Gallery
dsc_9244

Instrukcja do fali.

[fb_button]

Gdzie pojechać na falę.

Jelenia Góra i Nowy Targ mają swoją ugruntowaną pozycję najpoważniejszych ośrodków falowych w Polsce. Swoją renomę zawdzięczają historycznej już polityce Aeroklubu Polskiego. Jako ośrodki wiodące w lotach falowych, były specjalnie wyposażone w sprzęt i wypracowane procedury, które miały zapewnić skuteczne i bezpieczne zdobywanie diamentów podczas zorganizowanych turnusów. Różnie to wyglądało pod koniec PRL,  podczas moich pierwszych sezonów, więc z tych czasów, w których w ABB wisiała tylko czarno – biała fotografia Muchy nad ośnieżonym szczytem Pilska, zastanawiałem się, czy będzie można jeszcze kiedyś wykonać taki lot. Był to już czas gdy w aeroklubach zaczynało dziać się gorzej, aktywność spadała i we wrześniu kończono sezon w ślad za szybowiskami na płaskim terenie. Gdy nie było turnusu, trudno było namówić szefostwo do otwarcia wrót hangaru, ale gdy to się udało, było jasne, żę do latania na falę nie gorszy od Nowego Targu był Żar.  Tu przymykano do tego oko na szybowników latających na fali w locie żaglowym i takie lokalne loty do 3-4 tysięcy metrów zdarzały się często. Rzadziej latało się wyżej i nie było też mowy by odlatywać poza dolinę. Koledzy z Bielsko mieli mniej szczęścia, bo ABB nie poczuwał się do aktywności lotniczej poza letnim sezonem. Loty na falę były często udziałem jedynie pilotów doświadczalnych z SZD, którzy cenili sobie możliwość szybkiego wznoszenia na duże wysokości na fali, zamiast żebrania o wysokość na holu za Wilgą czy Jakiem. Kilka trudnych szkwałów przyczyniło się w Bielsku do mitu lotniska bardzo niebezpiecznego przy południowym wietrze i na długo latanie na falę ograniczono. Ostatnio się to zmienia za sprawą entuzjastów z sekcji szybowcowej i okazuje się, że przy umiarkowanych podmuchach również i tu można latać. Fala powstaje dokładnie nad lotniskiem. Podobnie budzą się i inne ośrodki, odkrywane na nowo, jak Bezmiechowa czy Łososina czy też nowe,  jak Żernica. Przenieśliśmy się też za granicę, bardzo popularnym odkryciem stał się czeski Jesenik który pokazał o ile prościej i sprawniej latanie można organizować. Falę nad Bojnicami oraz w Nitrze poznaliśmy podczas zawodów na Słowacji. Ta nowa aktywność wzięła się też z dostępności szybowców z napędem, które w pewien sposób uniezależniają od oficjalnej organizacji lotów w małych ośrodkach. Zmienił się też sposób latania na fali. Zamiast piąć się stacjonarnie w górę w zasięgu łączności radiowej kierownika lotów i na prędkości ekonomicznej, latamy o wiele częściej na przeloty. Latamy  pomiędzy ośrodkami falowymi, łączymy je i okazuje się po zebraniu doświadczenia,  że wcale nie potrzeba do tego nowoczesnych super orchidei, ani kosmicznych wysokości.  

Przeloty, pierwsze próby w Beskidach. 

Przeloty z fali początkowo były lotami z wiatrem. Bywało na przykład, że na falę w Beskidy holowały się szybowce z Gliwic, albo Opola i potem wracały na swoje lotnisko. Plany nabrania maksymalnej wysokości nad Tatrami i potem przelotu otwartego z wiatrem nie ziściły się.  Mówiło się o planach Tomka Rubaja, by połączyć w locie falowym Beskidy z Bieszczadami, ale była to jeszcze fantastyka bo nie wolno było przekraczać granicy Słowacji której obszar należało przeciąć w rejonie Orawy a potem Preszowa. I chyba Tomek był  pierwszym pilotem który na fali połączył Beskidy i Tatry. Być może wcześniej był ktoś jeszcze, ale skoro po drodze łatwo było naruszyć granicę więc bezpieczniej było to przemilczeć. Dla mnie jeden z pierwszych lotów na fali stał się jaskółką tego, co dziś jest codziennością. Na początku swojej przygody z lataniem skoro samodzielne loty zacząłem we wrześniu, kilkukrotnie miałem okazję wdrapać się z żagla nad chmury lub kręciłem się na rotorkach w rejonie Skrzycznego. Jednak by oficjalnie polecieć na diamentowe przewyższenie, w przeciwieństwie do “wysokiego żagla”, należało być oficjalnie przygotowanym więc nie było mowy o takim wyczynie bez badania w komorze niskich ciśnień. Wymagało to więc wycieczki do wojskowego urządzenia w Groniku i po stwierdzeniu, że faktycznie nie mdlejemy na 7000m wysokości mogliśmy już legalnie polować na wiatr. Poważne zadanie zgodnie z doktryną wymagało też wycieczki do Nowego Targu, co miało zapewnić sukces więc umawialiśmy się z nimi na latanie. Kiedy wreszcie solidnie dmuchnęło, nie załapałem się na transport i cóż było robić, poszedłem szukać szczęścia z lotniska pod Żarem. Jakie było moje zdziwienie, gdy na dużej wysokości koło Pilska spotkaliśmy się ze zmotoryzowaną ekipą, która o świcie pojechała pod Tatry. Przy Zachodnim wietrze fala nad Zakopanem nie była aż tak spektakularna więc kusząca soczewka w Beskidach zwabiła szybowce w jedno miejsce. Przewyższenia chyba nikt nie osiągnął, ale skoro Jantary z Tatr bez kłopotu dotarły nad Babią i wróciły, a w tym samym czasie Pirat z Żaru dotarł w to samo miejsce i również wrócił, narodziła się myśl, że praktycznie udało się połączyć te dwa odcinki przeskok w Tatry nad Orawą jest całkiem możliwy.. 

Większe przeloty, zwłaszcza w układach barycznych które zapewniają silny wiatr, wiążą się z problemem zmiany pogody na trasie. By wiało, potrzebny jest gradient ciśnienia i wtedy oczywiście jesteśmy na skraju układu niżowego – najczęściej deszczowej pogody. Siłą rzeczy latając poprzecznie do wiatru w którymś momencie dalszą drogę zagrodzą chmury. Najczęściej wygląda to tak, że albo wieje w Sudetach a w Beskidach jest cisza, albo  w Sudetach urywa głowę i pada, podczas gdy sucho i wietrznie jest wciąż na południu Polski. Gdy dołożyć do tego jeszcze Bieszczady to powstaje odcinek przekraczający 550 km i dni z tak rozległą i równomierną pogodą są wyjątkowe. Latanie przelotowe ratuje fakt, że da się pokonać te gorsze odcinki lecąc tuż nad chmurami w słabej pogodzie. Dla mniej doświadczonych pilotów jest to zbyt trudne, więc na pierwsze loty po diament trzeba się wybrać tam, gdzie pogoda jest najlepsza. 

Każdy z naszych ośrodków samodzielnie jest zbyt krótki by wykonać w jednym miejscu znaczący przelot. Możliwość złożenia kilku odcinków ratuje sytuację i w tym Jeseniki są najskuteczniejsze. Dość długie pasma, około 100km niskich gór, tworzą wystarczająco duży obszar by nawet bez przeskakiwania nad Jelenią Górę nazbierać sporo kilometrów. Ambitniejsi połączą jednak Sudety i Jeseniki co daje około 180km odcinek i pozwala już na przekraczanie 1000km w sześciu odcinkach. Udało się też połączyć w przelocie Beskidy z Sudetami w obie strony. Niestety po drodze jest lotnisko w Ostrawie oraz TMA Kraków więc nie obejdzie się bez współpracy kontroli lotów. W Beskidach natomiast normalną rzeczą są przeloty pod Tatry i pod Radhost w Czechach, na czym można uzbierać 150km.   Było też kilka prób które połączyły całe południe Polski od samego trójkąta między Ukrainą a Słowacją, z okolicy źródeł Sanu, aż po Czeskie Beskidy w okolicy Radhost.  Gdy dodać do tego przelot który wykonaliśmy nad Ukrainą do granicy Rumuńskiej a potem relacje pilotów Rumuńskich latają jeszcze dalej, powstaje całkiem pokaźna trasa  – wyzwanie na przyszłość. Trasa od Rudaw, przez Radhost w Czechach, Tatry, Bieszczady, Gorgany aż po Rumuńskie Karpaty.

