Slider
Get the Flash Player to see the slideshow.

Szybowcowy Tour de Żylina z pogodowymi niespodziankami.

Powtórzę za naszą minister  „Sorry, taki mamy klimat”

Jesteśmy po froncie chłodnym z obfitymi opadami deszczu. Lotnisko jest bardzo mokre i z tego powodu ograniczono masę szybowców w konfiguracji startowej do 500kg. Gdy już latały w kominach, widać było na ich brzuchach brązowy pasek z błota.


Po froncie pogoda szybko się poprawiała. Starty odbywały się w południe, słoneczko mocno przygrzewało. Jednak pierwsza grupa startowała tuż po przejściu wielkiej chmury z deszczem i miała nieco trudności z utrzymaniem się w powietrzu. Warunki poprawiały się jednak niemal z minuty na minutę i każdy następny komin wynosił na większa wysokość. Jeszcze przed otwarciem startu niektórzy osiągnęli 2100m.

Przy okazji mogliśmy obserwować ciekawe przyrodnicze zjawisko, jak potężne ilości żółtego pyłku z sosen, niczym dym z pożarów, unosiły się nad górskimi szczytami. Nie bawi to alergików.

W powietrze wzbiły się też myszołowy i towarzyszyły nam w kominach. Start był ograniczony do 1500m, co miało zapewnić widowiskowy przelot koło Łysej Góry, ale tu niespodzianka. Tuż po przecięciu linii znalazłem silny komin rzucający w górę nawet 4m/s, więc szybciutko wszyscy zamienili się w małe punkciki pod chmurami. Nici z filmowania. Za takie coś jutro oberwiemy; prawdopodobnie pojawi się jakieś dodatkowe ograniczenie wysokości.

W takich noszeniach pierwszy bok przemknęliśmy bardzo szybko, bo prowadził z wiatrem i pod pierwszymi powstającymi chmurkami. Po minięciu Rozsutca na południowej stronie od Małej Fatry spotkała nas przykra niespodzianka. Okazało się, że w tym rejonie zaczęło wiać do 10m/s i znaleźliśmy się nieoczekiwanie na zawietrznej pasma. Zamiast doskonałej termiki na południowych zboczach były tylko duszenia. Dopiero nad lotniskiem w Martin udało się odzyskać wysokość.

Skoro wiało, grzechem było by nie spróbować lotu na żaglu, bo jest to najszybszy sposób. I tak było. Po minięciu Klaka poleciałem niżej wzdłuż zboczy.

Pasmo Vielkiej Luki, a dalej Krywania regularnie pracowało, podrzucając energicznie szybowce w górę. Kto spróbował, ten wygrał.
Obok miasta Nowaki mocno mieszała fala za Fatrą Krywańską, a potem potężny szlak w poprzek trasy, który zaczynał się na Klaku. Udało mi się go wykorzystać. Znalazłem silny komin w okolicy przełęczy nad Nitrańskim Rudnem ( zawietrzna Klaka ), ale duszenia pomiędzy chmurami były ogromne.

Przede wszystkim były to rozległe i regularne obszary, jak na fali, a nasza trasa tradycyjnie już celowała w środek między obszarami wznoszeń. Najgorzej jednak było na przedostatnim odcinku wieloboku. Musieliśmy pokonać odcinku pod wiatr 105 km w kierunku Czech, a tu nagle diametralnie zmieniły się warunki.

Ki diabeł ? Mocny wiatr rozpraszał wznoszenia termicznej i był problem z uzyskaniem na przeskokach zasięg choćby 1: 20 km , który w warunkach normalnych powinien osiągać około 45. Chmury się rozpadały i zaczęły się kłopoty. Trudno wyjaśnić co to było. Na zachód widać było potężną linię konwergencji, szerokości około 40 km,rzucającą rozległy cień. Nasza trasa przebiegała w poprzek jej śladu ciągnącego się z wiatrem i nie było już na tym odcinku zdrowych chmur, tylko dużo ich pozostałości powiększających obszar tłumienia prądów termicznych. Do tego wiało. Nawet w takim miejscu powinny być noszenia w osi starego szlaku, ale nie dziś.

Problemy skończyły się dopiero, gdy udało się przeskoczyć przełęcz koło Radhost’a. Już wiem, co to za posąg tam stoi na szczycie – to Radegast, pogański bożek urody. Po północnej stronie gór wiatr się odchylił i wiał prostopadle do zbocza zapewniając regularne noszenie do samego końca trasy. Nawet niewielkie wodne sraszki nikomu już nie zaszkodziły.
Niemiła przygoda zdarzyła się natomiast ekipie filmowej, która latał za finiszującymi szybowcami żółtym Zlinem. W tych duszeniach i turbulencji zepsuł mu się silnik i pilot wylądował szybowcowym zwyczajem w kapuście. SK

 

 

 

 

 

Komentarze

Dodano: 08.05.2015Przez: Janek

Tak trzymać – zdjęcia coraz przedniejsze. Wynik – jak sądzę – też nie najgorszy…

Dodano: 09.05.2015Przez: Henryk Doruch

https://www.youtube.com/watch?v=DIS2SmJB7WE

„Кто победитель не пишу – я его уже неоднократно упоминал, да и это было предсказуемо.”

© Copyright by Sebastian Kawa

Realizacja: InternetProgressProjekt: Elzbieciak.com