Slider
Get the Flash Player to see the slideshow.

Śnieżne wichury

Jesienne wichury, z mocnym śnieżnym już akcentem zimy upatrzyły sobie tej jesieni piątki. W poprzedni wiało bo zbóju, co wykorzystaliśmy z Darkiem by przewietrzyć się i pooddychać tlenem z puszki. W strefie frontu, niemal od samego startu skrzydła pokryły się lodem, ten pierwszy jednak zrobił nam uprzejmości i spłynął gdy przebijaliśmy inwersję.  Gdy zaczął zdradzać oznaki topienia, zdwojona prędkość pozwoliła pozbyć się ładunku. Ale lód, śnieg i szron nie opuścił nas przez cały lot.  Zanim się przejaśniło  musieliśmy kilka razy szybko schodzić w dół by ominąć nadchodzące śnieżne nawałnice. Całe niebo,  miejscami od 600m – 8000m było zamurowane chmurami. Ale nawet w tej masie wilgoci silny prąd opadający fali za Beskidem Śląskim tworzył lukę, która przebijała wszystkie warstwy na tyle, by stale widzieć ziemię.  Można było latać do 3000m bo gdyby polecieć wyżej, to pomimo, że nie było chmur,  opad śniegu ograniczał zupełnie widzialność. W dole na samym środku luki w chmurach rysowały się duże pola w Lipowej, które skrupulatnie zaznaczyliśmy w GPS.  Po kilku przymusowych nurkowaniach, gdzie za każdym razem trafialiśmy do warstwy gdzie woda była jeszcze w stanie płynnym, wreszcie powyżej 3000 zachmurzenie zniknęło i można było odbić się w górę. Jedyna luka w chmurach trzymała nas jednak w okolicy Żywca. Pod wieczór przebiliśmy się w dół i na tak przechłodzonym szybowcu natychmiast  pojawiły się kilogramy masy szronu które ograniczały jeszcze mocniej widzialność. Awaryjnie mieliśmy do dyspozycji wielkie lądowisko pod sobą, ale pod chmurami okazało się, ze bez problemów da się wrócić na lotnisko.  Nie bardzo nam wierzyli, że dało się latać w takich warunkach, bo nad Żarem ani na moment nie pękła szczelna pokrywa chmur i lał deszcz ze śniegiem.

Na następny piątek prognozy pogody straszyły coraz silniejszym wiatrem, ale jak to bywa, wyliczenia modeli różniły się nieco od rzeczywistości. Przede wszystkim front i związany z nim silny wiatr nieco się opóźnił i pomimo, że patrząc na prognozy zastanawialiśmy się czy znajdzie się holownik który odważy się od latać w tak trudnych warunkach to zamiast tego poranek przywitał kompletną ciszą.  Chłodne powietrze w dolinach nie maiło najmniejszej ochoty się ruszać.  Było to korzystne, bo można było bez trudu wyholować szybowce tylko nie było wiadomo czy się utrzymają.  Pierwszy około 9:30 zdecydował się na start  Marek i zaraz po wyczepieniu  zameldował niewielki w znoszenia pod rotorem w Lipowej. Pojawiły się już drobne rotory i po tym jak szybko suną po niebie można było przypuszczać , że górą jednak wieje. Na  Magurce pracował żagiel więc kolejni piloci zdecydowali się na start i nie mieli problemów z utrzymaniem się nad zboczem.  By jednak dostać się na falę trzeba było lepszego szybowca. Wymagało to przeskoku  pod Skrzyczne i prób we wściekłych rotorach nad skocznią narciarską. Na Discusie dało się to zrobić bez problemów i pierwsze 2000m nabrałem nad Orlim Gniazdem w Szczyrku.  Gorsze Puchacze i Juniorki nie miały szans przeskoczyć do przodu pod wiatr, który sporo przekraczał ich prędkość optymalną.  Niewiele nad szczytami wiało  110 km/h. Ale wyżej wiatr szybko zmniejszał swoją siłę i na 3tyś metrów wiało już poniżej 50km/h. Na tej wysokości nosił słabo, około 1m/s, a do tego nasunęła się wielka łacha wilgoci z opadem śniegu. Podstawa tych chmur obniżyła się do 4000m gdzie trzeba było przeczekać.  Dopiero gdy opad się skończył, noszenia w kotlinie Żywieckiej się poprawiły. Niestety przy tym wiatr skręcił na zachodni i w efekcie pokrzyżował plany przeskoku w Tatry nad którymi zniknęły rotory. Na chwilę pojawiła się wysoka rotorowa chmura za wschodnią ścianą Łomnicy, ale nie została tam długo.  Najlepiej wyglądało zafalowanie na odcinku od Jeziora Goczałkowickiego do Namestowa . Spróbowałem kilku trójkątów 100 między Wapienicą, Namestowem i Ślemieniem, ale przy noszeniach 1-2m/s nie miało to większego sensu. Odrabianie wysokości po przeskoku pod wiatr trwało by wieki.  Godzinę przed zachodem górne pokrycie zmieniło się w regularne soczewki na 5000m i noszenia mocno się poprawiły, bo wreszcie przyszły prognozowane strzałki wiatru z trójkątną chorągiewką na fioletowym tle. Udało się wypróbować maksymalną dozwoloną wysokość w naszych strefach 6800m. Gdy lądowałem nawałnica ze śniegiem przetoczyła się już przez Beskid Śląski i śnieg pochłaniał stopniowo oświetlone już ulice Żywca i stojące w przedświątecznych korkach samochody. Nawzajem z kontrolerami podziękowaliśmy sobie za uatrakcyjnienie dnia i dyżuru przed radarem.

SK

Komentarze

Dodano: 17.12.2011Przez: Mirekk

W piątek byłem jeszcze wyżej, bowiem siedziałem nad montażem pewnego wigilijnego lotu nad Aconcagua. W przerwach przez lornetkę podziwiałem pięć szybowczyków na żaglu nad Magurką i dwa odchodzące wysoko na południowy zachód. Żal d… ściskał więc wróciłem w Andy… 😉

© Copyright by Sebastian Kawa

Realizacja: InternetProgressProjekt: Elzbieciak.com