Holowanie na falę

 Południowo-zachodnie wiatry pozwalają na latanie praktycznie w każdym miejscu. Jeżeli nie pada, wieje dość mocno na całym obszarze i nie polujemy akurat na bardzo wysoki lot to możemy wybrać się gdziekolwiek. Niekorzystny kierunek wiatru mocno ogranicza obszary fali i jeżeli poszukujemy łatwej, klasycznej fali to trzeba na to zwrócić uwagę. W Tatrach lata się najlepiej przy południowych wiatrach +/- 30 stopni, w Beskidach i Bieszczadach przy południowo-zachodnim wietrze; najlepiej 230 stopni ale z dość dużą tolerancją. Latamy nawet gdy wieje z południowego-wschodu czy z północy. Sudety to jedno pasmo i działają doskonale przy wiatrach prostopadłych do zbocza, ale nie lubią zbyt południowej odchyłki. Przy wietrze północnym fala występuje, ale punktowo i nie ma dokąd polecieć. Taki kierunek to też zazwyczaj bardziej wilgotne warunki z dużym zachmurzeniem. Bieszczady są tak regularnymi pasmami, że nie ma wątpliwośći że działają najlepiej przy południopwo – zachodnich wiatrach.  Nie są jednak wysokie w rejonie dostepnych lotnisk i wymagają specyficznej pogody by polecieć gdzieś dalej. Szkoda, że nie ma regularnie otwartej granicy na Ukrainę, bo byłby to doskonały wyjśćiowy obszar do latania falowego nad Gorganami długości 300 km. 

Dla wielu pilotów różnicę może sprawiać sposób w jaki na falę można się dostać. Nasze ośrodki różnią się istotnie pod tym względem. W typowych ośrodkach falowych w Nowym Targu i w Jeleniej Górze szybowce są holowane pod wiatr do wznoszenia rotorowego. Najczęściej dla pewności od razu nad chmury i wprost na falę. Problem kontaktu z wznoszeniem spoczywa na barkach pilota samolotu który po kilku nawrotach nabiera doświadczenia i robi to dość sprawnie. Są to duże odcinki do pokonania i to pod wiatr, co trwa około 20-30 minut. Niestety hol odbywa się przy prędkości 120-130 km/h maksymalnie a wiatr w dobry falowy dzień osiąga łatwo 100km/h. Więc gdy do miejsca wyczepienia jest 30km a na płycie czeka 10 szybowców łatwo policzyć co to oznacza dla tych ostatnich w kolejce. Lot na holu w warunkach halniakowych jest trudny dla szybownika i dla pilota samolotu. Samolot powinien być dość ciężki i odporny na szarpanie w turbulencji, co za tym idzie dość drogi w eksploatacji. Trzeba się nagimnastykować w rotorach. Zdarza się nawet urwać linę. Nic dziwnego, że klasyczne środki bronią się przed wizytą mało doświadczonych pilotów. Przeprowadza się szkolenie holu w turbulencji i latania chmurowego na dwusterach zanim pozwoli się na samodzielny lot. By wszystko było nadal zgodnie z programem do tego dochodzi badanie w komorze niskich ciśnień, by poznać oznaki niedotlenienia i wykryć ewentualną patologiczną reakcję. Czy ma to praktyczne znaczenie ? Okazuje się, że nie koniecznie. W zachodnich kulturach lotniczych nie wymagano tego badania. Kłopoty jednakowo dotykają tych którzy się przebadali jak i tych którzy w niej nie byli, bo odporność może się zmieniać a co do reguły nie ma możliwości by w krótkim locie zaadoptować się do niskiego ciśnienia jak himalaiści. Trzeba przyjąć, że albo lata się na falę z tlenem, albo się na dużą wysokość nie wchodzi wcale. Fala w Tatrach to latanie wyżej poziomu Mt Everestu więc nie ma innej opcji.

W Beskidach nie ma zwyczaju holowania się na falę. Pomimo, że wielokrotnie byłoby to możliwe, i całkiem dostępne bo fala zabiera z małej wysokości, to zwyczajnie szkoda na to czasu. Samolot potrzebuje około 15 minut by dolecieć do okolicy Lipowej, pod Skrzyczne a hol na zbocze Żaru to tylko 3-5 minut. Dla pewności można wybrać podobnej długości hol pod wiatr na Magurkę. Wyczepienie jest bardzo nisko, nawet 300m nad lotnisko (700m npm) a potem szybownicy muszą już radzić sobie samodzielnie. W mojej ocenie powinno to dawać więcej satysfakcji, bo sam lot falowy, jeśli chodzi tylko o stacjonarne wznoszenie jest zwyczajnie banalny, ale zależy co kto lubi.  Zawsze największym wyzwaniem jest wdrapanie się nad chmury, samemu, czy na holu, ale tu przynajmniej nie spalamy benzyny.

Podmokłe i wietrzne lotniska.

Fala to oczywiście problemy ze startem przy silnym wietrze.  Do tego często z podmokłego lub nawet zaśnieżonego pasa. Żar na szczęście z jakiegoś powodu omijają najsilniejsze podmuchy. Jest to spowodowane esowatym biegiem Soły zasłaniający pas z jednej strony przez Jaworzynę a z drugiej przez Magurę, albo przez lekkie zastoisko nad doliną powodują. Wieje bardzo mocno na 100 m wysokośći w strefie esowania a po zbliżeniu się do pasa, minięciu budynków szkoły podstawowej turbulencja i wiatr słabnie.  Żar i bez wiatru jest trudny, bo ląduje się pod górkę. Dodatkowo zbocze Żaru po opadach oddaje sporo wody, która sączy się na pas i ten pozostaje błotnisty przez kilka dni. Zwłaszcza po roztopach, gdy głębiej ziemia nadal jest zamarznięta i woda nie wsiąka. Woda powoduje też, że lotnisko jest pofalowane. Dla mnie był to duży problem przy lataniu na ASH, bo niekotrolowane odbicia z nierówności na pasie, na które nie mamy żadnego wpływu są większym obciążeniem dla konstrukcji niż najbardziej turbulentne rotory. Starałem się lądować na ukos pasa, wzdłuż największych zafalowań by tego uniknąć. Tu niestety pojawiał się inny problem, bo takie podejście wypadało znad jeziora, nad którym mocno dusiło w czasie halnego a z drugiej strony ten kierunek prowadzi wprost na przeszkody. Dodając do tego słabe hamulce aerodynamiczne i ślizganie sie po mokrym pasie można sobie wyobrazić jak trudne to były lądowania. Podmokłe są też pozostałe dostępne lotniska, w Bielsku, Nowym Targu i tak samo czeski Frydlant pod Łysą Górą. Z tych dostępnych, Lipowa jest najbardziej przydatna zaraz po opadach bo pas na samym grzbiecie jest twardy.

Przyznam, że niewiele miałem okazji do latania na fali z Bielska. Z racji tego, że mieszkam w Międzybrodziu latałem najczęściej z Żaru. Zdarzyło mi za to holować na falę z ABB. Potem jednak przez wiele lat przy południowym wietrze Bielsko było zupełnie opustoszałe i zamykane na początku jesieni. W górach o połowę niższych od Tatr, w Beskidach, zbocza nie stanowią bariery dla wiatru i podmuchy na lotnisku są dużym problemem. Dzieje się tak wtedy, gdy inwersja leży niemal idealnie na wysokości szczytów. Chłodny podmuch ( cięższe powietrze ) poniżej inwersji jest zatrzymany w dolinie Szczyrku, natomiast silny wiatr który dominował powyżej inwersji spada po zawietrznej na lotnisko. Lotnisko jest wyżej niż reszta przedgórza i w ten sposób najbardziej narażone na szkwały. Jest ciepło i sucho, ale niestety strasznie wietrznie i ta część Bielska nie bez powodu nazywa się Hulanką. Po kilku złych doświadczeniach raczej woziło się szybowce do sąsiadów niż organizowało wysokie hole u siebie. Doszło kilkukrotnie do trudnej sytuacji na podejściun niedolotów, kapotażu samolotu i z powodu uskoków wiatru powstały legendy na temat tego jakie prądy opadające można tam spotkać. Prawdopodobnie nie jest to nic niezwykłego, jak na falę, ale sytuację pogarsza fakt, że rotory i turbulencja są nisko nad ziemią.  Osobiście miałem na Bielskiem inny problem, bo latając ASH nie mogliśmy do lądowania zejść ! Tak duży szybowiec ma słabe hamulce aerodynamiczne. Gdyby latać szybciej, to można zwiększyć opadanie, ale w turbulencji lot na otwartych hamulcach powoduje dużo wieksze ugięcie skrzydła, większe obciążenie dla konstrukcji więc starałem się tego unikać. Sytuacja wyglądała tak, że przy kończącym nam się czasie o zachodzie słońca, na pełnych hamulcach wznosiliśmy się w rotorze na prostej do lądowania. Dopiero trzeba było polecieć bliżej gór i wytracić wysokość w najgorszych duszeniach nad Wapienicą do 200m i potem czujnie, na hamulcach dolecieć nad lotnisko. Niżej już nie nosiło, ale przy lądowaniu wyoraliśmy taką bruzdę w rozmiękniętym pasie, że musieliśmy zdemontować na środku lotniska szybowiec a zadeptywanie tej dziury zajęło sporo czasu. Przy południowo-zachodnim i zachodnim wietrze warunki na lotnisku są spokojniejsze, ale wtedy fali nie ma nad lotniskiem i trzeba holować się daleko na Magurkę albo wysoko wprost do fali nad Dębowiec. 

