Slider
Get the Flash Player to see the slideshow.

Instrukcja do fali.

Jak skutecznie polatać na fali w Beskidach. 

Najsłynniejsze ośrodki falowe w Polsce to od lat Jelenia Góra i Nowy Targ. Bardzo popularny stał się też czeski Jesenik ale nie gorsze do latania na fali są i Beskidy. Zazwyczaj pogoda nie sięga tak rozlegle by jednocześnie latać tu i tam, albo wieje w Sudetach, albo w Sudetach już pada a odpowiedni wiatr jest na południu Polski. Nie ma więc dylematu gdzie pojechać ale cóż, jeśli szukać regularnej fali do przelotów z wieloma odcinkami to jednak Jeseniki są skuteczniejsze. Rzadko wieje tak równo, by można było jednocześnie cieszyć się falą od Bieszczad po Zgorzelec ale udało się już połączyć w przelocie Beskidy z Sudetami. Natomiast z Beskidów codziennością są loty w Tatry i kilka przelotów obejmowało już całe góry na południu Polski aż w Bieszczady. Gdy dodać do tego przelot który wykonaliśmy nad Ukrainą do granicy Rumuńskiej, powstaje całkiem pokaźna trasa do pokonania jedynie na fali i jest to wyzawanie organizacyjno – polityczne na przyszłość.  W Beskidach lata się jednak inaczej niż w typowych centrach falowych w Nowym Targu, czy Jeleniej Górze.

Pole falowe za Sudetami.

Hol na fale w Sudetach oznacza konieczność przebijania się pod wiatr przez pas rotorów.

Tam szybowce są holowane pod wiatr do wznoszenia rotorowego.

„>hol na falę tatrzańską.

 

Często nawet nad chmury, wprost na falę. Problem kontaktu z wznoszeniem spoczywa na barkach pilota samolotu, ale z drugiej strony lot w zespole w warunkach halniakowych jest bardzo trudny. Trzeba się przebić od zawietrznej przez pas rotorów, silne podmuchy rzucają zespołem, jest to niełatwe dla pilotów a zdarza się i urwać linę. Powstaje nagła konieczność radzenia sobie w przypadkowym miejscu, gdzie nie ma pól do lądowania i dominuje silne duszenie. Lot pod wiatr przez rotory też musi trwać. Samolot z szybkim szybowcem może lecieć 150 km/h, ale ciągnąc wolniejsze dwustery, które przy takiej prędkość stanowią duży opór, trzeba zwolnić bo zespół w ogóle by się nie wznosił. Realnie można liczyć na około 120km/h. Tymczasem podmuch w miarę wznoszenia nierzadko osiąga 100 więc prawie stoimy w miejscu. Te klasyczne środki bronią się przed wizytą mało doświadczonych pilotów. Wymaga się opanowania holu w turbulencji i latania chmurowego a także było wymagane badanie w komorze niskich ciśnień by sprawdzić, jak organizm reaguje na niedotlenienie.

Pierwsza i druga fala tatrzańska.

Hol na pierwsza falę nad Zakopane to nawet 30km lotu pod wiatr z Nowego Targu.

Im wyższe góry i im silniejsze zafalowanie tym częściej można liczyć na to, że silny mur halniakowy wspólnie z silnym prądem opadającym za barierą gór osuszy chmury i umiejętność latania bez widoczności nie będzie potrzebna. W Tatrach przy halnym ciągnie się pas słońca i słabszego wiatru aż do Tarnowa. Gdy zachmurzenie jest niskie, to zupełnie suszy się na górach.

Zdjęcie szybowca JS3 nad pełnym pokryciem chmur z widokiem na Tatry.

Po zawietrznej Tatr przy niskiej inwersji i niskim zachmurzeniu pozostaje bezwietrzny pas z bezchmurnym niebem. JS3 na fali nad Jeleśnią.

Przy wyższej a powtarzającej się fali, która powstaje podczas silnego przyrost prędkości wiatru z wysokością, każda kolejna z nich jest bardziej sucha, na skutek turbulencji, tarcia i w efekcie ogrzewania się warstwy powietrza. Bez problemu można wtedy polecieć z wiatrem i tam szukać dziur w zachmurzeniu.

Mapa wilgoci na 3000m na Podhalu podczas halnego.

Kolejne fale są coraz suchsze i w takiej pogodzie łatwo ominąć duże zachmurzenie lecąc z wiatrem.

 

Mapa pól falowych w Tatrach przy południowym wietrze.

Na symulacji zakreskowane pole oznacza zachmurzenie. Widać, że chmur jest dużo na pierwszej fali w Niżnych Tatrach, mniej na pierwszej fali w Zakopanem a dalej z wiatrem jest już zupełnie sucho. Wilgoć wdziera się głębiej tam, gdzie nie było po drodze wysokiej przeszkody – nad Orawę.

Natomiast jeśli przyrost wiatru jest niewielki, silne jest tylko pierwsze zafalowanie to po pierwszych rotorach niebo może zasłaniać znów strefa pełnego zachmurzenia. Wystarczy wtedy, że zmieni się ilość wilgoci, z daleka nadciągnie strefa grubszego altocumulusa, albo wilgotne powietrze po rozpadłej burzy i już może nas zaskoczyć zamknięcie się takiej luki w chmurach. Trwa to nie dłużej, niż pokonanie 4 km z prędkością 120km/h a więc trudno nawet tak szybko wytracić wysokość. Latanie na zakrętomierz może się przydać. Warto też mieć informatora na ziemi, z dostępem do zdjęć satelitarnych, który oceni, czy może da się przeczekać złą pogodę nad chmurami, czy lepiej przebijać się w dół. Zresztą wtedy też będziemy potrzebowali informacji jak wysoko zawieszone są chmury na lotnisku, bo może się okazać, że pogoda między górami jest zła i przebijanie się w dół jest zbyt niebezpieczne. Standardowo w Beskidach należało skierować się na północ i przebijać chmury z wiatrem Gdyby się to zdarzyło teraz, taki lot na ślepo oznaczałby spore zamieszanie w ruchu komunikacyjnym nad Katowicami.

