Gallery
dsc_9296

Szybowce nad Ostrowem Tumskim

[fb_button]

Aeroklub Wrocławski wychodzi z letargu.

Przykre jest, że praktycznie zamarła działalność CSS Leszno i  GSS Żar, które jeszcze tak niedawno były naszą chlubą. Pocieszający jest natomiast fakt, że ich funkcję podejmują inne ośrodki.Zaktywizował się Aeroklub Nadwiślański działający na bazie szkoły szybowcowej w Lisich Kątach. Rolę Leszna skutecznie przejmuje Aeroklub Ostrowski.

1-IMG_4686

Aktywnie wychodzi z kryzysu Aeroklub Wrocławski. Jego poprzednie lotnisko na Gądowie tętniło życiem, boć to gród uniwersytecki z ogromną ilością aktywnych żaków, a z centrum miasta można było dotrzeć pieszo, lub tramwajem. Ilość rodzi zwykle jakość, więc Marian Gorzelak, Jerzy Popiel, Łuszpińscy, Staszek Witek, Bożena Demczenko, Janusz Gogała, czy legendarny gawędziarz Bolo Kochanowski, złotymi zgłoskami wpisali się w historię szybownictwa. Waldemar Gross dominował wśród pilotów samolotowych, a Teresa Ćwik – Maszczyńska sprawniej ujarzmia helikoptery niż czarownice miotły. Miasto wchłonęło historyczne lotnisko, więc nowe ulokowano za przedmieściami.

1-IMG_4687-001

Po latach chudych pod kierownictwem Marka Jóźwika aeroklub odżywa. Pośród wielu imprez organizowanych w Szymanowie znalazły miejsce międzynarodowe szybowcowe zawody kwalifikacyjne do światowego finału szybowcowego Grand Prix w Chile. Poprzednie zawody eliminacyjne zorganizowaliśmy na Żarze.

1-IMG_4746

Pogoda uśmiechnęła się do uczestników imprezy. W dniu otwarcia błękit nieba szybo zakwitło jak pole bawełny, więc piloci rwali się ku niebu.

1-IMG_4827

Imprezy sportowe mają jednak swój rytuał. Ceremonie i procedury początku zawodów zabrały trochę czasu, a łaskawość pogody bywa ulotna jak uśmiech kobiety. Chmurki zdryfowały na wschód. Trzeba było zrezygnować z wyprawy nad Karkonosze i wyznaczyć nową trasę, nad lasami ostrzeszowskimi.

1-IMG_4775

Piloci mieli próbkę tego co przez dwa tygodnie było udziałem uczestników tegorocznych mistrzostw świata w Australii-  uciążliwości lotu w szklanej kapsule pod niebem, które nie dawało skrawka cienia, ani jakiejkolwiek wskazówki o lokalizacji wznoszeń.W klasycznych zawodach pilot wybiera sobie sam moment odlotu, ale taktyka przy pogodzie bezchmurnej  nakazuje mu trzymanie się peletonu. Lot indywidualny kończy się zwykle klęską, gdyż jeden szybowiec przy wyszukiwaniu niewidocznych prądów termicznych penetruje tylko pas o rozpiętości skrzydeł i można nie trafić na wznoszenie pozwalające na kontynuowanie lotu. Natomiast grupa szybowców jak trałowiec czesze błękitny ocean. W tej sytuacji wystarczy, unikając ryzyka i trudności lotu indywidualnego, toczyć się w zespole na metę a wynik będzie niemal remisowy.

1-IMG_4735

Natomiast w wyścigach Grand Prix zawodnicy startują równocześnie, ale punktacja wymusza ostrą walkę. Premiowanych jest tylko 9 pierwszych miejsc, niezależnie od tego, czy różnicą jest „koński łeb”, czy dystans wielu kilometrów. Szlaki powietrzne to nie wąski tor wyścigowy na którym można blokować przeciwnika.

1-IMG_4761

Chcąc wygrać trzeba ostro przeć do przodu, ale rajdy indywidualne są  szarża straceńców. Lot z tyłu daje możliwość obserwowania poczynań pilotów poprzedzających, wlatywanie „ na gotowe” do zlokalizowanego już komina, a czasem bezcenny prezent w postaci silnego wznoszenia przeoczonego przez prowadzących. Zdarza się jednak, że tym z przodu się powiedzie i trafią na dobry komin pozwalający na szybką ucieczkę. Stawką tych zawodów jest awans dwu pilotów do finału w Andach.

1-IMG_4712

Konkurencja jest silna, bo mierzą się czołowi polscy zawodnicy Polski z zawsze mocnymi przedstawicielami  Niemiec, a szybowników jest u nich tak wiele, że każdy z ich czołówki mógłby być topowym pilotem reprezentacji większości krajów. Dobry poziom prezentuje także Gintas Zube z Litwy, oraz mieszkaniec Wrocławia Stephen Crabb noszący barwy rodzimej Irlandii.

1-A wroclaw

Pierwszy wyścig o długości odbywał miał formę płaskiego trójkąta o długości b. Szybowce niczym stado bocianów wirowały w słabych wznoszeniach sięgających 1000m nad poziom gruntu małymi skokami przemierzyły gromadnie dystans kopalni Rudna koło Lubina i zawróciły na wschód kierując się do kolejnego punktu zwrotnego w Złoczowie. Nie dogonili chmur, ale nad lasami wokół Milicza poprawiły się wznoszenia. Najpierw wysforował się nieco do przodu Sebastian prowadzący małą grupkę szybowców, ale lepiej powiodło się peletonowi, który trafił obok Ostrzeszowa na wznoszenie przekraczające 3 m/sek i pułapie ponad 1700 m. W tamtym obszarze było więcej wilgoci. Chmury odpłynęły już, ale można było wyśledzić zamglenia wieńczące wierzchołki kominów, toteż Łukasz Wojcik postanowił szukać swojej szansy. Ucieczka nie udała się i na punkcie zwrotnym znów wszyscy byli razem.

1-IMG_4788

W drodze do mety rolę lokomotywy pełnił Sebastian. Uciekła z nim grupka pilotów. Na dolocie przewagę wysokości miał jego latający samodzielnie i przebojowo kolega klubowy Zdzisław Bednarczuk, więc na finiszu wysforował się trochę przed Sebastiana. Poniosły go jednak emocje. W euforii nie nie trafił w wirtualną linię mety, a na dodatek wykonał manewry, które zachwyciły publikę, ale nie znalazły uznania u osób odpowiedzialnych za bezpieczny przebieg zawodów i złapał punkty karne. Tomasz

Komentarze

Dodano: 30.05.2017Przez: Zdzisław Bednarczuk

Oj nie jest to prawdą ,gdyż połowę trasy wykonałem prawie sam a dolotowy komin tylko mnie przypadł w nagrodę

Dodano: 30.05.2017Przez: sebkaw

Poprawiłem tekst.Relację oparłem na podstawie oficjalnej wizualizacji, a ta działała beznadziejnie.Zwykle było widać widać tylko pojedyncze fragmenty z których trudno sobie zbudować obraz wyścigu. Tomasz

© Copyright by Sebastian Kawa

Realizacja: InternetProgressProjekt: Elzbieciak.com