W Lipowej, prawdopodobnie już niedługo właściciel tego lądowiska umożliwi regularne latanie i będzie to bardzo ciekawe miejsce do lotów falowych. Mamy już trochę doświadczeń z poprzednich sezonów. Sam pas jest twardy nawet w czasie roztopów i po intensywnych deszczach. Lądowania i starty odbywają się pod wiatr i pod górkę na kierunku południowo – zachodnim więc jest to znacznie łatwiejsze niż na Żarze. Wiatr jest z pewnością stabilniejszy ale zdarzyło się, że przy demontowaniu szybowców po lotach podmuch przewrócił dwa z nich. Nie powinno się więc pozostawiać i parkować szybowcó na samym szczycie wzniesienia. Niestety jak do tej pory nie ma tam hangaru i nie ma samolotu holującego a na co dzień dostępna jest tylko wyciągarka. Na razie jest to bardzo dobra opcja na lądowanie suchą nogą po całym dniu na fali i co też ważne, dokładnie w okienku fenowym, czyli pod dziurą w zachmurzeniu. Jeżeli wieje bardzo mocno, to można wylądować krótko lub schować się spychając szybowiec na wschodni koniec lotniska. W tym miejscu pole jest osłonięte jest wysokimi drzewami i zabudowaniami. W ostateczności, równolegle w dolince poniżej wyznaczonego pasa, jest jeszcze kilometrowe pole zupełnie osłonięte od wiatru. Historycznie to właśnie na dole było kiedyś lądowisko dla wojska.

Lotnisko w Nowym Targu jest najczęściej bezproblemowe i prawie bezwietrzne podczas wieczornego lądowania. Wieje wzdłuż pasa, wzdłuż doliny przed Gorcami i  to ze wschodu.  Ale gdyby nawet sięgały tu silne podmuchy  halnego to zawsze można wylądować w poprzek lotniska bo jest ogromne. Sama droga kołowania jest dłuższa niż wiele pasów startowych w innych miejscach. Nowy Targ niestety podobnie jak i Beskidy jest grząski. Lotnisko jest na płaskim torfowisku, w terenie na którym długo utrzymują się kałuże po opadach.

Niestety nigdy nie miałem okazji latania na fali z Bezmiechowej. Lotnisko znajduje się na szczycie i pod zachodnim zboczem. Ląduje się pod górkę , a więć tak samo jak na Żarze wymaga to opanowania lądowania z wiatrem.  W Bezmiechowej nie lata się zbyt intensywnie i nie wiem jak udaje się z niej odlecieć, bo jest to druga fala, którą w swoich przelotach po Bieszczadach omijaliśmy daleko, dwie do trzech fali pod wiatr. Podejrzewam, że nowoczesnym szybowcem da się przebić pod wiatr, by potem korzystać z całości zafalowania wzdłuż Bieszczad. Zawsze jednak dalszy przelot na zachód przez Lesko, Krosno, Pienieny i Pod Tatry wymaga przeskoku na pierwszą falę. Bezmiechowa ma jednak do zaoferowania ciekawą możliwość startu przez stoczenie sie ze szczytu po brukowanej ścieżce. Przy odrobinie szczęścia taki lot , poczatkowo na żaglu może się skończyć ciekawymi widokami w locie falowym.   

Fala z termiki i w wysokich górach.

W dużo wyższych górach, „na świecie” start na falę często zaczyna się na termice i nikt na falę nie holuje. Piloci muszą się sami wydostać nad chmury. W zasadzie większy czy mniejszy dodatek termik będzie nam towarzyszył zawsze w lataniu na zboczu i na rotorach ale z typowymi zjawiskami, takimi jak w tych najwyższych górach spotkamy się dopiero w Tatrach. Po stronie zawietrznej za tak wysoką barierą cały przepływ wiatru ustaje.  Potrzeba termiki sięgajacej odpowiednio wysoko, tak by na wysokości cumulusów- rotorów dostać się już od razu do silnego wiatru. W tych najwyższych górach termika może być jednak zbyt nisko. Chodzi tu o 3-5 tysięcy metrów podstawy a wciąż może to być za mało na kontakt z Falą. Nawet na silniku do fali sie nie dostaniemy ze względu na pułap i jedyny okazją do kontaktu z falą są dni gdy wiatr wieje wzdłuż pasma. Falę tworzą niższe poprzeczne żebra, wieje mocno do samej ziemi i  może być, że tuż obok pasa znajdziemy pagórek z którego można przedostać się na wyższe piętra. W Nowym Targu nad lotniskiem bywa połączenie termiki z rotorami, na drugiej czy trzeciej fali i zdarza się, że polecimy na falę po starcie z wyciągarki która daje z tego ogromnego lotniska wystarczające wysokości. Panuje przekonanie, że termika wyklucza falę, otóż nie. Do wystąpienia fali potrzeba inwersji, która hamuje termikę, ale poniżej termika może się rozwijać. Praktycznie – jeśli termika sięga do wysokości szczytów to nawet nasila zafalowanie w pasach rotorowych.  Pod rotorem i na zawietrznej wysokich gór wiatr słabnie. Do tego zachmurzenie się redukuje w lukach fenowych pozwalając na nagrzewanie terenu przez słońce. I jeszcze przy tym tuż przed rotorami powstaje obszar  zbieżności wiatrów ; głównego podmuchu który jest silny przed rotorem, zanim sinusoida wygnie się ku górze i cofającego się podmuchu pod obracającym się rotorem. Konwergencja zbiera całe ciepłe powietrze przy ziemi w jedno miejsce. Kominy termiczne mają możliwość ustabilizowania się i przyspieszają, bo w dużej masie całe powietrze tym rejonie lekko się unosi. Obszar zbieżności znajduje się przed samym rotorem i kominy trafiają do chmury rotorowej która w takich bardzo mocnych warunkach może przybrać postać nawet congestusów. Fala powyżej dostanie solidne wzmocnienie i silna termka występuje razem z zafalowaniem. Nie zawsze jest tak dobrze i kominy bywają poszarpane pod silną inwersją ale są. Taką falę można zaatakować nawet z odleglejszych lotnisk w Łososińie, Opolu, Rybniku na kolejnych odbiciach  w śladzie gór.  Spotyka się falę nawet na całkiem płaskim terenie w centralnej Polsce – będzie to fala która powstaje dzięki różnicom prędkości wiatru i silnej inwersji i wyjątkowo umożliwia ona przeloty nad chmurami. Wznoszenie się na duże wysokości jest anegdotyczne ale czasem się zdarza.  Za to widoki w czystym powietrzu nad chmurami sa zawsze wyjątkowe.. 

 Wielokrotne powtórzenia fali zdarzają się przy mocno narastającym wietrze z wysokością, ale by trafić trzecią falę nad lotniskiem, to lotnisko musi być dokładnie w osi wiatru w śladzie gór. Przykładowo zdarza się trafić falę na Nowym Targu gdy wiatr jest południowy. Jednak niewielka zachodnia odchyłka wiatru przeniesie fale nad Pieniny i nie damy rady tam dolecieć.

Pozostaje jeszcze przykład zafalowania przy wiatrach wiejących równolegle do dużego pasma. Jak wspominałem, był to jedyny sposób na nawiązanie kontaktu z falą w naprawdę wysokich górach – Himalaje, Kaukaz. W Tatrach i Nowym Targu podobnie, przy zachodnich kierunkach wiatrów można trafić falę znacznie niżej, na przewężeniu, w Rowie Przedtatrzańskim w okolicy wyciągu na Jaworzynie Witowskiej i granicy polsko-słowackiej. Faluje od małych Słowackich Beskidów nad Jeziorem Orawskim albo nad samym Szpitalem w Nowym Targu. Co ciekawe, w okolicy wiatr może być całkiem słaby a masa gór powoduje przyspieszenie przepływu, który je omija i pojawia się fala. 