Zdjęcie ASH nad pełnym pokryciem chmurami.

Powrót z fali może oznaczać konieczność przebijania się przez chmury. Nie ma problemu, jeśli nie ma oblodzenia.

Problemy z nadmiernym zachmurzeniem dotyczą raczej niższych gór, które nie wytrącą tak dużej ilości wilgoci z napływającej masy a też fala powodująca luki fenowe jest słabsza. Zburzenie mechanizmu jest bardziej prawdopodobne gdy napłynie wilgotniejsza masa. A jednak na Żarze, w Bielsku ani w Jeseniku nie ma już tak ostrych wymogów co do posiadanych uprawnień i pilot musi sam ocenić warunki, czy sobie w nich poradzi.

W centrach falowych rzadziej można próbować szczęścia na fali drugiej i trzeciej, co jest możliwe z lotu termicznego przy słabszym wietrze. Falę taką można zaatakować nawet z odleglejszych lotnisk w Opolu, Rybniku w śladzie gór a nawet na całkiem płaskim terenie w centralnej Polsce. Bywa, choć rzadziej, że na drugą i trzecia falę załapiemy się w Nowym Targu przy czysto południowym wietrze. Walcząc odrobinę w kominach termicznych i rotorach nad lotniskiem da się to zrobić nawet z holu na wyciągarce. Niewielka odchyłka wiatru, np. zachodnia przeniesie jednak fale daleko nad Pieniny więc pozostaje nadal tylko hol za samolotem.

Mapa pól falowych na Podhalu przy południowo-zachodnim wietrze.

Druga i trzecia fal w tym wypadku jest tak przesunięta na wschód, że jedyną opcją pozostaje hol za samolotem.

Przy zachodnim wietrze, już nie od Tatr a z Beskidu na Słowacji pojawia się fala na skraju pasa, nad Dunajcem. Jednak wtedy w Tatrach fala jest daleko od Polski – po zawietrznej w rejonie Tatrzańskiej Łomnicy i udało nam się z kolegami sprawdzić te warunki dopiero startując z lotniska w Popradzie. To jest częsty rodzaj fali, ale wiąże się z napływem chłodnego i wilgotnego powietrza z zachodu i północy, więc powstaje przy gorszej pogodzie. Za to są to wiatry silniejsze, zgodne z kierunkiem jet-streamu i symulacje komputerowe fcst24.com wskazywały, że można by się było wznieść za Łomnicą nawet na 16km do stratosfery. W Jeleniej Górze i Jeseniku też można trafić na noszenia nad samym lotniskiem, były loty które zaczynały się w Jeżowie na zboczu ale tak jak i w Zakopanem standardowo praktykuje się hol od razu do pierwszych rotorów.

Zdjęcie z fali w kierunku zachodnim wewnątrz masywu Tatr. Na niebie cirrusy.

Tatry są podzielone na pół rozległą Cichą Doliną. To wystarczy by powstało zafalowanie przy wietrze wiejącym wzdłuż , z zachodu.

 

Lot na fali nad Cichą Dolina w Tatrach. Rotory nad Tatrami Wysokimi. Zdjęcie na wschód.

Po prawej Krywań, Słowacja. Lot na fali Tatrzańskiej przy zachodnim wietrze. Wewnątrz masywu fala powstała tylko w rozległej dolinie. Najsilniejsza powstanie dopiero na wschód od ostatniego szczytu – Łomnicy.

 

Symulacja kierunku wiatru i siły wznoszenia nad Tatrami przy zachodnim wietrze.

Pierwsze zafalowanie w zachodnim wietrze może się rozwinąć w szerokiej Suchej Dolinie w połowie pasma. Regularna fala rozwija się dopiero po zawietrznej.

 

Symulacja wysokości wznoszenia nad Tatrami.

Fala sięga powyżej 7km dopiero za pasmem górskim. Fale uzyskują dodatkowe impulsy od kolejnych zboczy, ale najistotniejszy jest  brak zaburzeń w swobodnym rozwoju fali. Fala zaczyna się od przepływu w dół i to jest możliwe za ostatnim szczytem – Łomnicą.

W dużo wyższych górach, „na świecie” start na falę często zaczyna się na termice i piloci muszą się sami wydostać nad chmury. Natomiast w Patagonii nie było innego sposobu jak start na własnym silniku i wznoszenie od razu nad chmury czyli powyżej 3000m. Na lotnisku wiało zbyt mocno dla samolotu holującego, lekki górnopłat by się przewrócił na drodze kołowania, a szybowiec załadowany i z załogą w środku był odporniejszy na podmuchy więc gotowych do startu pilotów ciągnięto tak na start. Przy rekordowych lotach zawsze brakowało czasu na zabawę w rotorach więc szybkie wznoszenia miało sens. W bardzo wysokich górach po stronie zawietrznej cały przepływ wiatru ustaje i jeśli termika nie sięga odpowiednio wysoko, tak by na wysokości cumulusów- rotorów dostać się już od razu do silnego wiatru, to wejście na falę jest niemożliwe. Termika może być wspaniała, chodzi tu o 3-5 tysięcy metrów a dalej jest to zbyt nisko. Fala jest dostępna tylko na silniku albo z wysokiego holu. By w takich górach skutecznie wznieść się do partii szczytowej od samego dołu, wiatr powinien wypadać wzdłuż pasma i wtedy można się spodziewać odpowiednio silnego podmuchu na małej wysokości a falę tworzą niższe poprzeczne żebra.  Przetestowaliśmy to w 5000 kaukazie i w Himalajach. Na samym lotnisku w Nowym Targu też wiatr jest zacieniony,   przy typowym halnym wieje słabo ze wschodu.

Wiatr 10 m nad ziemią przy halnym w Tatrach.

