Slider
Get the Flash Player to see the slideshow.

Manewry polowe

Większości brakło jednego komina.

Konkurencja 607 km. Po pewnym wahaniu w czasie odprawy, ale w końcu padło stwierdzenie: task A, czyli 607km. Jak się okazało, dla większości szybowców dzisiaj to było zbyt wiele. Miały być szlaki, ale początkowo były tylko rozsypane cumulusy. W końcu szlaki powstały, ale pod dużym kątem do trasy, by w końcu zniknąć. Największym problemem okazał się ostatni odcinek na wschód i powrót. Chmury zostały zdmuchnięte na północ Lasów Janowskich daleko w bok od ostatniego punktu zwrotnego. Powrót , teoretycznie po dobrym termicznie terenie, skończył się żebraniem o metry wysokości w noszeniach około 0.8m/s. Przy tym szlaki, na bezchmurnej niewidoczne, sprawiały, że można było bardzo źle trafić w linię duszeń i kończyło się to w najlepszym wypadku kolejnym mozolnym zdobywaniem wysokości.

Leciałem dzisiaj z Adamem i Mirkiem Matkowskim. Na trasie przyciągnęliśmy jeszcze Nimbusa Jurka Kolasińskiego.

Nie wszystkim było dane zobaczyć lasek przed lotniskiem w zakolu Sanu,

wiec  szybowiec  Judytki Czyż musieliśmy pakować do przyczepki z pylistego pola. Serdeczne podziękowania dla kolegów, którzy pojechali w pola po szybowce.        Sebastian

P.S.

Moje 3 grosze. Powodzenie poprzednich dni dawało nadzieję , że po uspokojeniu się wiatru i kolejnym odświeżeniu powietrza przez przechodzący w nocy chłodny  front  niebo wypełnią szlaki lśniące bielą po kres horyzontu. W naszych warunkach klimatycznych decyzja o wysłaniu dziesiątków pilotów na długą trasę/ 607km dla dłuższych i 509 dla 15 metrowych szybowców/, których trzeba najpierw wyholować nad lotnisko i odczekać, aż wszyscy będą mieli równe szanse na odlot, jest trudna.  Wiele wskazywało na to, że pogoda będzie dobra, więc około południa Przemek Piekarski spuścił charty.

Tymczasem na południu Polski wyż zbyt ochoczo wyczyścił lazur nieba z wszelkich zamgleń, oraz chmurek  i wypchał szlaki znad Lasów Janowskich w kierunku północnym. Znów powtórzył się błąd, który jest zmorą wszystkich zawodów, nie wyłączając mistrzostw świata. Jest żelazna reguła.Skoro masz wątpliwość czy wystarczy dnia na oblecenie konkurencji, to podkul ogon i nie oglądając się na konkurentów śmigaj na trasę natychmiast po otwarciu startu.Tak zrobił w tym dniu nasz doświadczony as Janusz Centka. Natomiast w Argentynie była jedna konkurencja podczas mistrzostw świata w której piloci  klasy club piloci tak się szachowali, uprawiali takie harce przedstartowe, tak zwlekali, że gdy wreszcie ruszyli na trasę nie było już po co lecieć. Wszyscy zafundowali swoim pomocnikom wycieczki na pampę. Nad lotniskiem w Turbi nie było  takiej sytuacji, ale stracone minuty po otwarciu startu mogły zadecydować o tym, że większości pilotów brakło dosłownie jednego komina, a niektórym  paru metrów wysokości, aby przekroczyć zakole Sanu przy lotnisku. W klasie club do mety  nie doleciał nikt, a w klasie open zaledwie pięciu. 

Jak już wspomniałem  Janusz Centka  ruszył jako pierwszy. W 12 minut później Sebastian na  ASG 29 w towarzystwie  Adama Czeladzkiego na JS1 , obydwa szybowce klasy 18-  metrowej, oraz Mirka Matkowskiego na 21- metrowym ASH 31. Dołączył do nich  Jurek Kolasiński pilotujący pięć metrów szerszego Nimbusa 4. Taki doborowy zespół w dobrych warunkach szybko wysforował się do przodu. Dopędzili i przegonili Janusza lecącego na dwumiejscowym Arcusie.

JS1 jest zbyt szybki dla ASG 29, ASH 31 i Nimbusa 4, toteż Adam Czeladzki, jak legawiec na polowaniu, wybiegał czasem do przodu i na boki. Połowę trasy pokonali szybko i bez problemów wykorzystując wznoszenia termiczne sięgające 3 m/sek i 2000 m wysokości. Ale warunki odpłynęły na północ, więc  na termice bezchmurnej, przy wietrze wiejącym w poprzek nie gardzili wznoszeniami w których wariometr oscylował przy pierwszej kresce, a na końcówce lotu przydało się nawet 0,3 m/sek. Analizując zapisy ich lotów byłem w pewnym momencie mocno zdziwiony, że niezawodny program see you zgubił mi 2 szybowce. Okazało się, że przez długi odcinek lecieli tak zwarci jak etażerka, więc na ekranie widać było tylko jeden szybowiec . O różnicach na mecie zadecydowały odmienne własnościach szybowców. Adaś stracił troszkę podczas skoków w bok. Także w życiu się to zwykle nie opłaca.  Tomasz

Dla wnikliwych:

http://www.soaringspot.com/szmp/results/open/daily/day3.html

 http://www.soaringspot.com/kzs15/results/club/daily/day3.html
Komentarze

Dodano: 19.05.2015Przez: FALCON

niesamowity dzień i popis Sebastiana

Dodano: 19.05.2015Przez: Janek

Dziękujemy za relację i trzymamy kciuki za dalsze latanie. Pozdrowienia

© Copyright by Sebastian Kawa

Realizacja: InternetProgressProjekt: Elzbieciak.com