 Do zachodniego Wiatrów same Tatry są ustawione równolegle więc wysoka fala jest dopiero gdy cały masyw się kończy –  daleko od Polski, po zawietrznej w rejonie Tatrzańskiej Łomnicy. Hol raczej odpada i po raz pierwszy udało nam się sprawdzić te warunki dopiero podczas epizodycznego wypadu na lotnisko w Popradzie. Dopiero później odszukaliśmy te same miejsc startując z Polskiej strony. To jest częsty rodzaj fali, ale silny wiatr wiąże się z napływem chłodnego i wilgotnego powietrza z północnego zachodu, a więc deszczowej czy śnieżnej pogody. Symulacje komputerowe fcst24.com wskazywały jednak, że taki wiatr zgodny z Jet Stream może unieść za Łomnicą nawet na 16km do stratosfery. 

Wewnątrz masywu jedynie na poprzecznych żlebach trafia się zafalowanie. Główna grań Tatr jest wygięta esowato więc można tu wyróżnić odcinki dobrze wystawione do wiatru, ale są to krótkie pola falowe. Zdarzało się nam wypróbować takie miejsca nad Cichą Doliną ( Słowacja na południe od Kasprowego) i nad Morskim Okiem. Drobnych zafalowań jest sporo, ale najlepiej działa dopiero fala za Łomnickim Szczytem.  

W Jeleniej Górze i Jeseniku też można trafić na noszenia nad samym lotniskiem, były loty które zaczynały się w Jeżowie na zboczu po starcie z lin gumowych, ale najczęściej tak jak i w Zakopanem praktykuje się hole od razu do pierwszych rotorów. 

 

Zjawiska fenowe redukują zachmurzenie.

Wysokie góry podczas silnego wiatru mają swoje zalety. Im wyższa bariera i im silniejsze zafalowanie tym częściej można liczyć na to, że silny mur halniakowy wspólnie z silnym prądem opadającym po zawietrznej osuszy chmury i umiejętność latania bez widoczności nie będzie potrzebna. W Tatrach często przy halnym ciągnie się klinowaty pas słońca i słabszego wiatru aż do Tarnowa. Gdy zachmurzenie jest niskie, to zostaje zatrzymane po stronie południowej i opływa Tatry. Spotkałem się z takim zjawiskiem, że na południu, nad Popardem chmury sięgały do połowy grzbietów i wiatr był ukierunkowany jak rzeką dokładnie wzdłuż doliny. Ta rzeka chmur opływała Tatry od wschodu i płynęła dalej w stronę Krynicy a nigdy nie wracałą na Podhale. Górą natomiast wiatr był bardziej z południa.  Rotory i jakiekolwiek zachmurzenie które się tam pojawiało nad Zakopanem miało podstawy na ponad 3 tysiącach metrów. To bardzo dobra ilustracja, z jak różnymi masami powietrze mozna mieć do czynienia. Cięższe i chłodniejsze powietrze zachowuje się jak woda wypełniająca doliny. Gdy mamy wyższe i warstwowe, bardziej klasyczne dla jesieni zachmurzenie, to ono przelewa się nad grzbietem i zupełnie suszy w miejscu gdzie wiatr opada. Cieńczeją nawet najgrubsze chmury.  Największy wpływ ma pierwszy, najsilniejszy prąd opadający tuż za barierą gór. Powstaje luka fenowa, najlepszy wskaźnik tego, że fala występuje i będzie ją można wykorzystać do latania. A więc gdy lokalnie nad Wielką Krokwią, przy pełnym zachmurzeniu w rejonie, świeci słońce to mamy falę. Jeszcze bardziej redukują zachmurzenie wielokrotne powtórzenia fali. Wiatr który mocno narasta z wysokością oddaje część swojej energii poprzez tarcie niższym warstwom i zdecydowanie porusza cięższymi warstwami pod inwersją. Co by tam nie było, łącznie z zachmurzeniem warstwowym. Fala ma kolejne odbicia, podgrzewa powietrze i zachmurzenie zanika. Rośnie przy tym grubość warstwy inwersyjnej ( ogrzanej). Silny wiatr przenosi się w górę i częściowo rusza też i to, co było pod inwersją. Każda następna fala ma podstawy rotorów na większej wysokości i chmur jest mniej.  Pełne pokrycie może zniknąć na 2-3 falach. Dla pilota ma to duże znaczenie, bo lecąc z wiatrem dotrze w końcu do bezchmurnego obszaru i na przykład nad Nowym Targiem będzie się mógł bez kłopotów obniżyć do lądowania a na lotnisku nie powinien spodziewać się kłopotów, bo za wysoką barierą gór wiatr ustaje i na lotnisku pod Tatrami wieje lekki wschodni zefirek. 

W niższych Beskidach fala nie redukuje tak mocno zachmurzenia. Zależy to od różnicy wysokości na jaką jest ono początkowo wynoszone ( woda się wytrąca ) a potem od wysokości na jaką spływa w dół – i powietrze się nagrzewa.  Wystarczy, że zmieni się ilość wilgoci w powietrzu, czego nie widać, albo nadciągnie strefa grubszego altocumulusa i wtedy luki fenowe mogą się błyskawicznie pozamykać. Nadmiar wilgoci, i grube chmury sięgające znacznie powyżej szczytów oznaczają też masę niestabilną, i to ostatecznie powoduje, że fala zanika i szybowce powyżej chmur mają problem z utrzymaniem się w powietrzu. Fala jest widoczna warstwowym zachmurzeniu gdy jest dość cienkie, ale gdy niestabilna warstwa z chmurami zaleje okolicę to fale wygładzają się. A jednak na Żarze, w Bielsku ani w Jeseniku nie ma już tak ostrych wymogów co do posiadanych uprawnień do lotów bez widoczności. Pilot musi sam ocenić warunki, czy sobie w nich poradzi. W tym momencie przypominamy sobie o tak często ignorowanym urządzeniu jakim jest busola. Nawet, jeśli współcześnie do latania bez widoczności spokojnie można się zadowolić w słabo wyposażonym szybowcu swoim telefonem, google maps działają na dużej wysokości tak samo jak na drodze, to jednak mają one jedną wadę – działają do momentu aż skończy się prąd, a busola zawsze. W krytycznej sytuacji pozwoli opuścić góry. Standardowa procedura przewiduje lot na północ, na równiny by przebijać chmury w locie na wprost. Gdyby się to zdarzyło teraz, taki lot na ślepo oznaczałby spore zamieszanie w ruchu komunikacyjnym nad Katowicami. Silny wiatr powoduje to, że bardzo trudno określić swoje położenie. Albo stoimy w miejscu pod wiatr, bardzo długo i wydaje się, że pokonaliśmy już spory odcinek, albo przemieszczamy się bardzo szybko z wiatrem co powoduje, że błyskawicznie można się zgubić. Bez współczesnej nawigacji GPS na fali traci się orientację błyskawicznie.  

Nieocenioną pomoc może nam dać zdjęcie satelitarne, jeśli da się je odbierać w szybowcu. . Można wtedy określić, czy np zachmurzenie, które narobiło nam kłopotu kończy się w niewielkiej odległości na zachód i wtedy można przeczekać. Można na podstawie zdjęć poszukać miejsca gdzie zachmurzenie nie sięga – np w rejonie Pilska w każdą stronę widać jedynie szczelny ocean chmur a tymczasem tuż na Bielskiem chmury znikają. Jeżeli sami nie możemy odebrać tej informacji w szybowcu to może to ocenić ktoś z ziemi i podać przez radio. Drugą istotną sprawa jest wysokośći podstawy chmur, którą mogą nam już przekazać też i inne szybowce. Gdy wiadomo, że podstawa chmur jest na 3000m , to nie ma problemu, można przebijać się bez widoczności lokalnie nad górami. I najczęściej zrobimy to w tych samych miejscach gdzie nosi, tam gdzie normalnie chmury są najcieńsze nad potencjalnymi lukami fenowymi.  Jeśli jest inaczej,  wierzchołki toną w chmurach – pozostaje lot na północ, i obniżanie się nad równinami.  

Duża wilgoć nie wyklucza zafalowania. Jeśli burze powstają odpowiednio daleko pod wiatr to po rozmytej burzy zostaje osuszony prąd opadający który tworzy znów stabilną masę. Chmura pozbawiona energii szybko znika w opadającym powietrzu, ale sam opad już niekoniecznie. Z tego powodu zdarza się, że w luce fenowej latamy w deszczu lub śniegu. Fala po burzy, albo między burzami to też całkiem częste zjawisko. W obu przypadkach powstaje inwersja i gdy tylko coś wieje to pojawia się fala. Inne znaczenie ma niestety początek opadu, rozwój burzy.   Wiąże się z dużą chwiejnością i gdy w lotach falowych pojawia się opad z nowych chmur to fala najczęściej zanika. 