W typowo falowy dzień na lotnisku w Nowym Targu wieje słabiutko ze wschodu.

Trudno liczyć na żagiel w okolicy, np. na Turbaczu, ale Tatry nie są aż tak wysokie by nie można się było dostać do rotorów z termiki. Słaby, ale jednak kręcący się wiatr może przysporzyć trochę kłopotu z koniecznością przestawiania startu, ale za to Lotnisko w Nowym Targu jest najczęściej bezproblemowe, prawie bezwietrzne podczas lądowania. Bardzo długi pas, najczęściej w osi wiatru, z powodu zjawisk fenowych rzadko pozostaje zakryty chmurami przy halnym. A gdyby była taka potrzeba zawsze można wylądować w poprzek lotniska, bo sama droga kołowania jest dłuższa niż niejeden pas startowy. Nowy Targ ma niestety poważny minus, jest na byłym torfowisku, na płaskim terenie w którym długo utrzymuje się wilgoć i kałuże po opadach, więc czasem jest zbyt grząskie do latania.

W Beskidach nie ma zwyczaju holowania się na falę. Pomimo, że wielokrotnie byłoby to możliwe, i całkiem dostępne bo fala zabiera z małej wysokości, to zwyczajnie szkoda na to czasu gdy na starcie czeka 20-30 szybowców. Szybowce są holowane na zbocze Żaru albo Magurki stąd szybownicy muszą już dalej radzić sobie samodzielnie. W mojej ocenie powinno to dawać więcej satysfakcji, bo sam lot falowy, jeśli chodzi tylko o stacjonarne wznoszenie jest zwyczajnie banalny. Zwłaszcza w potężnej fali nad Tatrami. I albo fala jest wysoka, co pozwala na uzyskanie odznaki, albo nie i niewiele tu zależy od pilota. A największym wyzwaniem jest wdrapanie się nad chmury.

W Beskidach otoczeni przez góry możemy spotkać falę przy każdym kierunku wiatru. Oczywiście najbardziej typowy kierunek to 230 stopni i fala nad Lipową od Skrzycznego która też najczęściej sięga najwyżej w okolicy.

Mapa pól falowych nad Beskidami przy wietrze południowo - zachodnim.

Najbardziej klasyczna fala w Beskidach, przy umiarkowanym wietrze około 70km/h wpasowuje się drugim odbiciem nad zbocze Żaru.

Bardzo ciekawe zafalowanie powstaje w warunkach silnej cyrkulacji ze wschodu w wyżowej pogodzie. Lata się dokładnie w tych samych, typowych dla fali miejscach tyle, że dziób szybowca jest skierowany w przeciwną stronę. Fala niby typowa, nawet nie ma dużego sensu powtarzać symulacji przy podobnym kierunku wiatru, a jednak za każdym razem jest nieco inna. Zależy od wilgoci, siły wiatru, siły inwersji, wysokości inwersji, temperatury powietrza. Najwidoczniejszą i bardzo wpływającą zmienną jest zasięg termiki/podstawa cumulusów. Gdy są wysoko nad szczyty, w Beskidach około 2000m – możemy znaleźć najwyżej turbulencję a nie falę. Fali trzeba szukać, badać, ryzykować lądowaniem. Doświadczenie czasem nawet przeszkadza bo pojawia się tam, gdzie nigdy przedtem. Co ciekawe w podręczniku APRL „Loty Falowe”, można było spotkać opis pola falowego w Beskidach, którego osobiście nie spotkałem przez 20 lat – na południe od Jaworzyny. Ciekawe, że akurat taki opis znalazł się w podręczniku, ale widocznie ktoś kto go pisał oceniał dni falowe typowe dla latania w Tatrach – przy południowym wietrze który nie jest typowy dla fali w Beskidach.

Mapa pól falowych przy południowym wietrze w Beskidach.

Fala przy południowym wietrze rzadziej nadaje się do wykorzystania nad Beskidami niż w Tatrach. A jednak taki przypadek został popisany w podręczniku. Chodzi o pole falowe na południe od Jaworzyny. Tym razem dało się latać bo czysty południowy wiatr był wyjątkowo silny, około 100km/h tuż nad inwersją.  W innym przypadku fala jest daleko na południe.

Fala ma to do siebie, że ma określoną długość. Im mocniej wieje, tym jest dłuższa. Natomiast im stabilniejsze powietrze, im silniejsza inwersja, tym szybszy ruch w pionie i krótszy okres fali. Gdy się ten czas nałoży na prędkość wiatru to powstanie dłuższa lub krótsza fala. W rezultacie pole wznoszenia może być dalej lub bliżej zaburzenia, czyli  szczytu, uskoku, czy dyszy które tę falę wywołały. W danych warunkach pole wznoszenia będzie jednak dokładnie tak samo daleko od każdego szczytu. Wiatr jest raczej stały na dużym obszarze, i można się spodziewać jedynie niewielkich różnic w wyższych górach które sięgają silniejszego wiatru. Widać to doskonale, gdy mamy okazję latać po całej okolicy od fali za Klimczokiem , przez Skrzyczne, Halę Radziechowską, Lipowską i Pilsko a nawet dalej nad Orawę. Za każdym razem w noszeniu jesteśmy tak samo daleko szczytu góry i dokładnie w tym samym kierunku. Można to też przetestować lecąc w głąb Czech, gdzie za Beskidami Ślaskimi i Czeskimi mamy wiele pól falowych w tej samej odległości grzbietów. Oczywiście wiatr wieje najczęściej skośnie do pasma i pojawiają się nałożenia poszczególnych zafalowań.

Mapa kierunku wiatru i składowej pionowej wiatru = siły wznoszenia.

Kierunek wiatru i noszenia za Beskidami Czeskimi. Każde pole jest tak samo daleko od szczytu, który je wywołał.

