Slideshow
[Not a valid template]

Wielki tryumf nad polami Pyrlandii

[fb_button]

W przedostatnim wyścigu powiódł się plan zwiększenia przewagi nad Francuzami do bezpiecznej granicy.

Przyczaił się jednak na starcie Jan Omsels z Niemiec. Odleciał z 5 minutowym opóźnieniem i chociaż nie zdołał dogonić Sebastiana, to zyskane punkty wystarczyły mu na zamianę miejsc z naszym liderem. Jego przewaga wynosiła tylko 18 punktów, ale trzeba było sprawić, aby nie zdołał powtórzyć manewru z poprzedniego dnia. Należał się urwać spod jego kurateli i odzyskać złotą pozycję. Jak to zrobić skoro wiadomo było,że teraz wszyscy będą z powietrza i ziemi śledzić każdy ruch naszego zespołu. Ponieważ Sebastian i Łukasz odlatywali dotąd na trasę w zwartej konfiguracji, więc rozdzielenie się ich przed startem mogło spowodować dezorientację konkurentów. Łukasz poleciał po trasie ponad 30 km. Choć„Diana” wabiła swymi smukłymi kształtami, a 500 kilometrowa trasa nie dawała dużej rezerwy czasowej, to nikt z konkurentów nie nabrał się na tę sztuczkę.

Korowód szybowców nadal fruwał za Sebastianem i nikt nie kwapił się do odlotu, więc otwarł on hamulce aerodynamiczne i …. wylądował na lotnisku. Konsternacja. Nikt nie wiedział co się stało i czy nasz pilot jeszcze raz wystartuje. W tej sytuacji zespół niemiecki mający doskonałą informację meteorologiczna bardzo słusznie zdecydował się na start w optymalnym czasie, aby zdążyć z osiągnięciem punktu zwrotnego koło Rawicza nim przykryją go ławice chmur wysokich. Sebastian czekał na ziemi do końca kolejki startowej, ale rywale nie odlecieli stosując konsekwentnie taktykę pogoni chartów za zającem. Łukasz cofnął się do linii startu, więc gdy Sebastian nabrał wysokości startowej odlecieli niezwłocznie. W kilka minut po ich odlocie wymiotło wszystkich znad lotniska.Para niemiecka była już za Złoczewem na 70 kilometrze trasy. Nasza para szybko przemieszczała się wykorzystując dość gęsto rozlokowane chmury dla pokonywania znacznych odcinków trasy bez zatrzymywania się dla nabierania wysokości w kominach.

Nie dali się dogonić grupie goniącej a już w połowie trasy dopadli Niemców a potem wiedli sznurek szybowców do mety. Już koło Rawicza rozstrzygnął się wyścig i mistrzostwa w tej klasie.

Srebrny puchar na którym już nie ma miejsca na wpisanie nazwiska zwycięzcy po raz czwarty z kolei powędrował pod górę Żar.

Medal wywalczony nad polami gościnnej Wielkopolski jest już drugim w tym roku, a 23-cim złotym z mistrzostw świata, Europy i Światowych Igrzysk Lotniczych. Partner Sebastiana , Łukasz Grabowski, zdobył srebrny krążek. Taki sam wywalczył Tomasz Rubaj w klasie szybowców klubowych, a Mateusz Siodłoczek brązowy w klasie standard. Kroczek do podium mieli pozostali piloci:Jakub Barszcz i Łukasz Błaszczyk. Tak doskonałe wyniki zbudowały zwycięstwo Polski w klasyfikacji zespołowej. Tomasz K.

Sprawa się rypła. Sebastian wspomaga się karmą dla ptaków.

Mistrzostwa Świata w Ostrowie zgromadziły rekordową ilość 132 zawodników.

© Copyright by Sebastian Kawa

Realizacja: InternetProgressProjekt: Elzbieciak.com