Typowe warunki falowe.

W Beskidach oczywiście najbardziej typowy kierunek wiatru na falę to 230 stopni i najsilniejsza fala nad Lipową. Skrzyczne góruje i rządzi falą w całej okolicy. Wyższe są co prawda Pilsko i Babia Góra, ale to tu fale są najregularniejsze. Prawdopodobnie ma tu wpływ efekt izolowanego stożka, jak w przypadku wulkanów w Chile czy Elbrusa , za którym nie tylko fala która powstaje w przepływie spadającym ze szczytu ma znaczenie, ale dokładają się dwa prądy wiatru, który omija tę górę obok, na mniejszej wysokości i spotyka się dokładnie po zawietrznej. Dokłada się w ten sposób konwergencja do siły rotorów i fali. 

W masie Beskidów trudno wykazać konkretne zbocza które układają się w regularną linię, ale istotniejsza jest zawietrzna krawędź całego Beskidu Śląskiego któa łączy się potem z Romanką i Pilskiem. Bardzo regularna linia powoduje często powstanie jednej regularnej krawędzi zafalowania która ciągnie się przez 40 km od Bielska aż po Pilsko. Przy wietrze południowym istotną linią jest północna krawędź wszystkich Beskidów, tak naprawdę całych Karpat.  W Beskidach otoczeni przez góry możemy spotkać falę też przy każdym innym kierunku wiatru. Bardzo ciekawe zafalowanie powstaje w warunkach silnej cyrkulacji ze wschodu, w wyżowej pogodzie. Lata się dokładnie w tych samych, typowych dla fali miejscach tyle, że z dziobem ustawionym w przeciwną stronę. Na przykład nad Budynkami elektrowni i Jeziorem Międzybrodzkim czy nad Stalownikiem koło Bielska Białej.

 Fala niby typowa, nawet nie ma dużego sensu powtarzać symulacji przy podobnym kierunku wiatru, a jednak za każdym razem jest nieco inna. Jej długość zależy od wilgoci, siły wiatru, grubości warstwy z silnym wiatrem, siły inwersji, grubości warstwy inwersyjnej, wysokości inwersji, temperatury powietrza, … Trzeba jej szukać, badać, ryzykować lądowaniem. Doświadczenie czasem nawet przeszkadza, bo można ją napotkać tam, gdzie nigdy przedtem. Co ciekawe w podręczniku APRL „Loty Falowe” jest opis pola falowego w Beskidach, którego osobiście nie spotkałem przez 20 lat – na południe od Jaworzyny. Ciekawe, że akurat taki opis znalazł się w podręczniku, ale widocznie autor oceniał dni falowe typowe dla latania w Tatrach – przy południowo-wschodnim wietrze który nie jest typowy dla fali w Beskidach.

Fala ma to do siebie, że ma określoną długość. Im mocniej wieje, tym jest dłuższa. Natomiast im stabilniejsze powietrze, im silniejsza inwersja, tym krótszy i szybszy ruch w pionie co daje krótszy okres fali. Gdy się ten czas nałoży na prędkość wiatru to powstanie dłuższa lub krótsza fala – co to znaczy ? Mierzymy w poziomie, czyli jak daleko jest wznoszące pole falowe od szczytu. Wiatr i inwersja nie zmienia się na dużym obszarze a więc szukając fali napotkamy ją idealnie w tej samej odległości od szczytów. Ale,  pod warunkiem, że szczyty są podobnej wysokości. Wiatr z wysokością zmienia się, przyspiesza,  więc w wyższych górach, fala się wydłuży i będzie nieco dalej od szczytu. Nie są to jednak duże różnice, da sie takiej fali poszukać w czystym powietrzu bez podpowiedzi w postaci chmur. Różnice będą takie, że np. przy słabym wietrze pole falowe jest 6km od szczytu a przy silnym – 10-12. Większą trudność sprawiają dni, gdy wiatr  wieje skośnie do pasma i  WYDAJE się żę fala jest bliżej przeszkody, ale wtedy trzeba oceniać jej długość wzdłuż osi wiatru i okaże się, że odległość wprost pod wiatr jest wciąż stałą. To obok to jednak zbocze obok naszej fali.  Taka sytuacja bywa myląca bo poszczególne fale mogą zlać się w jedną soczewkę i trzeba wtedy rozróżnić w którym miejscu jest krawędź nawietrzna a w którym równoległa do wiatru. W takiej soczewce możemy zauważyć schodki na krawędzi ( po kilka – kilkanaście kilometrów długości) i te stopnie wystawione prostopadle do istotniejszych szczytów są krawędziami noszącymi a te bardziej od strony południowej – jedynie krawedzią boczna i nie nosza.  Latamy między soczewką a górami stale, ale zatrzymujemy się na wznoszenie w tych miejscach ustawionych bardziej prostopadle do wiatru. Dopiero wyżej, fala się wyrównuje i noszenie dotyczy całej krawędzi. Często jest to kolejne piętro soczewek  o znacznie rozleglejszej budowie. 

Najistotniejsze zafalowanie spotykamy nie w górach, nad plątaniną szczytów i dolin a nad równinami. Wiele drobnych zaburzeń nad górami źle się składa. Dopiero szersza dolina, lub początek równiny pozwala by rozwinęła się fala, która zaczyna się od podmuchu w dół. Możliwym tylko wtedy gdy nie ma tam akurat innej przeszkody.  To, że fala powstaje dopiero po przejściu sporego odcinka nad górami wiąże się też prawdopodobnie ze stopniową modyfikacją własności masy powietrza. Część energii wiatru zamienia się na ciepło w warstwie inwersyjnej. Tak więc powstaje grubsza warstwa w której jednocześnie rośnie temperatura i rośnie prędkość wiatru. I jednocześnie dzieje się to na wysokosci szczytów które były przyczyną tego, żę zwiększyło się tarcie. Tu w rejonie tak się dzieje w czasie przechodzenia mas powietrza nad wieloma szczytami nad słowackim Beskidem. Na zachód wiatr niebo jest zupełnie zasnute chmurami, czasem mży a z zawietrznej Skrzycznego spływa już sucha masa i faluje. Ale są też i miejsca gdzie góry są w tak regularnych odstępach, że fala kolejne fale wzmacniają się podbiciami od kolejnych szczytów. 

Przeloty na fali.

W miarę nabierania wysokości fale się wygładzają. Fala powstałą od trzech wierzchołków po oddaleniu się od nich, wyżej, będzie jedną linią. Spore obszary między górami wypełnią słabe zafalowania, na których nie da się wznieść, ale bez problemu da się latać bez utraty wysokości. A to wystarczy. Takie latanie to łatwizna, jeśli fala jest zaznaczona chmurami. 

W miarę nabierania doświadczenia przekonamy się, że falę należy traktować na przelocie zgodnie z teorią MC i jedyne co nas ogranicza, to to, by nie spaść pod chmury. Wdrapywanie się na górę zawsze zabiera sporo czasu. Gdy wysokości jest dość, nie warto asekuracyjnie oszczędzać wysokości. Tam gdzie jest słabo, trzeba się rozpędzić i polecieć tak samo jak w każdym innym przelocie zgodnie z teorią krążka MC. Ciężkie i szybkie szybowce są znacznie lepsze do takiego latania i tu chodzi o naprawdę wysokie prędkości ograniczone tylko flaterem. Szczególnie przeskoki pod wiatr pokazują różnice między szybowcami. Pomóc można sobie też i w takim przypadku. Musimy ominąć najsilniejsze duszenia a te będą dokładnie po zawietrznej od najsilniejszych noszeń.Wybieramy więc miejsce skoku pod wiatr tam, gdzie chmury są najbardziej płaskie, czyli rotory są najniższe. NIe wlatujemy na zawietrzną od fali, tylko suniemy obok. 