Sklejona krawędź powstającej tam soczewki jest pofalowana, ten dywan ciągnącego się na północ altocumulusa ma nawet schodkową krawędź a istotne noszenie znajdziemy dokładnie na zawietrznej tych wyższych szczytów. Krawędź soczewki ( akurat tu fragmentu tego Alto ) ustawia się w tych miejscach prostopadle do wiatru. Błąd jaki można popełnić to traktować całą krawędź jako linię noszenia. Piloci szukają noszenia z boku, latając między soczewką a górami a tymczasem ukośny wiatr daje nosząca krawędź tylko do strony wiatru. Dopiero wyżej, gdzie fala się wygładza noszenie też dotyczy całej krawędzi.

Zdjęcie na równiny z zachmurzeniem altocumulusa i luką fenową. Rejon Ostrawy.

Krawędź altocumulusa powstającego na północ od Beskidów jest modelowana w schodki przez falę. Noszą krawędzie NAWIETRZNE a nie obok, równoległe do wiatru. Dopiero  przed soczewką dużo wyżej  noszenie się wyrównuje na całej krawędzi.

Prawdopodobnie fala nad Lipową, od Skrzycznego też jest wynikiem interferencji z wcześniejszymi podbiciami z Baraniej Góry, hali Radziechowskiej, Stożka, Czantorii. W podmuchu przechodzącym nad masywem górskim fala jest słaba na skutek nakładania się wielu drobniejszych zaburzeń i dopiero w rozległej dolinie może się rozwinąć. Bardzo często pomimo że Skrzyczne nie jest najwyższe, mamy jeszcze Babią i Pilsko, to właśnie tam fala jest najmocniejsza. Zawietrzna Skrzycznego lub Okolica Trinca to pierwsze miejsce gdzie przy wilgotnym napływie z południowego zachodu chmury znikają – oznaka silnego prądu opadającego a więc oznaka silnego zafalowania. Luka fenowa jest 100% wskazówką w poszukiwaniu noszenia, znacznie lepszą niż soczewki gdzieś wysoko które mogą być poza zasięgiem , dużo wyżej, w zupełnie innej warstwie, przy zupełnie innym kierunku wiatru. Soczewka też często jest ustawiona znacznie w przód od noszenia na mniejszej wysokości. Przy umiarkowanym gradiencie wiatru rotory często wypadają pod zawietrzną krawędzią soczewek zawieszonych powiedzmy na 5km.  Jeżeli przyrost prędkości z wysokością jest duży, wtedy noszenia są ustawione jedno pod drugim i pojawiają się liczne powtórzenia fali z wiatrem. Natomiast nie znam jeszcze przykładu gdzie zafalowanie wyżej cofało się z wiatrem. Owszem, gdy latano w Perlan Project szybowiec cofał się w poszukiwaniu noszenia ale była to druga fala, która wyprzedzała nad tropopauzą pierwszą falę. Zresztą z przebiciem tropopauzy było dużo problemów i ostatecznie holowano od razu do Stratosfery z pomocą Grob Egrett.

Mapa wilgoci na 3600m nad Beskidami Śląskim , Żywieckim.

Luka fenowa powstaje w silnym opadającym prądzie – jest doskonałym wskaźnikiem wystąpienia silnej fali, która jest w stanie zdusić konwekcje i osuszyć powietrze. To okienko wskazuje, że mocne zafalowanie jest tylko jedno nad Lipową.

 

Symulacja pól falowych do mapy wilgoci.

Luka fenowa znajduje się do przodu od najsilniejszego noszenia.

 

Zdjęcie szybowca JS1 C, Adam Czeladzki nad Pirenejami. Zachmurzenie cumulusowe.

Luka fenowa wyraźnie wskazuje gdzie szukać Fali.

 

Zdjęcie JS1c i JS3 nad rotorami w okolicy Jeleśni.

Jeśli na niebie jest wiele rotorów trudno się zorientować gdzie jest fala. Szukamy uporządkowania, krawędzi ustawionych prostopadle do wiatru i obszarów braku chmur – luki fenowej. Te dwa JS lecą prawidłowo po nawietrznej rotora w najsilniejszym noszeniu.

 

Zdjęcie zachmurzenia nad Tatrami Wysokimi w kierunku wschodnim. Łomnica.

W tym wypadku prąd opadający jest tak silny, że przeważył nad unoszeniem się powietrza na nawietrznej zbocza Łomnickiego Szczytu i  muru halniakowy nie powstał. Dominuje prąd opadający.  Kilka kilometrów dalej, z wiatrem fala odbiła w górę i  powstały rotory nad Tatrami Bielskimi. Jestem niemal pewien, że nie było tam żywej duszy. Przy takim wietrze fruwają nawet kamienie ze zbocza.

To, że fala powstaje dopiero po przejściu sporego odcinka nad górami wiąże się też prawdopodobnie ze stopniową modyfikacją własności masy powietrza. Istnieje teoria, że inwersja, tak potrzebna by fala się rozwinęła wcale nie musi początkowo występować. Istotny jest przyrost prędkości wiatru z wysokością i to wystarczy by na skutek tarcia, rozwoju chmur w drobnych rotorach, opadu – ogrzać powietrze, osuszyć i wytworzyć stabilną warstwę. I to się dzieje w czasie przechodzenia mas powietrza nad wieloma szczytami na Słowacji i nad Beskidem. Pod wiatr niebo jest zupełnie zasnute chmurami, czasem mży a do Lipowej dociera już odpowiednio przesuszone stabilne powietrze.

Duża chwiejność powietrza też nie wyklucza zafalowania. Jeśli burze powstają odpowiednio daleko pod wiatr to po rozmytej burzy pozostaje osuszony prąd opadający który tworzy znów stabilną masę powietrza. Chmura która jest już pozbawiona energii szybko znika w opadającym powietrzu, ale sam opad już nie i w rezultacie na fali latamy w deszczu lub śniegu. Fala po burzy, albo między burzami to też całkiem częste zjawisko, bo powstaje silna inwersja.

Zdjęcie tęczy pod chmurą nad Jeziorem Żywieckim.

