Slider
Get the Flash Player to see the slideshow.

Żony należy zawsze słuchać. Słuchać!

Zwłaszcza kiedy mówi:- Nie słuchaj innych, przecież to ty jesteś najlepszym pilotem, a oni ci źle podpowiadają.  Niestety, dzisiaj nie posłuchałem Ani i mocno tego pożałowałem.

Na trasę poleciałem dzisiaj sam, bo po wyholowaniu spadłem po południowej stronie lotniska a koledzy jakoś postanowili odsunąć się daleko na północ. Nawet pomimo tego, że potem warunki się poprawiły i lepiej było po stronie południowej,przed krawędzią frontu, ale nie spotkaliśmy się. Ci którzy polecieli z południowej strony, w tym szybowce klasy 20m, wygrali. Jacek też jakoś nie zorientował się i zaczął nas namawiać na lot razem,gdy  ja byłem już  20km na trasie po odejściu z niepełnej wysokości.Nie było jednak  na co czekać a tym bardziej zawracać. Już rano nad Polskę wszedł front i w czasie naszych startów  nasuwał się nad obszar lotów.Każde następne 10 minut mogło się skończyć lądowaniem w polu,. Trasa była  bardzo pechowo ułożona i zbyt długa jak na noszenia 0,7m/sek. oraz ogromną dynamikę i nieprzewidywalność zmian w obszarze frontu. Praktycznie cały czas lecieliśmy pod przesuwająca się dużą łachą cirrusa, która wędrowała na południe razem z czołówką wyścigu.Choć potencjalnie mogły powstawać silne kominy, normą było 0,7m/s a 1,3 to już pełnia szczęścia. Na pierwszym boku, wiodący na zachód do Jemielna,  starałem się uciekać przed tym cieniem na południe, zanim dotarł on do granicy strefy zakazanej. Kilka razy ratowałem się przed lądowaniem w polu we wznoszeniach 0,3.Do pierwszego punktu zwrotnego rzadko udawało się wznieść ponad 1000m. Na drugim boku, który wiódł w  stronę południowo-wschodnią, przeleciałem na północną stronę pierwszego frontowego cienia i starałem się wlecieć głębiej w lukę, w której   świeciło już słońce po zdryfowaniu pierwszej ławicy cirrusa  na południe. Niewiele to dało. Dopiero szybowce lecące z tyłu trafiały w lepsze kominy, gdyż po odsunięciu się wysokich chmur ziemia była już lepiej nagrzana i kominy mieli mocniejsze.  W sumie,choć całą trasę leciałem sam, miałem w tym sporo szczęścia, bo nad Jemielnem trafiłem noszenie 3m/s , które wyniosło  mnie do podstawy. Trasę do 40-go kilometra przed metą  pokonałem nawet nieco szybciej  niż Christoph Cousseau, który  wystartował nieco szybciej i leciał równolegle. Brakowało mi już tylko 300-400m do dolotu-. Potrzeba było zaledwie paru okrążeń w normalnym kominie, ale tu popełniłem błąd. Zamiast lecieć po swojemu skorzystałem z podpowiedzi Kuby, który poinformował mnie o wspaniałym w tym dniu wznoszeniu 2 m/sek.   Zboczyłem z trasy na zachód i poleciałem do jego  komina. Okazało się jednak, że  Kuba krążył pod podstawą rozpadającej się chmury i w miejscu na które nasuwał się cień z  rozlanego congestusa ,oraz chmur wysokich. W takich warunkach, bez dopływu energii, komin szybko słabł. Nim tam doleciałem  Kuba  stracił noszenie i już go tam   nie było.Nie było też ani  śladu wznoszenia. Z tego powodu mogłem utracić cały dorobek zawodów. Nadłożyłem sporo drogi , straciłem szansę na rychły dolot i przyzwoity wynik, i musiałem rozpaczliwie ratować się przed lądowaniem w polu. Nie winię go za to, bo działał w dobrej wierze, ale podpowiadać też  trzeba też umieć.  Kuba jest świetnym pilotem, lecz nie ma jeszcze dużego doświadczenia w zawodach. Jeśli komin słabnie wysoko, to niżej go nie będzie, zwłaszcza  jeśli nasuwa się cień. W efekcie musiałem cofnąć się z wiatrem, pod chmurę w nasłonecznionej luce na południu,aby bronić się  przed lądowaniem w polu. Nie wiem jakim cudem udało mi się ukończyć tę trasę, ale cuda się zdarzają. Po długich chwilach walki w parterze i wysłuchiwania przechwałek jakie to cudowne noszenia są dalej, z lekkim już szybowcem bez wody, wyszukałem wreszcie  1m/s i wyżebrałem dolot do punktu „kierunkowego”. Przy takich warunkach punkt „dolotowy – kierunkowy”często  posadzi w polu wielu zawodników, bo nie można uciec przed duszeniami jeśli chmura pechowo ulokuje się obok punktu, albo akurat nad punktem pada deszcz. Trzeba przecież do niego dolecieć, więc te kilkanaście kilometrów przed metą zawodnik  musi lecieć na małej już wysokości  tam, gdzie sobie zaplanował kierownik sportowy zawodów, a nie tam gdzie spodziewa się noszeń. Tak było i tym razem. Ale skoro nie było innego wyjścia poleciałem znów w bok  pod wielką chmurę z której  właśnie padał deszcz. Jednak na słonecznej krawędzi trafiło się wznoszenie. Wykorzystałem je do samego końca, bo komputer zaczął liczyć bardzo silny wiatr na dolocie – 60km/h. Nie wiedziałem czy mu wierzyć,czy nie.   Zastanawiałem się czy nie jest to błąd instrumentu, ale faktycznie tak wiało,  bo  nawet po zwolnieniu lotu nie dało się utrzymać ścieżki dolotowej. Dopiero przy samej ziemi trochę wiatr zelżał i dał mi szansę przecięcia mety.  Minąłem kilka pól wypełnionych pechowcami, których ten wiatr zatrzymał przed linią mety. Jeszcze tylko drzewa, druty na podejściu i równiutki, ale śmiertelny dla szybowca rzepak przed pasem. Wow… Łatwo nie było. Jutro moja kolej na wożenie się za innymi.Mam już dość pracy konia pociągowego  holującego kilka –  kilkanaście szybowców, a utrzymana przewaga gwarantuje mi komfort lotu. Aha, posłucham żony!