Pomimo, że wyżej lata się szybciej z powodu mniejszej gęstości powietrza to bardzo często najsilniejsze noszenia są tuż nad rotorami. Raczej, znów raczej – często trzeba używać tego słowa, bo bywa, że zmiana kierunku wiatru oraz silniejszy wiatr górą stworzą soczewkę monstrum  na 8 tysiącach i będzie tam nosiło 10m/s. Ale co do zasady wyżej nosi słabiej a wiatr się nasila więc lot po trasie będzie wolniejszy. Gdy porównać lot po tym samym odcinku na żaglu, to okaże się, żę przy silnym wietrze najszybciej lata się tuż przy skałach. Ale żagiel daje bardzo małe odcinki i mały zapas do przeskoczenia przerw pomiędzy górami. Nie ma więc prostej recepty jaki sposób pokonania trasy jest lepszy. Na pewno musi dawać możliwość ukończenia trasy, tak by nie utknąć po drodze,  a po drugie, wznosząc się w słabym noszeniu tracimy czas więc powinno się tego unikać przeskakując te słabsze odcinki po prostej. Najważniejsze jest to by odszukać taką ścieżkę gdzie powietrze stale choć odrobinę się wznosi bo obok na pewno stale opada. To są ogromne pola, a nie termika na której co kilkaset metrów sytuacja się zmienia, więc można sporo stracić lecąc złą ścieżką. Gdy nie ma chmur, odszukanie tej linii noszeń jest trudne. Musimy myszkować by ją przecinać tam i z powrotem obserwując tylko wariometr. Pomocny jest wtedy wariometr netto, bo lecąc z dużą prędkością mamy trudności z odróżnieniem opadania spowodowanego szybkim lotem od tego spowodowanego opadaniem masy powietrza. Netto wskazuje dokładnie samo wznoszenie się masy powietrza.

 Z Beskidu Śląskiego na jednej ciągłej fali najczęściej polecimy aż do Jeziora Orawskiego. Góry są w tym rejonie znacznie niższe, niektóre wystają jedynie 100m nad teren, ale nadal wywołują falę i to wystarczy by z niewielką utratą albo nawet na jednym poziomie przemieścić się w Tatry. Gdy przeważa południowy kierunek wiatru to jest trudniej, bo do tatrzańskich rotorów dolatujemy od zawietrznej w okolicy granicy państw. Jeżeli wieje bardziej z zachodu, to przeskok Orawy jest łatwiejszy, ale  konkretna fala w Tatrach jest dopiero na wschód od Gubałówki i trzeba polecieć dużo dalej. Te kierunki mają odwrotny efekt w drodze powrotnej, bo wiatr południowy znacznie ułatwi powrót nad Podhalem i Orawą w stronę Babiej Góry. Po drodze natrafimy jeszcze na kolejne zafalowanie, natomiast wiatr zachodni oczywiście da pewną składową czołową. Ale wracajac z Tatr raczej będziemy latali wyżej i szybciej, a wiec wiatr ma już mniejszy wpływ na kąt szybowania.  Orawę powinno się dać przelecieć poniżej przestrzeni kontrolowanej, która po stronie słowackiej schodzi do 2438m npm. Jest to dość proste, gdy są niskie chmury warstwowe i fala jest dobrze zaznaczona. Wystarczy lekkie zafalowanie by nie tracić wysokości a to już wystarczy. Dla ostrożniejszych nie pozostaje nic innego jak złożyć plan lotu z przekroczeniem granicy słowackiej i wynegocjować przelot na łączności z Kraków Zbliżanie. 

Z beskidów dość łatwo można też polecieć na zachód. W Czechach przestrzeń klasy G sięga FL 95 a to wystarczy by zwiedzić zawietrzną stronę Czeskiego aż po Frydlant. Początek bywa kłopotliwy, bo istotna fala jest nad Trincem i gdy dolatujemy z Bielska Białej, to jest to dość daleko, ale potem jest już regularnie. Gdyby chcieć wydłużyć trasę aż po Sudety, to nie obejdzie się już bez kontroli Ostrawa Radar.  Łysa Góra jest w tym rejonie najwyższa więc i tu fala jest najmocniejsza. Nie potrzeba jednak bardzo dużych wysokości. .  W Jeseniki jest co prawda około 120 km przeskoku, ale podobnie jak na Orawie, można po drodze napotkać słabsze zafalowania. Leci się przez TMA Ostrawa i dobrze mieć do takiego lotu transponder by wieża mogła obserwować szybowiec na radarze.

Jak wejść na falę w Beskidach

Skoro z Żaru stałą praktyką jest holowanie na żagiel, a nie na falę, to gdzie polecieć by wydostać się nad chmury ? Wspomniałem już, że długość zafalowania ma przy określonym wietrze stałą wartość i pojawia się stale w takim samym oddaleniu od przeszkody, dokładniej – od zawietrznej krawędzi przeszkody. Gdy się dokładnie przyjrzeć, to pierwsze noszenie jest w odległości ¾ fali od szczytu ( trzeba sobie wyobrazić sinusoidę, szczyt górski jest pod szczytem sinusoidy, potem ona opada w dół. Nosi dopiero stok wznoszący się tej sinusoidy.). Następne noszenia są o całą długość fali dalej. Dla przykładu pierwsze noszenie pojawi się 12km ( 3x4km) od wierzchołka a następne 16km dalej (4×4 – pełna fala ). Jeżeli teraz wstępujący prąd tej falowej sinusoidy trafia na zbocze górskie pod spodem, to bardzo łatwo powinno się udać wejść na falę. Bywa, że noszenie nad zboczem Żaru jest tak regularne, że pilot nawet nie potrafi rozróżnić kiedy latał na fali a kiedy na żaglu. Przyjmuje się, że na fali jest mniej turbulentnie i przyspiesza wiatr. Można też zauważyć inwersję i czasami kilka frakto cumulusów, co daje już pewność, gdzie była wysokość rotorów.  Nosi stale niemal od samego hangaru i jedyne co trzeba zrobić, to trzymać się stale tego samego miejsca. Krążenie, oddalanie się z wiatrem wiąże się z tym, że w końcu przemieszczamy się do opadającej części sinusoidy a stamtąd powrót pod wiatr wiąże się z koniecznośćią przelatywania długiego odcinka duszeń i to pod wiatr – nie opłaca się. Trzymamy się stale jednego miejsca, gdzie powstają rotory i nosi najmocniej. Jeżeli trzeba, można wykonać kilka kółek w ciasnym krążeniu ale od razu, gdy takie noszenie słabnie należy wrócić znów w to samo miejsce pod wiatr. Im wyżej, tym istotniejsze jest utrzymanie się w jednym miejscu niż krążenie. Cała masa powietrza zaczyna się lekko unosić a rotory, czy termika  jest jedynie dodatkowymi bąblami wbudowanymi w tą masę. Jeśli jesteśmy w odpowiednim miejscu, to stopniowo duszenia między podmuchami znikają zaczyna nosić cały czas, tylko czasem mocniej lub słabiej. Od tego momentu już nie krążymy, bo możemy się spodziewać skokowego wzrostu prędkości wiatru który by nas szybko zniósł. Zaczynamy esować.  W taki sposób, ze zbocza Żaru na falę, prawdopodobnie nie zdając sobie nawet z tego sprawy, często latały nawet lotnie. Warunkiem był dość umiarkowany wiatr, w granicach do 50km/h w zasięgu z  żagla. To i tak dużo jak na lotnie i scenariusz wyglądał tak, że lotnie startowały na spokojny żagiel, a w ciągu dnia wiatr przybierał na sile i wieczorem pojawiała się fala. Ta fala idealnie pasująca nad zbocz Żaru to druga lub trzecia fala wywołana przez beskid  Śląski. 

Natomiast bywają dni, gdy Żagiel na zboczu Żaru jest zupełnie stłumiony. Strasznie rzuca i trudno wzbić się nawet nad koronę zbiornika. Dzieje się tak przy silniejszym wietrze gdy na zbocze trafia opadająca część drugiej fali od Skrzycznego. Co wtedy ? Ano, jeśli ktoś został tam wyholowany na powolnym szybowcu to niestety utknął. Nie ma możliwości by polecieć dalej z wiatrem do noszenia za zbiornikiem – jest to zbyt niebezpieczne, a na przeskok pod pod wiatr również brakuje wysokości. Sprawniejszy pilot może próbować szczęścia przeskoku na Magurkę dolinką Czernichowską, ale w takich warunkach będzie to trudne. Oznaczało to próbę zaczepienia się na 350-400 metrach w wąskiej dolince. Ten kawałek zbocza jest w cieniu mniejszego pagórka o podobnej wysokości znajdującego się pod wiatr i by się stamtąd wyrwać, najczęściej trzeba polecieć dalej, ryzykując niski lot nad lasem. Dopiero za zakrętem zbocza, po opuszczeniu dolinki Potoku Czernichowskiego noszenie robi się regularne. Da się to zrobić, ale na początek lepiej mieć 550-600 by się nie wystraszyć. Dla pozostałych zostaje lądowanie i hol na Magurkę za samolotem. 