Z kowadeł burz, które powstały po stronie nawietrznej pozostał tylko deszcz. Rozsypały się wcześniej i osuszył je prąd opadający w luce fenowej.

 

Zdjęcie pełnego koła tęczy widzianej z szybowca. Słońce blisko zachodu.

Przy tak dużej wilgoci trzeba się bardzo pilnować by nie dać się zamknąć przez chmury i by nie dopuścić do oblodzenia. Fala jak widać działa tak jak zwykle pomimo deszczu.

W miarę oddalania się od przeszkody w górę i z wiatrem fale się wygładzają. Fala powstałą od trzech wierzchołków  na dole będzie 3 osobnymi rotorami – wyżej będzie jedną linią o niemal jednakowej sile. To pozwala nam na wykonanie całkiem łatwych przeskoków, prawie po prostej, stale w noszeniu i bez utraty wysokości. Takie latanie to łatwizna, jeśli fala jest zaznaczona zachmurzeniem soczewkowatym. W miarę nabierania doświadczenie przekonamy się, że falę należy traktować na przelocie zgodnie z teorią MC i interesuje nas po pierwsze to, by do kolejnego maksimum, silnego pola falowego dolecieć jeszcze nad chmurami. Może być nisko, bo zazwyczaj nisko mocniej nosi.  A dwa; staramy się odszukać taką ścieżkę, gdzie powietrze stale choć odrobinę się wznosi – podczas szybkiego lotu dużo powyżej prędkości ekonomicznej pomocny jest wariometr wskazujący wartości netto. Gdy nie ma chmur, wskazówek co do optymalnej ścieżki, musimy sporo myszkować by odszukać linię najlepsze wznoszenia. Nie warto asekuracyjnie lecieć na tej samej wysokości, tym wolniej im fala jest słabsza. Warto skorzystać z dużego przyspieszenia w mniej gęstym powietrzu, prędkość powyżej 300 względem ziemi to nic niezwykłego na fali.  Gdy przyjrzeć się wartościom noszeń, odpowiednim prędkościom z teorii McCreadiego, optymalizacji ze względu na wiatr to okazuje się, że prędkości optymalne są nawet powyżej prędkości dopuszczalnej. Można poszaleć w idealnie gładkim powietrzu, ale uwaga na ograniczenia szybowców. Większość ma obniżoną dopuszczalną prędkość wskazywaną na większej wysokości, z powodu możliwości wystąpienia flateru. Drugie ograniczenia dotyczą długoskrzydłych szybowców w locie z otwartymi hamulcami. Zdarzył się już połamać kilka Nimbusów które mają ograniczenia w turbulencji i ograniczenia dopuszczalnego przeciążenia na hamulcach. To nie lekka Foka, którą można postawić w pionie i zamknąć oczy. Do latania na fali najlepiej nadają się szybkie szybowce z dużym obciążeniem, bo na fali nie trzeba krążyć a gdy wypadnie przeskoczyć pod wiatr, to duża prędkość przeskoku w duszeniu jest ogromną zaletą. Własności krążenia z balastem są nieistotne.

Z Beskidu Śląskiego na jednej ciągłej fali najczęściej dolecimy aż do Jeziora Orawskiego. Zazwyczaj fala będzie nadal występowała już na równinach na Słowacji i nad samym Jeziorem. Jest tam słabsza, powodują ja niewielkie góry, ale to wystarczy by zachowując wysokość przemieścić się dalej w Tatry. Przelatujemy odcinek Słwoacji, na której jest strefa falowa „Orawa”  umożliwiająca wznoszenie do  FL 95, ale najczęściej jest nieaktywna. Niemniej, na 2438m npm legalnie nad chmurami też się da dolecieć w Tatry. Jeżeli są chmury to ich kształt wskaże ścieżkę wzdłuż fali i można ten odcinek przelecieć najskuteczniej. By lecieć wyżej pozostaje łączności z kontrolerem zbliżania. Jest to wzdłuż granicy więc zwykle wystarczy łączność z Krakowem. Traktujcie to na serio, ten obszar nie jest na wyrost, w pobliżu dużego lotniska samoloty faktycznie latają na 3000m.

Mapa pól falowych Beskidów i Tatr. Pola z Beskidów tworzą linię aż do Tatr.

Na większej wysokości fale z mniejszych szczytów zlewają się w jedno pole. Nad Orawą, na Słowacji kilka mniejszych pól pozwala na lot w Tatry bez utraty wysokości. Zakreskowane pole, zachmurzenie, powinno pomóc w lokalizacji noszenia.

Gdy wiatr jest południowy, z mała zachodnią odchyłką od tego miejsca przeskok do rotorów w okolicy od Zuberca po Gubałówkę i Białkę Tatrzańską wiąże się z utratą wysokość, bo wypada w duszeniu pod wiatr, ale jeżeli wieje bardziej z zachodu to dolecimy do Tatr dość łatwo. Jednak zachodni wiatr powoduje to, że konkretna fala w Tatrach jest dopiero na wschód od Gubałówki i jest to dużo dalej. Trudniejszy jest też powrót w Beskidy, na Babią Górę bo lecimy pod wiatr.

Zdjęcie drobnych rotorów na północ od Tatr. Tu dolatujemy po przeskoku.

Koniec długiego przeskoku na rotory w Tatrach. Pomimo, że wiatr ma zachodnią odchyłkę rotory ciągną się wzdłuż całego pasma. Podobnie jak w Czechach noszenia są po stronie nawietrznej chmur a więc trzeba wziąć pod uwagę że wiatr wieje na ukos i szukać noszeń nie na południe a na południowy zachód od poszczególnych rotorów.  Najsilniej nosi dopiero w okolicy Gubałówki po wyraźnej przerwie w skromnym zachmurzeniu rotorowym. Nosi też za Tatrami Wysokimi. Widać na zdjęciu w dużej odległości rotor nad Tatrami Bielskimi.

