Slider
Get the Flash Player to see the slideshow.

Nie spróbujesz- nie wiesz

Posłaniec od Królowej Śniegu bywa złośliwy.

W nocy wicher urządził kolejne manewry naszym ofiarnym strażakom i wskazał zaniedbania w przygotowaniach do jesienno-zimowej pory wielu właścicielom posesji.

1-Demolka Stramy

Wie coś na ten temat Krzysiek Strama.Sebastian miał lecieć na World Air Games do Dubaju, ale Elmer Joandi w swej prognozie dla szybowników wymalował piękną falę nad Tatrami. Wszelkie prognozy potwierdzały obecność silnego jet stream nad naszymi górami. Wiało wprawdzie z niekorzystnej północy, ale szybowiec z pełnym wyposażeniem stał w hangarze. Przyjaciele zza Tatr obiecali udzielić zgody na wysoki lot nad Popradem.

Image3

Sebek by eksplodował, gdyby miał odpuścić taką sposobność do eksperymentalnego lotu, więc Krzysiu Trześniowski teleportował się w nocy z Warszawy.Rano przechodziły deszczowo-śniegowe szkwały. Północno-zachodni wicher łomotał drzwiami hangarów i przewalał pośpiesznie kolejne pokłady ciężkich chmur. Kto nie musiał nie wyściubił nosa z domu. Nikomu nie przyszłoby na myśl, aby w takich warunkach latać, a tym bardziej szukać fal w Beskidach. Ale co poradzisz na dymiące głowy… Nie trzeba było długo szamotać się na holu za samolotem, aby dopaść prądów wznoszących. Wicher błyskawicznie wycisnął ciężkiego Nimbusa  nad zbocza Jaworzyny. Krakowscy hetmani przestworzy bardzo serdecznie przyjęli plan lotu i życzyli naszym kosmonautom powodzenia. Mocne porywy  konwekcji naniesionej  szarpały szybowiec w głąb chmur, ale ich  podstawa była zbyt niska, a opasłe wnętrza zbyt wilgotne , aby skorzystać z tej ekspresowej windy do krainy marznącego deszczu. Plan zakładał przeskok na fali, lub w prądach zboczowych do gór granicznych. Za Pilskiem, lub Babią Górą, należało przebić się do Liptowa nad skrytymi w chmur Tatrami, a tam w luce fenowej wspinać się do góry. Powrót na Żar pod wiatr o sile 200- 240 km był niemożliwy, toteż za szybowcem miał podążać samochód z wózkiem. Po wylądowaniu w Popradzie, Sebastian byłby przez ten tabor podrzucony na samolot odlatujący do Dubaju.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Plan chytry, ale natura złośliwa. Nie był czasu na wypatrywanie sposobnej okoliczności do przebicia się nad chmury, dlatego załoga spłynęła z wiatrem  w poszukiwaniu rotora nad doliną Żywiecką. Powinien on wichrzyć drzewa za browarem żywieckim. Jednak, gdy szybowiec zbliżył się w ten obszar, płanetnicy wysypali śnieg z potężnie wypiętrzonej chmury. Powrotu nie było, a drogę do zboczy pobliskiej Romanki grodził szeroki opad, więc po paru minutach szamotaniny musieli sprawdzić jaki jest stan pól przed Beskidem Wysokim.Trzeba było zamknąć plan lotu, więc po uzyskaniu połączenia z wieżą Sebastian wydukał: -Nooo… Nie ma dobrych warunków,więc zrezygnowaliśmy z lotu.                                                                                                                   Po drugiej stronie wybuchła salwa śmiechu. Transponder pozwolił kontrolerom ruchu śledzić cały lot.Jakby nie patrzeć przelot trwał  32 minuty na wysokości około 100- 500m nad terenem i sięgał rubieży Rzeczypospolitej.

1-IMG_0467

Jak to zwykle w takich okolicznościach bywa, wkrótce nad miejscem lądowania rozwarły się niebiosa ukazując krawędź rozleglej chmury falowej.

1-1-IMG_0464

Nie udało się też podczas lądowania przetestować skuteczności naprawionych hamulców szybowca, by zbyt otwarcie przyjęła gości łąka we Wieprzu. Przyjęła i nie chciała wypuścić. Ostatnie opady usunęły zmarzlinę i polne drogi dojazdowe przypominały trakt przez Kołymę w czasie roztopów, a łąka bagienko.

1-IMG_0465

Choć ekipę wzmocnił Bogdan Drenda i Darek Raglewski, trudno byłoby przetoczyć do wózka objuczony sprzętem kadłub. Sprawę uratowała wciągarka linowa. Po wydostaniu się z tej swoistej tundry, ekipa zużyła w myjni automatycznej wszystkie monety na umycie samochodu, wózka i butów. Mimo paru godzin fatygi Krzysiu podsumował to optymistycznie:- Było to jeszcze jedno piękne doświadczenie.                                                                                    I tak trzeba podchodzić do lotnictwa w którym nie obowiązuje rozkład lotów !

Pomyślności Tomasz.

Uzupełnienie:

To był bardzo interesujący pomysł. W minionym sezonie falowym wiatr dość często huczał wśród smreków, więc Zbyszek Kunas i inni piloci zabawiali się pięknie w okolicy Sudetów, ale w Tatrach nie wystąpił ani razu klasyczny układ falowy. Taki z huraganowym wiatrem halnym napierającym prostopadle od południa na zębaty skalny łańcuch, a on dawał szansę na lot do stratosfery i pobicie rekordu wysokości. Sebastiana naglił termin odlotu na Igrzyska Lotnicze w Dubaju, więc porwał się na próbę dostania się na falę w warunkach w których u nas bez powodu nie opuszcza się domowych pieleszy. Przy wietrze odwrotnym , północno -zachodnim, we froncie chłodnym. Huragan był. Jak widać na zdjęciu satelitarnym z tego okresu jet stream rwał nieźle swoim swoim korytarzem, ale pędził deszczowo- śniegowe chmury, które murem zalegały nad Beskidami i Tatrami, a trzeba się było przebić na zawietrzną stronę Tatr, nad Poprad. Choć zamysł szalony , trudny w realizacji, to stwarzał realne szanse na piękny loty, bo fale tworzyła się też za Beskidem Śląskim, Pilskiem i Babią Górą.  Należało tylko przebić się ku nim przez zwartą przyziemną powłokę chmur i po nabraniu odpowiedniej wysokości zdryfować nad Liptów. Popatrzcie na zdjęcie satelitarne z regularnymi falami za Tatrami i Alpami. W Rumunii i Bułgarii też mogła być niezła zabawa. Tom

Fala 1 grudnia 1015 Porad

© Copyright by Sebastian Kawa

Realizacja: InternetProgressProjekt: Elzbieciak.com