Jak widać Żar i Magurka są szczytami które naprzemiennie wpasowują się w sinusoidę fali od Beskidu Śląskiego bo odcinki Skrzyczne – Magurka , Magurka – Żar są innej długości. Co do zasady, jeżeli fala działa na jednym z nich, to niestety wypada niekorzystnie na drugim. Przy silnym wietrze, około 100km/h pierwsza fala wypada na zboczu Magurki a na Żarze dusi. I odwrotnie, przy słabszym wietrze łatwiej wejść na falę z Żaru a na Magurce jest słabiej. Ale Magurka ma jeszcze jedną ciekawą cechę. Jest ustawiona ukośnie do zawietrznej krawędzi Beskidu Śląskiego a więc odległość sie skraca. Jeśli polecimy wzdłuż zbocza na północ to jest bardzo możliwe, że w końcu nad ruinami starego szpitala Stalownik zbliżymy się do pól rotorowych.Magurka jest też wyższa, więc gdy nie wiadomo gdzie, to lepiej wyholować się właśnie tam. Powrót z wiatrem na Żar jest łatwiejszy niż skok pod wiatr. Na Żar holuje się dlatego, że to krócej trwa.

Gdy w Bielsku nie latają to lepiej samemu nie próbować. To lotnisko jest na tyle blisko gór, że przy silnym wietrze wypada nad nim prąd opadający. Przy ziemi bardzo mocno wieje i dusi. W czasach zawiadowcy lotniska bywało, że ten z Bielska z niedowierzaniem dzwonił na Żar i pytał jakim cudem latamy przy tak silnym wietrze. Tymczasem na Żarze było całkiem spokojnie. Natomiast Bielsko ma swoje dni przy umiarkowanym wietrze czysto południowym. Fala równoległa do całego północnego brzegu Beskidów jest dokładnie nad pasem lub odrobinę na północ. Holujemy się na taką falę całkiem łatwo. Są to warunki które bardzo często pilotów z Żaru skazują na pędzlowanie po Czuplu lub na szczycie Żaru przez cały dzień. Fala jest poza zasięgiem. Pod wiatr jest zbyt daleko a z  wiatrem, nad Kozy czy Kozubnik nie latamy, bo nie ma tam standardowego lądowiska zapasowego.  Nie było nigdy w zwyczaju latania na zawietrzną nawet tuż za szczyt Kiczery i traktowane było to zawsze jako niebezpieczna przesłanka. Na północ od Żaru zaczyna się też niższe TMA Krakowa.

Jednym z rozwiązań w takie dni jest przeskok na najlepiej eksponowane zbocze – południową ścianę Klimczoka. Jest to jeden z przykładów, że czasem fala jednak wpasowuje się w rytm dolin wewnątrz masywu górskiego i rotory z doliny Szczyrku trafiają nad Klimczok. Charakterystyczny półkolisty Hotel Orle Gniazdo to dobry marker dla poszukujących fali. Z najlepiej wystawionej do wiatru części Magurki, z Czupla przeskakujemy po prostej starając się trzymać linii rzeki Żylicy, która wypływa ze Szczyrku, a więc dość mocno na południe. Nie jest to ani najkrótsza droga, ani ta najbliższa zbocza nieco na północ, ale jest to droga na której często trafiam się podtrzymanie. Ważne by nie dać się ponieść na północ od trawersu Klimczoka bo tu wiatr przyspiesza i zdecydowanie przeważa część opadająca fali.Jak to często bywa w górach, kilkadziesiąt metrów wysokości po takim przeskoku robi ogromną różnicę, bo albo możemy się zbliżyć do zbocza przy którym rotory plus żagiel dosłownie wyrzucają w górę wszystko co się tam znajdzie, albo niżej przeszkody odsuwają nas w dolinę Szczyrku a wiatr zamiast porywać w górę, zaczyna wiać wzdłuż tej doliny. Tuż przed doliną, są w razie czego duże pola do lądowania a nieco dalej lądowisko w Lipowej.  

Trzecią opcją dla południowych wiatrów jest pewna szansa na falę za Czuplem, nad Nowym Światem w Międzybrodziu Bialskim.  Problem w tym, że latanie po zawietrznej zawsze wiąże się z niebezpieczeństwem nagłej utraty wysokości a tam jedynym miejscem do lądowania jest jezioro. Mam wrażenie, że w przeszłości wielokrotnie byliśmy tuż obok i nikt nie spróbował. Przy południowym wietrze dni są zwykle dość słoneczne i suche więc nie ma rotorów które by znakowały noszenia. Do tego ostrożne podejście kierowników lotów opisywało zawietrzną każdej góry jako swoistą czerwoną strefę i latanie tam było wręcz zabronione. Ja sam próbowałem takiego sposobu wejścia na falę dopiero przypadkiem, w trudnym powrocie ze Słowacji, gdy pod wieczór osłabła termika. Ratowałem się Żaglem na Małej fatrze, ale ten sięgał ledwie nad szczyt. Brakowało wysokości na powrót nad Żar, ale postanowiłem przynajmniej zbliżyć się w rejon Pilska. Jakie było moje zaskoczenie, gdy kierująć się na zawietrzna Krywania nad Janosikową Skałą w Terchowej trafiłem niesamowicie mocne jak na ten dzień noszenie około 4m/s. Bez problemu nabrałem wysokości na fali i ukończyłem lot. W ten sposób właściwie pierwszy raz w życiu wszedłem na falę rzucając się na zawietrzną ze szczytu. Przy kolejnej okazji spróbowałem takiego sposobu na Czuplu,  gdy widziałem ładną rotorową chmurę i okazało się, że i tu zadziałało.  Ale… generalnie jak ktoś nie jest przekonany, to nie namawiam. W Beskidach latamy jednak zbyt nisko by pozostał jakiś margines na błędy. Fatra czy Tatry na pierwszą próbę byłaby dużo lepsza.

Luka fenowa jest 100% wskazówką w poszukiwaniu noszenia, znacznie lepszą niż soczewki gdzieś wysoko, które mogą być poza zasięgiem , dużo wyżej, w zupełnie innej warstwie, przy zupełnie innym kierunku wiatru. Soczewka też często jest ustawiona znacznie w przód od noszenia na mniejszej wysokości. Przy umiarkowanym gradiencie wiatru rotory często wypadają pod zawietrzną krawędzią soczewek zawieszonych powiedzmy na 6km.  Jeżeli przyrost prędkości z wysokością jest duży, wtedy noszenia są ustawione jedno pod drugim i pojawiają się liczne powtórzenia fali z wiatrem. Natomiast nie znam jeszcze przykładu gdzie zafalowanie wyżej cofało się z wiatrem i na dole należało latać przed soczewkami. Owszem, gdy latano w Perlan Project szybowiec cofał się w poszukiwaniu noszenia ale była to druga fala, która doganiała nad tropopauzą pierwszą falę. Zresztą z przebiciem tropopauzy było dużo problemów i ostatecznie holowano od razu do Stratosfery z pomocą Grob Egrett.

Pole falowe za Sudetami.

Hol na fale w Sudetach oznacza konieczność przebijania się pod wiatr przez pas rotorów.

„>hol na falę tatrzańską.

 

Pierwsza i druga fala tatrzańska.

Hol na pierwsza falę nad Zakopane to nawet 30km lotu pod wiatr z Nowego Targu.

Zdjęcie szybowca JS3 nad pełnym pokryciem chmur z widokiem na Tatry.

Po zawietrznej Tatr przy niskiej inwersji i niskim zachmurzeniu pozostaje bezwietrzny pas z bezchmurnym niebem. JS3 na fali nad Jeleśnią.

Mapa wilgoci na 3000m na Podhalu podczas halnego.

Kolejne fale są coraz suchsze i w takiej pogodzie łatwo ominąć duże zachmurzenie lecąc z wiatrem.

 

Mapa pól falowych w Tatrach przy południowym wietrze.

Na symulacji zakreskowane pole oznacza zachmurzenie. Widać, że chmur jest dużo na pierwszej fali w Niżnych Tatrach, mniej na pierwszej fali w Zakopanem a dalej z wiatrem jest już zupełnie sucho. Wilgoć wdziera się głębiej tam, gdzie nie było po drodze wysokiej przeszkody – nad Orawę.

 

Zdjęcie ASH nad pełnym pokryciem chmurami.

Powrót z fali może oznaczać konieczność przebijania się przez chmury. Nie ma problemu, jeśli nie ma oblodzenia a chmury mają wysokie podstawy.

 

Mapa pól falowych na Podhalu przy południowo-zachodnim wietrze.

Druga i trzecia fal w tym wypadku jest tak przesunięta na wschód, że jedyną opcją pozostaje hol za samolotem.

 

Zdjęcie z fali w kierunku zachodnim wewnątrz masywu Tatr. Na niebie cirrusy.

Tatry mają esowaty przebieg i są podzielone w połowie rozległą Cichą Doliną. W tym miejscu nie ma rozległej fali, ale tyle wystarczy by kontynuować lot.

 

Lot na fali nad Cichą Dolina w Tatrach. Rotory nad Tatrami Wysokimi. Zdjęcie na wschód.

