Slider
Get the Flash Player to see the slideshow.

Ostra walka

Piękny błękit,ostre słońce i dobre prognozy wróżyły szybką jazdę,

w której nie ma miejsca na najdrobniejszy błąd, toteż wyczuwało się napięcie zawodników,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

manifestujace się grzebaniem w instrumentach, zerkaniem do laptopa dla uzyskania aktualnych informacji, czy bezcelowym pucowaniem lśniących jak arktyczny śnieg szybowców. Przed południem wysokie góry miały już sporo chmurek,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

a przed rozpoczęciem holowania szybowców pojawiły się także drobne cumulusy w pobliżu lotniska, toteż o godzinie 14.10 zwarty peleton zawodników odpłynął szybko na wschód w kierunku jeziora Lago di Garda. To rodzinne strony Giorgio Galetto. Nic więc dziwnego, że to on rozgrywał dzisiaj swoją partię.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Do końca tego odcinka piloci utrzymywali się w zwartej grupie i około 10 km przed jeziorem zatrzymali w kominie dla nabrania wysokości.Jedynie Giorgio poleciał wprost nad miasteczko na brzegu, gdzie ulokowano punkt zwrotny. Najwyraźniej zamówił sobie tam komin dyżurny, a gdy w dobrym wznoszeniu odzyskał wysokość manewrową odwinął na południe, w bok od trasy, aby lecieć wzdłuż pierwszego  pasma gór. Nie wydawało się to sensowne, bo nadkładał parę kilometrów,pasmo było niższe, a potem musiał wracać na północ w kierunku drugiego punktu zwrotnego. Pozostali polecieli po trasie wzdłuż drugiego łańcucha leżacego w linii wyścigu. Tu inicjatywę przejął Austriak Werner Amann z Sebastianem i do jeziora Como w połowie drugiego boku ciągnęli za sobą całe towarzystwo. Tam trzeba było nabrać wysokości, aby uniknąć przykrości przy próbie niskiego sforsowania tego akwenu. Polityków już nie było, więc zniknęła strefa zakazana. Znajomość topografii i specyfiki terenu zaprocentowała Galeto, bo mimo dłuższej drogi zjawił się tu wcześniej lecąc bez krążenia we wznoszeniach termiczno zboczowych, drugie pasmo nie miało takiej ciągłości, więc zjawił się przed Como ciut wcześniej , trafił dobry komin, a potem znów wykorzystując swoje ścieżki , zameldował się wysoko na drugim punkcie zwrotny przy jeziorze Lugano. Stąd krótki nawrót, na wschód i ślizg do mety, więc wiadomo było,ze już go nikt nie prześcignie.Jako drugi osiągnął cylinder krańcowy Sebastian, lecz musiał jeszcze zdobyć około 500 m wysokości potrzebnej na dolot, a cała czołówka zawodników spotkała się w tym miejscu. Zadecydowała loteryjka, kto trafi lepsze wznoszenie. Szczęście dopisało lecącemu nieco z tyłu Mraczkowi, bo zyskał w tym obszarze około 200m  przewagi wysokości . Reszta pilnowała Sebastiana i w takiej kolejności uformował się łańcuszek szybowców lecących do mety. W połowie  odcinka dolotowego Sebastian trfił na dośc silny komin,w którym wystarczyło wykonać jedno kółko, aby nie dać się wyprzedzić na końcówce szybszym JS1 dwu goniących go Francuzów.Jednak wznoszenie trwało tylko przez pół okrążenia ,wiec przewaga wysokości była zbyt mała,aby  przegonić parę znad Sekwany.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mimo przepięknego zachodu słońca w nocy znów zabrzmiały na dachu tak oczekiwane latem przez naszych rolników werble. Nas to nie cieszy. Potrzebujemy walki. Jednak w tym obszarze Europy  ciągle panuje układ wyżowy ,więc może ta nie sygnalizowana w prognozach przykra niespodzianka wysuszy się i będzie wyścig.Tomasz

© Copyright by Sebastian Kawa

Realizacja: InternetProgressProjekt: Elzbieciak.com