Mapa zafalowania za Tatrami przy zachodniej odchyłce wiatru. Niższe , zachodnie tatry prawie bez fali.

Zachodni wiatr tworzy silne zafalowanie dopiero za wschodnią częścią Tatr. Prawdopodobnie istotne jest dla tej lokalizacji ukierunkowanie podmuchu w dyszy Cichą Doliną na linię Kopa –  Kasprowy – Świnica.   Fala jest nad skocznią bardzo często.

Można też polecieć na zachód korzystając z tego, że w Czechach przestrzeń klasy G sięga FL 95 bez konieczności  wlatywania w przestrzeń kontrolowaną, bez  pytania można skorzystać z fal na równinach od Kóz, Bielska, aż po Frydlant. Czasem lepsza droga wypadnie jedno pasmo wcześniej, przez Klimczok. Gdyby chcieć połączyć trasę aż po Sudety, to dalej w tym kierunku przeskok z Łysej Góry też jest możliwy. W Jeseniki trzeba przelecieć około 100 – 120 km by nawiązać kontakt z tamtejsza falą i co ciekawe, pomimo że nie ma po drodze istotnych gór, to często jest tu słabe zafalowanie które pozwala na przelot niemal bez utraty wysokości. Przejście tej luki jest to zupełnie wykonalne z wysokości około 4000m. Trasa prowadzi przez TMA Ostrawa i dobrze mieć do takiego lotu transponder by wieża mogła obserwować szybowiec na radarze.

Najpierw jednak na falę w Beskidach trzeba wejść. I gdzie to zrobić ? Wspomniałem już, że długość zafalowania ma przy określonym wietrze stałą wartość i pojawia się stale w takim samym oddaleniu od przeszkody, dokładniej – od zawietrznej krawędzi przeszkody. Natomiast gdy się dokładnie przyjrzeć, to pierwsza fala jest w odległości ¾ od szczytu ( który należy przyjąć jest pierwszym wierzchołkiem fali) a następne noszenia są o całą długość fali dalej. Przykładowo pierwsze noszenie pojawi się 9km od wierzchołka a następne 12km dalej. Noszenie nie występuje na wierzchołku fali, ale ćwierć fali do przodu i stąd taka zależność bo sinusoida zaczyna się od szczytu góry. Jeśli fala jest sinusem, to wartość noszenia odpowiada cosinusowi. Jeżeli teraz wstępujący prąd tej falowej sinusoidy trafia na zbocze górskie pod spodem, i jeżeli nas tam wyholują, to bardzo łatwo powinno się udać wejść na falę. Bywa, że noszenie nad zboczem Żaru jest tak regularne, że pilot fakt wejścia na falę może stwierdzić tylko po tym, że znikają turbulencje. Nosi stale niemal od samego hangaru i jedyne co trzeba zrobić, to trzymać się stale tego samego miejsca i nie dać się zdmuchnąć z wiatrem do opadającej części.

Mapa zafalowanie nad Beskidami.

Przy słabszym wietrze druga fala od Beskidów wypada nad zboczem Żaru. Północna Część Magurki zbliża się do Beskidu Śląskiego i w ten sposób można podlecieć do fali na żaglu.

Oddalanie się z wiatrem wiąże się z koniecznością powrotu pod silny wiatr przez regularne duszenie. Z małej wysokości, jeśli jeszcze na drodze stanie wierzchołek Żaru może się źle skończyć. Jeżeli trzeba we wznoszeniu wykorzystywać drobne rotory to nie można w takim noszeniu krążyć zbyt długo. 2-4 okrążenia i błyskawicznie trzeba poszukać nowego w tym samym miejscu wracając pod wiatr. Jeśli się tego nie zrobi, krąży się zbyt długo, do momentu aż noszenie słabnie, to w tym czasie zdmuchnie nas tak daleko, że powrót pod wiatr będzie przez istotne duszenia i skończy się na mniejszej wysokości niż początkowo zaczęliśmy. Jeśli jesteśmy w odpowiednim miejscu, to stopniowo duszenia między podmuchami znikają zaczyna nosić cały czas i tylko czasem podmuch się wzmacnia rotorem. Od tego momentu już nie krążymy, bo możemy się skokowego wzrostu prędkości wiatru i badamy okolicę pod wiatr i esując.

 

Zdjęcie ekranu LX 900 podczas lotu na fali. Wiatr 86km/h. Ślad szybowca wykonującego esowanie w noszeniu.

Przy tak silnym wietrze bardzo łatwo można dać się zdmuchnąć do tyłu, wystarczy tylko większa odchyłka w bok i już dryfujemy. Szara kreska oznacza aktualny kierunek przemieszczania się – szybowiec się cofa i leci na wschód. W tym wypadku celowo do poprzedniego miejsca gdzie nosiło nawigujemy według GPS.

Na takim zafalowaniu, prawdopodobnie nie zdając sobie nawet z tego sprawy często latały nawet lotnie. Warunkiem był dość umiarkowany wiatr, w granicach do 50km/h. To i tak dużo i scenariusz wyglądał tak, że lotnie startowały na spokojny żagiel, a w ciągu dnia wiatr przybierał na sile i wieczorem pojawiała się fala. Krótka fala trafiała przy słabym wietrze dokładnie nad Żar i okolice Jeziora Międzybrodzkiego. Natomiast bywają dni, gdy na Żagiel na zboczu Żaru nie można w ogóle liczyć. Strasznie rzuca i trudno wzbić się nad koronę zbiornika. Dzieje się tak przy silniejszym wietrze i na zbocze trafia jej opadająca część.

Mapa pól falowych w Beskidach. Zachodni wiatr na 3000m.

Przy silniejszym wietrze na Żar trafia opadająca część fali.

