Slider
Get the Flash Player to see the slideshow.

Było ostro

Połamany froncik zrobił sobie przystanek przy Dzikich Polach.

Na granicy tutejszych stepów funkcjonuje stare porzekadło:-Dwa deszcze w maju i będzie chleb. Jeszcze wokół stoją oczka wodne po wcześniejszych opadach, a froncik zatrzymał się w nocy i uzupełnił zasoby wody gruntowej. Żyzny czarnoziem, woda i słońce robią cuda, więc zboża i trawy rosną dosłownie w oczach a przyroda gwałtownie stroi się w kolory wiosny. Przyjemne jest takie trzykrotne witanie wiosny na przestrzeni jednego miesiąca- na Słowacji, w Polsce  i nad Donem. Na dodatek dwa święta wielkanocne, bo w tę niedzielę kościół prawosławny obchodził Swięto Zmartwychstania,oraz seria świąt majowych, które w tym kraju mają dużą rangę. Dziś po lotach byliśmy na koncercie z okazji Dnia Zwycięstwa.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

My odwykliśmy od takiej celebry i z powodu meandrów historii różne są interpretacji wydarzeń z przeszłości, toteż wzniosłość i autentyczność tych obchodów robi wrażenie. Zaskakuje też fakt, że w Usman liczącym 15 000 dusz, ale żyjących na obszarze większym od wielu naszych miast wojewódzkich, jest tyle utalentowanych ludzi, fantastyczny chór, oraz zespoły muzyczne na profesjonalnym poziomie. Bezsprzeczną gwiazdą koncertu, zorganizowanego w klikudniowy cyklu uroczystości,  był miejscowy pop. Taki baryton byłby chlubą każdej opery.Musiał uzyskać specjalną dyspenzę patriarchy, aby mógł  śpiewać pieśni nie religijne i poza cerkwią. Tym sposobem mieliśmy prawdziwy pop-muzic.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Meteorolodzy upojeni sukcesem poprzedniej konkurencji mieli niepewne miny podczas odprawy przed lotami. Jakiś odMeteorolodzy upojeni sukceseprysk frontu, który o świcie stał w dalekiej odległości na wschodzie nagle zjawił się u granic lotniska. Nie było to dobrą wróżbą, więc przy długości trasy ponad 200 km  już  przed 11-tą rozpoczęto starty z obawy przed burzami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

My musieliśmy jeszcze przed lotami dokończyć kosmetyki pożyczonych skrzydeł.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Lada i Siergiej

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Anton Genadijewicz /pośrodku/ sposobi swego Arcusa do filmowania odlotów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kuba dziś w bojowym nastroju

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pora dopiąć pasy

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ruszyła karuzela startowa

Wzlot seb-001

 

VP już nad trawą./foto CAT/

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kto wie czy ten malczik nie bedzie kiedyś leciał na Marsa…

W wilgotnym powietrzu podczas wiatru około 30-40 km/h formowały sie bardzo kapryśne szybko rozlewające się chmury a wyżej szybko wędrowały po niebie gęste firany cirrusów tłumiącyh termikę, toteż nasza trójka pilotów  rozważnie kontrolowała ruchy czołówki w locie pod wiatr na pierwszym odcinku. Za punktem zwrotnym była już masa powietrza o wiekszej aktywności, a podstawy

sie z 1000 do 1500 m nad poziom ziemi, więc Sebastian zdecydował się na samotny rajd. Podobnie Kuba Puławski „Prezes”, ale spadł zbyt nisko i musiał dołem gonić czołówkę. Po nawrocie nad drugim punktem jakby ktoś włączył jeta w starym Jantarze  lidera wyścigu. Prędkość podróżna sięgała 180 km/h. Dostał się pod szlak, więc nie musiał krążyć. Momentalnie odskoczył od grupy pościgowej. Jednak ten ciąg chmur wypiętrzonych już na ponad 5000 m o odbiegał w bok od trasy.Pojawiły się pod nim  warkocze opadów deszczu i lodu. Sebastian osiągnął około 1800 m wysokości,więc zdecydował się na bardzo daleki przeskok w kierunku szlaczku wiodącego do mety. Wygladało to bardzo dramatycznie, bo  w długim ślizgu utracił ponad 1500 m i nie napotkał żadnego wznoszenia. Ryzyko opłaciło się z nawiązką. Na wysokości poniżej 300m znalazł wznoszenie w którym zaskrzypiały dżwigary.Z prędkością 6m/sek szybko osiągnął wysokość niezbędną na osiągnięcie mety. Z podniesiona kitą przedefilował nad nami do punktu dolotowego,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

oraz  śmignął nad linią mety. Podobny przeskok wykonał Marek Niewiadomy, ale nie udało mu się wyszukać wznoszenia i padł w pobliżu lotniska. Natomiast Jakub Puławski  doszedł do wniosku, że nie ma szans na dogonienie grupy lecąc jej tropem. Kontynuował lot pod starym szlakiem. Straszyły go trochę zarznące opady, ale generalnie opłaciło się, gdyż szlak przywiódl go na trawers lotniska i pozwolił na uzyskanie dobrego miejsca. Tutejsza pogoda kryje nadal przed nami wiele tajemnic. U nas przy takich warunkach w czasie, gdy  szybowce Grand Prix / około 14-ej/ dolatywały do mety wiekszość pilotów tańczyłaby jeszcze kontredansa przed startem do krótkiego wyścigu. Tu brak lasów sprawią, że nie ma kumulacji  ciepła w warstwach przyziemnych i szybko kończą się warunki podczas wiatru. TK

Tu parę migawek z lotu:

https://

a tu z koncertu:

https://

 

 

Komentarze

Dodano: 07.05.2016Przez: Marian Walecki

Jaką już „mamy” przewagę!
GRATULACJE!
Marian ten od DIANY 2.

Dodano: 08.05.2016Przez: kris burzynski

Gratuluje kolejnego wygranego etapu. Bardzo lubie „podrozowac” z Wami.
Ndal trzymam kciuki i pozdrawiam, burza

© Copyright by Sebastian Kawa

Realizacja: InternetProgressProjekt: Elzbieciak.com