Po prawej Krywań, Słowacja. Lot na fali Tatrzańskiej przy zachodnim wietrze. Wewnątrz masywu fala powstała tylko w rozległej dolinie. Najsilniejsza powstanie dopiero na wschód od ostatniego szczytu – Łomnicy.

 

Symulacja kierunku wiatru i siły wznoszenia nad Tatrami przy zachodnim wietrze.

Pierwsze zafalowanie w zachodnim wietrze może się rozwinąć w szerokiej Suchej Dolinie w połowie pasma. Regularna fala rozwija się dopiero po zawietrznej.

 

Symulacja wysokości wznoszenia nad Tatrami.

Fala sięga powyżej 7km dopiero za pasmem górskim. Fale uzyskują dodatkowe impulsy od kolejnych zboczy, ale najistotniejszy jest  brak zaburzeń w swobodnym rozwoju fali. Fala zaczyna się od przepływu w dół i to jest możliwe za ostatnim szczytem – Łomnicą.

 

Wiatr 10 m nad ziemią przy halnym w Tatrach.

Wysoka bariera gór zatrzymuje całkowicie wiatr przy ziemi. W typowo falowy dzień na lotnisku w Nowym Targu wieje słabiutko ze wschodu.

 

Mapa pól falowych nad Beskidami przy wietrze południowo - zachodnim.

Najbardziej klasyczna fala w Beskidach, przy umiarkowanym wietrze około 70km/h wpasowuje się drugim odbiciem nad zbocze Żaru.

 

Mapa pól falowych przy południowym wietrze w Beskidach.

Fala przy południowym wietrze rzadziej nadaje się do wykorzystania nad Beskidami niż w Tatrach. A jednak taki przypadek został popisany w podręczniku. Chodzi o pole falowe na południe od Jaworzyny. Tym razem dało się latać bo czysty południowy wiatr był wyjątkowo silny, około 100km/h tuż nad inwersją.  W innym przypadku fala jest bardziej na południe i ne da siętam dolecieć pod wiatr.

 

Mapa kierunku wiatru i składowej pionowej wiatru = siły wznoszenia.

Kierunek wiatru i noszenia za Beskidami Czeskimi. Każde pole jest tak samo daleko od szczytu, który je wywołał. Wiatr ukośnie do lini zboczy sprawia wrażenie, że fala jest krótsza. Mierzyć należy jednak wzdłuż wiatru.

 

Zdjęcie na równiny z zachmurzeniem altocumulusa i luką fenową. Rejon Ostrawy.

Krawędź altocumulusa powstającego na północ od Beskidów jest modelowana w schodki przez falę. Noszą krawędzie NAWIETRZNE a nie obok, równoległe do wiatru. Dopiero  przed soczewką dużo wyżej  noszenie się wyrównuje na całej krawędzi.

 

Mapa wilgoci na 3600m nad Beskidami Śląskim , Żywieckim.

Luka fenowa powstaje w silnym opadającym prądzie – jest doskonałym wskaźnikiem wystąpienia silnej fali, która jest w stanie zdusić konwekcje i osuszyć powietrze. To okienko wskazuje, że mocne zafalowanie jest tylko jedno nad Lipową.

 

Symulacja pól falowych do mapy wilgoci.

Luka fenowa znajduje się do przodu od najsilniejszego noszenia.

 

Zdjęcie szybowca JS1 C, Adam Czeladzki nad Pirenejami. Zachmurzenie cumulusowe.

Luka fenowa wyraźnie wskazuje gdzie szukać Fali.

 

Zdjęcie JS1c i JS3 nad rotorami w okolicy Jeleśni.

Jeśli na niebie jest wiele rotorów trudno się zorientować gdzie jest fala. Szukamy uporządkowania, krawędzi ustawionych prostopadle do wiatru i obszarów braku chmur – luki fenowej. Te dwa JS lecą prawidłowo po nawietrznej rotora w najsilniejszym noszeniu.

 

Zdjęcie zachmurzenia nad Tatrami Wysokimi w kierunku wschodnim. Łomnica.

W tym wypadku prąd opadający jest tak silny, że przeważył nad unoszeniem się powietrza na nawietrznej zbocza Łomnickiego Szczytu i  muru halniakowy nie powstał. Dominuje prąd opadający.  Kilka kilometrów dalej, z wiatrem fala odbiła w górę i  powstały rotory nad Tatrami Bielskimi. Jestem niemal pewien, że nie było tam żywej duszy. Przy takim wietrze w opadajacym podmuch fali fruwają nawet kamienie ze zbocza.

 

Zdjęcie tęczy pod chmurą nad Jeziorem Żywieckim.

Z kowadeł burz, które powstały po stronie nawietrznej pozostał tylko deszcz. Rozsypały się wcześniej i osuszył je prąd opadający w luce fenowej.

 

Zdjęcie pełnego koła tęczy widzianej z szybowca. Słońce blisko zachodu.

Przy tak dużej wilgoci trzeba się bardzo pilnować by nie dać się zamknąć przez chmury i by nie dopuścić do oblodzenia. Fala jak widać działa tak jak zwykle pomimo deszczu.

 

Mapa pól falowych Beskidów i Tatr. Pola z Beskidów tworzą linię aż do Tatr.

Na większej wysokości fale z mniejszych szczytów zlewają się w jedno pole. Nad Orawą, na Słowacji kilka mniejszych pól pozwala na lot w Tatry bez utraty wysokości. Zakreskowane pole, zachmurzenie, powinno pomóc w lokalizacji noszenia.

Zdjęcie drobnych rotorów na północ od Tatr. Tu dolatujemy po przeskoku.

Koniec długiego przeskoku na rotory w Tatrach. Pomimo, że wiatr ma zachodnią odchyłkę rotory ciągną się wzdłuż całego pasma. Podobnie jak w Czechach noszenia są po stronie nawietrznej chmur a więc trzeba wziąć pod uwagę że wiatr wieje na ukos i szukać noszeń  na południowy zachód od poszczególnych rotorów.  Najsilniej nosi dopiero w okolicy Gubałówki po wyraźnej przerwie w skromnym zachmurzeniu rotorowym. Nosi też za Tatrami Wysokimi. Widać na zdjęciu w dużej odległości rotor nad Tatrami Bielskimi.

Mapa zafalowania za Tatrami przy zachodniej odchyłce wiatru. Niższe , zachodnie tatry prawie bez fali.

Zachodni wiatr tworzy silne zafalowanie dopiero za wschodnią częścią Tatr. Prawdopodobnie istotne jest dla tej lokalizacji ukierunkowanie podmuchu w dyszy Cichą Doliną na linię Kopa –  Kasprowy – Świnica.   Fala jest nad skocznią bardzo często.

 

Mapa zafalowanie nad Beskidami.

Północna Część Magurki zbliża się do Beskidu Śląskiego i w ten sposób można podlecieć do fali na żaglu.

 

Zdjęcie ekranu LX 900 podczas lotu na fali. Wiatr 86km/h. Ślad szybowca wykonującego esowanie w noszeniu.

Przy tak silnym wietrze bardzo łatwo można dać się zdmuchnąć do tyłu, wystarczy tylko większa odchyłka w bok i już dryfujemy. Szara kreska oznacza aktualny kierunek przemieszczania się – szybowiec się cofa i leci na wschód. W tym wypadku celowo do poprzedniego miejsca gdzie nosiło nawigujemy według GPS.

 

Mapa pól falowych w Beskidach. Zachodni wiatr na 3000m.

Przy silniejszym wietrze na Żar trafia opadająca część fali.

 

Składowa pionowa wiatru okolice Bielska i Beskidów.

Pole falowe tuż na północ za lotniskiem – oznacza to duszenie i silny wiatr na lotnisku. Warto odwiedzić przy tym wietrze Szczyrk i zbocze Klimczoka.

 

Wiatr na 0m nad ziemią - Beskidy i okolice Bielska. Czerwony - 12m/s

Silny wiatr w najniższym punkcie zafalowania przypada na samo lotnisko w Bielsku. Czerwony kolor to ponad 12m/s Dalej na północ, już pod falą,  słaby wiatr wieje ze wschodu podobnie jak w NT. Nad Żarem w takich warunkach wieje znacznie słabiej – niebieski kolor to 2m/s.

 

 

Zdjęcie lądowiska Lipowa ze środka pasa na wschód. Na niebie szlak cumulusów.

Pas w lipowej jest na wzniesieniu i dzięki temu nadaje się do użytku po opadach. Przed silnym wiatrem można się schować za zabudowaniami i drzewami na wschodnim końcu pasa.

 

SK

© Copyright by Sebastian Kawa

Realizacja: InternetProgressProjekt: Elzbieciak.com