Fali nad Żarem nie wywołuje przecież sam szczyt tej małej górki czy położony bezpośrednio przed mały grzbiet czernichowski, a jest ona drugą, czy trzecią falą od poprzedzających go wyższych pasm. Co wtedy ? Ano, jeśli ktoś został tam wyholowany na powolnym szybowcu to niestety utknął. Wprawniejszy pilot może próbować szczęścia przeskoku na Magurkę, co w takich warunkach będzie oznaczało próbę zaczepienia się na 400 metrach nisko nad lasem, w wąskiej dolince potoku czernichowskiego. Ten kawałek zbocza jest w cieniu mniejszego pagórka o podobnej wysokości znajdującego się pod wiatr i by się stamtąd wyrwać, najczęściej trzeba polecieć dalej, za zakręt zbocza, gdzie ten mniejszy grzbiet łączy się z głównym. Da się to zrobić, nawet na 400m, ale lepiej mieć 550-600 nad lotnisko, czyli niemal wysokość Suchego Wierchu albo przylecieć na holu. Żar i Magurka są szczytami które naprzemiennie wpasowują się w sinusoidę fali od Beskidu Śląskiego. Odstępy pomiędzy tymi górami i Skrzycznem są różne więc co do zasady, jeżeli fala działa na jednym z nich, to niestety wypada niekorzystnie na drugim. Przy silnym wietrze, około 100km/h pierwsza fala wypada na zboczu Magurki a na Żarze dusi. I odwrotnie, przy słabszym wietrze łatwiej wejść na falę z Żaru a a pierwsza fala jest przed zboczem Magury i trzeba do niego dolecieć pod wiatr. Ale Magurka ma też do zaoferowania jeszcze jedną opcję. Jej grzbiet jest ustawiony pod kątem do linii Beskidu Śląskiego i dzięki temu jeżeli w okolicy kamieniołomu fala jest za daleko do przodu, to można polecieć w stronę Wilkowic, gdzie dolina jest znacznie węższa i nad Stalownikiem przysunąć się do pola falowego. Magurka jest też wyższa, więc gdy nie wiadomo gdzie, to lepiej wyholować się właśnie tam. Powrót z wiatrem na Żar jest łatwiejszy niż przeskok pod wiatr na Magurkę. Na Żar holuje się dlatego, że to krócej trwa i można się niżej wyczepić.

Bardziej nietypowe fale są przy wietrze zbliżonym do południowego. Dawniej spędzaliśmy w takie słoneczne dni całe popołudnia walcząc o każdy metr wysokości nad Czuplem i nie dało się nawiązać kontaktu z soczewkami. Bo fale są daleko pod wiatr i trzeba by próbować szczęścia daleko za Żywcem, poza zasięgiem przeskoku z niskiej góry. Ale, czego warto się było spodziewać, a jednak trudno to było spróbować, kolejna fala była tuż obok, nad Międzybrodziem Bialskim.

Mapa pól falowych przy południowym wietrze w Beskidach.

Przy południowym wietrze dostępniejsze są zafalowania z wiatrem od Czupla niż pod wiatr  – tu mały fragment nad Międzybrodziem Bialskim.   Albo zbocze Klimczoka po zawietrznej Skrzycznego. Warto zbadać też falę w Kozach i na półnc od  Bielska.

Należało się jedynie odważyć na skok na zawietrzną, co wydawało się szaleńczym pomysłem. Nie ma tam gdzie wylądować a Czupel wcale nie jest wysoki, więc w razie kłopotu wypadki mogły się potoczyć bardzo szybko i doprowadzić do lądowania w jeziorze. Powrót do lotniska jest utrudniony z powodu przyspieszającego wzdłuż doliny wiatru a pól w dolinie nie ma. Kolejna fala jest oczywiście już na równinach, na północ od Beskidów, w Kozach, Kętach i nad Andrychowem. Tam jednak nie latamy bo na wschód od rzeki Soły jest już TMA Krakowa. Nie było też nigdy w zwyczaju latania na zawietrzną od lotniska i przybliżanie się nawet nad szczyt Kiczery było zawsze punktowane jako niebezpieczna przesłanka.

Jeśli ryzykowanie z wiatrem przy południowym wietrze nie wchodzi w grę to z Magurki należy spróbować przeskoku na najlepiej eksponowane zbocze – południową ścianę Klimczoka, by spróbować wejścia na falę po zawietrznej Skrzycznego. Charakterystyczny półkolisty Hotel Orle Gniazdo na tym stoku to kolejny punkt orientacyjny w poszukiwaniu wznoszeń. Należy najpierw cierpliwie nabierać wysokości nad Czuplem, a potem nie dać się znieść zbyt daleko na północ by nie trafić w opadającą cześć zafalowania nad Wilkowicami. Tak można przylecieć niewiele poniżej szczytu Klimczoka. Niżej można się spodziewać kłopotów bo potężne rotory za Skrzycznem mogą zmusić do zapewnienia sobie bezpiecznej odległości i odsuwania się w dolinę. A nad Szczyrkiem już niestety dużo trudniej się wznieść. Przekonał się o tym ostatnio Krzysztof, który w końcu po utracie wysokości w dolinie musiał się salwować ucieczką do lądowiska w Lipowej. Jak to często bywa w górach, kilkadziesiąt metrów wysokości robi ogromną różnicę bo albo możemy się zbliżyć do zbocza przy którym rotory plus żagiel dosłownie wyrzucają w górę wszystko co się tam znajdzie, albo zmuszeni przez bliskość przeszkody odsuwamy się w dolinę gdzie tracimy sporo czasu w ciasnych rotorach.

Trzecią opcją dla południowych wiatrów jest szukanie fali nad samym Bielskiem już nad równinami na północ od gór. Można się przekonać dlaczego lotnisko w Bielsku przy południowym wietrze jest tak nieprzyjemne do latania – otóż fala wypada nieznacznie na północ od lotniska a przed nią, w stronę pod wiatr znajduje się obszar najsilniejszych podmuchów. W czasie fali wiatr jest najsilniejszy właśnie tuż przed pasem noszeń więc na lotnisku duje niemiłosiernie.

