnice były sekundowe.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA


Wygrał Sebastian przed Łukaszem Grabowskim, choć piloci nowszych „bolidów” mocno na nich naciskali.
Zdążyli przylecieć w ostatnich sekundach przed otwarciem niebieskich śluz z deszczem. Piękny sukces w klasie klubowej odnieśli Tomasz Rubaj i Jakub Barszcz, a Siodłoczek osiągnął drugi wynik w klasie standard. Wczoraj piękny błękit tak rozochocił organizatorów, że pragnienie rozegrania długiego wyścigu skłoniło ich do wcześniejszego rozpoczęcia procedur związanych z organizacją lotów. Niestety. Choć do Wisły nadal dorzucano z niebios sporo wody, to nad Ostrowem struga cieplejszego powietrza, oraz inwersja osiadania do godzin popołudniowych tłumiły rozwój termiki w bezchmurnym niebie. Trzeba było skrócić zaplanowane trasy i wyznaczyć je w kierunku wschodnim. Tam niż podrzucał nadal sporo wilgoci, więc formowały się chmury. Trzeba było jednak do nich dolecieć a nad lotniskiem słabe kominy sięgały ledwie 900 m. Tak się złożyło, że po wypuszczeniu swego podopiecznego w powietrze musiałem się zająć i nie mogłem śledzić odlotów.
Gdy prze 15-tą wróciłem na murawę lotniska zapytałem grupę zagranicznych pilotów, czy interesująca mnie klasa odleciała już na trasę.Ci ze śmiechem odparli:- Nie. Czekają na Kawę.
Zaiste. W pobliżu lotniska krążył spory rój szybowców a startujący pod koniec kolejki Sebastian i Łukasz powoli wdrapywali się na jego wyższe piętra. Odlecieli po osiągnięciu 800 m wysokości. Do pierwszych chmurek sygnalizujących wznoszenia było około 30-40 km. Lecący z przodu Sebastian wbił się w spore tarapaty, bo dopiero na 300 metrach znalazł jakieś wznoszenie, ale zdołał się uratować przed lądowaniem i pod chmurami spotkał się partnerem. Lecący ich tropem rywale wykorzystując lepsze maszyny, oraz obserwując sytuacje liderów zdołali wypracować znaczną przewagę wysokości , ale Sebastian ostatnim odcinku zaryzykował śmiałą ucieczkę.
50 km przed metą odeszli z wysokości 800 m na dolot. Brakowało im około 600 m wysokości, ale korzystny układ chmur pozwolił im na takie manewrowanie, że bez krążenia ze sporą przewagą nad głównymi rywalami dolecieć do lotniska.

Sebastian wyszedł na prowadzenie w tej klasie a Grabowski zajmuje 3 pozycję. Rubaj i Barszcz nadal prowadzą w klasie club, a Siodłoczek i Błaszczyk ulokowali się jak nasza para w klasie 15- metrowej. Tomasz Kawa

© Copyright by Sebastian Kawa

Realizacja: InternetProgressProjekt: Elzbieciak.com