Slider
Get the Flash Player to see the slideshow.

Znojna walka

Znienawidziłem szare kolory.

 DSC04627 DSC04659 DSC04666

Gdy dzisiaj znów półmrok świtu długo zalegał w lesie a pofałdowana szara powłoka do południa kryła nieboskłon postanowiłem, że już nigdy nie kupię odzienia w tym kolorze. Przykrego nastroju dopełniał silny zimny wiatr, ale około południa słońce zaczęło przedzierać się przez tę osłonę.Jednak bable  nagrzanego  przy ziemi powietrza były błyskawicznie zdmuchiwane i rozpraszane. Kilkakrotnie odraczano starty i skrócono trasy. Wydawało się, trzeba będzie jak wczoraj odwołać wyścigi, bo piloci ledwo utrzymywali się w pobliżu lotniska. Jednak nie było dziś deszczowych nawałnic i w miarę wzrostu temperatury poprawiały się warunki  pozwalające na utrzymanie się w powietrzu. Nad anemicznymi cumulusami pojawiły się soczewkowate chmury zafalowań inwersyjnych. Część pilotów, w tym nasi , zdołali dostać się na tę falę, lecz miała niewielki zasięg, czas naglił, a chmury kryły linię odlotów dla klasy standard, więc zysk był niewielki. Nasilający się wiatr, duże obszary termiki bezchmurnej, oraz rozległe ławice tłumiące dopływ energii słonecznej ponaglały do odlotu, więc Sebastian odleciał na trasę wkrótce po otwarciu startu, a Łukasz z dwuminutową zwłoką.Sebastian leciał bardzo aktywnie i w praktyce zupełnie sam przez cały wyścig.

DSC04670

Tylko przez moment utrzymywali się za nim Rumuni i kilku innych dogonionych pilotów. Obszary bez  chmur i wznoszeń, układały się naprzemiennie z rozległymi ławicami chmur średniego i wysokiego piętra a sytuację komplikował wiatr 40- 50 km/h. Jedna z takich ławic przykryła większość suwalszczyzny i fatalnie wyłożony, bo w żabim kraju obok Rajgrodu bez jakichkolwiek lasów w których byłaby szansa na osłonięcie  warstwy cieplejszego powietrza, przed destrukcyjnymi powiewami wiatru. W tej sytuacji Sebastian zdecydował się na odejście w lewo od trasy i przeskok przez  lasy augustowskie. Nie była to łatwa defilada, ale tchnienia lasu  mimo pełnego zachmurzenia podtrzymywały na tyle, że osiągnął obszar nasłoneczniony z leniwym wznoszeniem , które pozwoliło mu na powrót do linii trasy i osiągnięcie pierwszego punktu zwrotnego.Była to niewątpliwie strata czasu, ale pozwoliła samotnemu rajderowi na przetrwanie.Ci co nie zaryzykowali i nie polecieli za nim  nad lasy, a utrzymywali się linii trasy musieli skorzystać z możliwości smakowania suwalskich ziemniaków z kwaśnym mlekiem. Francuzi, Niemcy, Belg Schmelzer odeszli z grupą adorujących ich pilotów 10 minut po starcie naszych pilotów. Początkowo tracili dystans, ale nim dolecieli do granicy Polski zaczęła pękać feralna ławica, a w niej pojawiły się cumulusy. Dzięki temu uniknęli losu poprzednikówi i na punkcie zwrotnym dogonili Sebastiana. Ten znów im uciekł, lecz przed metą ponownie stanęła mu w poprzek czarna szmata i musiał latać w poprzek przeszkody. Udało mu się wyczesać „rewelacyjne” 0,4 m/sek. Galom znów się udało. Przylecieli na gotowe i na dodatek paręset metrów wcześniej trafili w windę 1,4 m/sek. Samotny rajd w takich zdradliwych warunkach to wyczerpująca próba, więc po wylądowaniu na lotnisku można było wyżymać ubranie Sebastiana. Wprawdzie Francuzom,oraz  trzem podążającym tropem  Sebastiana pilotom udało się uzyskać lepszy wynik, ale nie ulega wątpliwości, że to nasz pilot jest bohaterem dnia. Dał temu wyraz ojciec Berta Schmelzera z Belgii. Gdy po locie ubierałem szybowiec w kapoty, podszedł do mnie i powiedział, że mimo tegorocznych pechowych niepowodzeń Sebastian „jest absolutnie najlepszym pilotem wszech czasów”.  Trudno skrywać, że był to balsam na moje skołatane serce. Pech tym razem dopadł Łukasza.Ławica altocumulusa o której pisałem wcześniej posadziła  go już na pierwszym odcinku po przekroczeniu granicy z Polską.

DSC04677

DSC04680

Dziś parę punktów musieli oddać nasi piloci Barszcz i Grabowski  z klasy club, natomiast Wójcik i Matkowski doprowadzili swoją dwumiejscówkę na trzeciej pozycji.

© Copyright by Sebastian Kawa

Realizacja: InternetProgressProjekt: Elzbieciak.com