Składowa pionowa wiatru okolice Bielska i Beskidów.

Pole falowe tuż na północ za lotniskiem – oznacza to duszenie i silny wiatr na lotnisku. Warto odwiedzić przy tym wietrze Szczyrk i zbocze Klimczoka.

 

Wiatr na 0m nad ziemią - Beskidy i okolice Bielska. Czerwony - 12m/s

Silny wiatr w najniższym punkcie zafalowania przypada na samo lotnisko w Bielsku. Czerwony kolor to ponad 12m/s Dalej na północ, już pod falą,  słaby wiatr wieje ze wschodu podobnie jak w NT. Nad Żarem w takich warunkach wieje znacznie słabiej – niebieski kolor to 2m/s.

Fala to też oczywiście problemy ze startem przy silnym wietrze i często z podmokłego lub nawet zaśnieżonego pasa. Żar na szczęście z jakiegoś powodu omijają najsilniejsze podmuchy. Czy to wspomniane właśnie różnice w prędkości wiatru pod szczytem i doliną fali, czy esowaty bieg Soły zasłaniający pas z jednej strony przez Jaworzynę a z drugiej przez Magurę, powodują, że wieje na 200m w strefie esowania a po zbliżeniu się do pasa startowego, minięciu budynków szkoły podstawowej turbulencja i wiatr słabnie. Były takie dni, gdy zawiadowca z Bielska Białej nie mógł uwierzyć, że latamy, bo u niego na lotnisku podmuch osiągały 30 m/s a na Żarze dało się latać. Niestety mimo to Żar i tak jest trudny, bo ląduje się tylko w jednym keirunku, pod górkę, więc podczas fali jest to lądowanie z wiatrem. Dodatkowo zbocze Żaru po opadach oddaje sporo wody, która sączy się na pas i ten pozostaje błotnisty i miękki przez kilka dni. Woda powoduje też, że lotnisko jest nierówne i był to duży problem przy lataniu na ASH. Podmokłe są też pozostałe dostępne lotniska, w Bielsku, Lipowej a nawet we Frydlant pod Łysą Horą. Z tych dostępnych, Lipowa jest najbardziej przydatna zaraz po opadach.

Przyznam, że niewiele miałem okazji do latania na fali z Bielska. Z racji tego, że mieszkam w Międzybrodziu latałem najczęściej na Żar. Zdarzyło mi za to holować na falę z ABB. Potem jednak przez wiele lat przy południowym wietrze Bielsko było zupełnie opustoszałe i zamykane na początku jesieni. Z powodu silnego wiatru na ”hulance”, mokrego pasa, silnej turbulencji przy lądowaniu i nieustalonego kierunku wiatru na pasie, doszło kilkukrotnie do trudnej sytuacji na podejściu i powstały legendy na temat tego jakie prądy opadające można tam spotkać. Osobiście miałem na Bielskiem inny problem, bo latając ASH nie mogliśmy do lądowania zejść. Tak duży szybowiec ma słabe hamulce aerodynamiczne i by się szybciej obniżać należy szybciej latać. Ale w turbulencji lot na otwartych hamulcach to duże obciążenie dla konstrukcji więc starałem się tego unikać. No więc przy kończącym nam się czasie o zachodzie słońca na pełnych hamulcach nadal wznosiliśmy się w rotorze na podejściu do lądowania. Dopiero trzeba było podlecieć bliżej gór gdzie kilka okrążeń w duszeniu nad Wapienicą pozwoliło wrócić nad lotnisko poniżej 200m i już nie nosiło. Przy lądowaniu wyoraliśmy taką bruzdę w rozmiękniętym pasie, że musieliśmy zdemontować na środku lotniska szybowiec a zadeptywanie tej dziury zajęło sporo czasu. W takich warunkach najczęściej koledzy pakowali szybowce i jechali na falę na Żar lub do Jesenika. Przy południowo-zachodnim wietrze sytuacja jest nieco lepsza, ale wtedy fali trzeba szukać daleko – holując się na Magurkę albo wysoko nad Dębowiec. Takie holowanie trwa długo i staje się kłopotliwe nawet przy niewielkiej kolejce szybowców.

Nieco lepsza sytuacja jest na wąskim pasie w Lipowej, bo jest on na szczycie małego sfałdowania terenu, więc nawet po silnych opadach jest twardy i w miarę suchy. Lądowania i starty odbywają się pod wiatr na kierunku południowo – zachodnim, ale nie oznacza to wcale, że nie spotkamy podmuchów w poprzek. Wiatr jest z pewnością stabilniejszy w otwartej dolinie, ale zdarzyło się że przy demontowaniu szybowców po lotach na szczycie wzniesienia podmuch przewrócił dwa z nich. Niestety nie ma tam samolotu holującego i na co dzień dostępna jest tylko wyciągarka. Niemniej jest to bardzo dobra opcja na lądowanie suchą nogą po całym dniu na fali, pod wiatr i na twardym pasie. Jeżeli wieje bardzo mocno to można się też schować spychając szybowiec do przeniżenia na wschodnim końcu lotniska. To miejsce jest też osłonięte wysokimi drzewami i zabudowaniami. W ostateczności w dole jest jeszcze kilometrowe pole, które jest zupełnie osłonięte od wiatru i historycznie to właśnie tam kiedyś było lotnisko.

Zdjęcie lądowiska Lipowa ze środka pasa na wschód. Na niebie szlak cumulusów.

Pas w lipowej jest na wzniesieniu i dzięki temu nadaje się do użytku po opadach. Przed silnym wiatrem można się schować za zabudowaniami i drzewami na wschodnim końcu pasa.

Lipowa jest też dobra do przebijania się w dół przez chmury, są zwykle cieńsze z powodu oddziaływania fali i dolina jest szeroka.  Pod warunkiem, że mamy sprawną nawigację.

SK

© Copyright by Sebastian Kawa

Realizacja: InternetProgressProjekt: Elzbieciak.com