Komentarze

Dodano: 20.07.2013Przez: Bronisław.Czapski

SKLDAM TA DROGA SERDECZNE GRATULACJE ZDOBYCIA MISTRZA EUROPY. POCZATKOWO PATRZĄC NA NIEBO MYŚLAŁEM ,ZE KONKURENCJA ZOSTANIE DEFINITYWNIE ODWOŁANA..ALE ZAPOMNIAŁEM O JEDNYM JAK TO MAWIAŁ KIEDYŚ ZIUTEK DANKOWSKI
ZE TU ŻARTÓW NIE MA ,TO SA PRZECIEZ MISTRZOSTWA.ZIUTEK DANKOWSKI NA PRZEKOR WSZYSTKIM PESYMISTOM ZARZĄDZIŁ WOWCZAS KONKURENCJE TRÓJKĄT 500 Km. KONKURENCJE UKOŃCZYŁO WOWCZAS 70. % ZAWODNIKÓW.AUTORYTET ZIUTKA WZRÓSŁ WOWCZAS DO WYSOKOŚCI M.EWERESTU.
PONAD TO NIE MOGE ZROZUMIEĆ JEDNEJ SPRAWY JAK MOZNA DŁUGO ZWLEKAĆ Z NADANIEM SEBASTIANOWI KAWIE MEDALU LILIENTALA. GDZIE SA WŁADZE / POZAL SIE BOZE/AEROKLUBU POLSKIEGO I ICH PORCELANOWE GŁÓWKI,ZE NAWET NA PREZENTACJI CAŁEGO ZESPOŁU NA OTWARCIU MISTRZOSTW , SEBASTIAN KAWA NIE DOSTAŁ REPREZENTACYJNEGO STROJU Z GODŁEM RP. TYLKO W PRYWATNEJ KOSZULCE NIEBIESKIEJ WYSTĄPIŁ JAKO REPREZENTANT.
JEZELI SEBASTIAN KAWA NIE ZOSTANIE NOMINOWANY DO MEDALU LILIENTALA W NAJKRÓTSZYM CZASIE,TO OSOBISCIE JESTEM W STANIE POFATYGOWAC SIE DO FAI Z INTERWENCJA.
SEBKU OD POCZĄTKU BYŁEM PEWIEN ,ZE BEDZIESZ CZEMPIONEM NA TYCH ZAWODACH.ALE NA KRÓTKO ZMARTWILA MNIE MYLNA WIADOMOŚC ,ZE OTRZYMALES ZA OSTATNIA KONKURENCJE ZERO PUNKTÓW I PRZESUNIĘTY ZOSTALES NA ODLEGŁE TRZECIE MIEJSCE.
TYM WIĘKSZA RADOŚĆ W MOJEJ DUSZY BYLO SPROSTOWANIE WYNIKU UTRZYMUJACEGO PIERWSZA LOKATĘ.
TRZYMAJ SIE SEBCIU I TAK TRZYMAJ.BOWIEM CZEKAJĄ CIEBIE NASTĘPNE ZAWODY Z KTÓRYCH BEDZIESZ WYCHODZIŁ ZWYCIĘSKO WBREW TYM PSEUDODZIALACZOM AP. I. PRZYJMIJ ZASADĘ,ZE PSY SZCZEKAJĄ,A KARAWANA IDZIE DALEJ.
POZDRAWIAM SERDECZNIE
O R I O N

Dodano: 20.07.2013Przez: Mirekk

Fakt, trochę „nerwa” tu mieliśmy. Gratulacje! Pozdrowienia dla Ani 🙂

Dodano: 21.07.2013Przez: Aleksander Godlewski

Kolejne brawo za złoto.
Jest Pan niesamowity…

Dodano: 22.07.2013Przez: Krzysztof Pruski

Serdeczne gratulacje wraz z podziękowaniami za kolejne dwa tygodnie wielkich emocji i wzruszeń.No i za okrągłą „piętnastkę”
KP

Dodano: 23.07.2013Przez: Andrzej Kurek

Panie Sebastianie,
Nie mam słów, żeby wyrazić swoje uznanie dla Pańskich osiągnięć. Gratuluję i bardzo dziękuję.

Andrzej Kurek

© Copyright by Sebastian Kawa

Realizacja: InternetProgressProjekt: Elzbieciak.com