Slider
Get the Flash Player to see the slideshow.

Dzień wariatów

Szybowcowy IFRJesteśmy po froncie chłodnym, ale duża ilość wilgoci i ogromna chwiejność powietrza powoduje, że powstają ogromne burze śnieżne, a właściwie sypie cały czas. Gdy spojrzeć na południe, pogoda jest idealna, ale im dalej na północ, tym więcej opadów i niższe chmury, zresztą zgodnie z prognozą. Masa suszy się ewidentnie na pasmach gór i najlepiej wygląda na południe od Tatr. Niestety dzisiaj lecimy w najgorszą pogodę na północ. Co gorsza dla mnie – bez wody, co oznacza, że super odchudzone ASG jest dzisiaj najlżejsze w klasie. Przy tak silnym wietrze trudno będzie przeskakiwać pod wiatr.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Adam w bojowym nastroju przed startem. Na południe piękna pogoda.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nieco gorszy widok na północ, ale kluby jeszcze atakują trase bez kompleksów. Klasa MIX, jeszcze musi sie wyholować.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

PL nieco smutniejszy, bo bez balastu.

Pierwsze kominy nad lotniskiem są rewelacyjne, ale już od momentu gdy znalazłem się w powietrzu na górach na północ od lotnisk cały czas pada śnieg. Co kilkadziesiąt minut potężne chmury dryfują na Prievidzę. Martin jest za białą kurtyną.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Piąteczka

Postanawiam poczekać, ale niestety po godzinie sytuacja nie poprawia się i wygląda na to, że jest tylko gorzej.  Na Fatrze wygląda to jak mur halniakowy z którego sypie śnieg, a my  musimy niestety polecieć na druga stronę do pierwszego obszaru nawrotów.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

W końcu robi się trochę jaśniej nad doliną i wyciągam kilka niedobitków znad lotniska na trasę. Pierwszy raz odbijam się od ściany Fatry, spływam  z powrotem na zawietrzna w śniegu. Parkuję w słabym noszeniu. Po chwili, przez grzbiet przewala się kilka chmur, które gdzieś po drugiej stronie dostały trochę promieni słońca. Pod takim mini szlakiem  zamierzam przelecieć na druga stronę. Znikam kolegom w ciemności i śniegu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Dalsza cześć trasy to czyste szaleństwo. W śniegu, w bardzo ograniczonej widzialności, dało się lecieć jedynie na żaglu. Co jakiś czas firany śniegu i opary ze zboczy, które zasłaniają całkowicie widok w kierunku trasy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Skaczę do punktu kompletnym IFR. Po powrocie do Zboczy Fatry muszę poczekać znów na żaglu w Terchowej, aż przejdzie wielki opad i będzie można polecieć dalej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nawietrzna Fatry i kopców w kierunku jeziora Orawskiego jest tak zamurowana, że przelatuję przez przełęcz na południe i tu wreszcie przez Wielkiego Chocza mogę na żaglu po niewielkich górkach dryfować w kierunku Tatr. Na lewo mam opad, który chwilę wcześniej zagrodził mi drogę.


OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nad rowem przedtatrzańskim nosi regularnie i nawet można lecieć nad chmurami , tylko po to, by po zawrotce znów na hamulcach wejść pod chmury.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Drogę zagradza kolejna burza śnieżna . Robię zdjęcie, bo nikt nie uwierzy, w jakich warunkach można wyłożyć trasę, a tym bardziej, nikt nie uwierzy w jakich można ją oblecieć. Po chwili burza odchodzi z wiatrem, a ja pomiędzy dwoma warstwami chmur jadę na Wielki Chocz koło Rozomberoka.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z tego wyniosłego kopca udało się przeskoczyć  na nawietrzna Wielkiej Fatry i  tam powoli na słabym żaglu dryfuję wzdłuż  porytych głębokimi  dolinami zboczy na południe.. Niestety tam, gdzie wiatr byłby potrzebny – prawie nie wieje. Wspaniałe warunki  z początków dnia  już się skończyły. Został tylko rozlany szlak w poprzek trasy. Szlak, który pożerał wysokość. Każdy, kto liczył, że przynajmniej na końcówce lotu nieco nadrobi i próbował pod nim polecieć, szybko tracił wysokość i chwilę później wpadał w podmuch 50 km/h i miał kłopoty z powrotem do mety. Ja musiałem skorzystać znów z gościnnych zboczy Vtacznika i jego żagla.

SK

 P.S. Wolna od pracy sobota.  Niebo zasnute chmurami , kryjącymi  szczyty górek wokół Żaru. Zaledwie 2 stopnie C broni może ropuszki przed ponownym zamarznięciem stawu, ale kamery komputerowe  z Previdzy i Nitry podsyłają dość pogodne widoki, więc  żadna siła nie była w stanie utrzymać mnie przed wycieczką za Wielką Raczę. Wątpliwości zaczęły się budzić, gdy   odezwał się brzęczek a na tablicy Skody wyświetliła się pulsująca śnieżynka zwiastując śliską nawierzchnię.  Masz Babo placek … Dwa dni temu zdjąłem z kół zimowe kapcie!  Zwalniać nie musiałem, bo Żywiec stał się  Berdyczowem współczesności, więc  podeszwa nie swędzi na pedale gazu.  Podróże uczą , więc wiem już gdzie w niezbyt odległej przyszłości będą się odbywać u nas blokady dróg. To Węgierska górka , Cisiec  / tam gdzie w czasach zakazów wybudowano w ciągu  jednej nocy kościół/ i Milówka.  Od  Zwardonia  do Czadcy całe zachodnie zbocze zryte jest głębokimi wykopami i  poprzeczne  doliny najeżone strzelistym filarami budowanej autostrady. Mimo weekendu   co rusz  ruch na drodze dotychczasowej utrudniały ciężkie maszyny budowlane a potężne dźwigi  układające potężne przęsła wiaduktów dowodzą, że Słowakom się śpieszy z poszerzeniem drogi na północ . A u nas – właśnie skreślono z budżetu środki niezbędne dla wykonania odcinka te miejscowość wypełniające zwartą zabudową dolinę Soły. Dopiero nad Klakiem urwała się jednolita pokrywa chmur , a niebo urzekało pięknymi cumulusami. Z dobrodziejstwa  dobrych  warunków zdołali skorzystać  piloci  latający w  klasie club. Nim wyholowane 15-tki i Mix  większość ich tras zasłoniły  chmury wygnane przez Królową Śniegu.                                                                                       Wróciła większość szybowców Club. Pojechało w pole, a nawet zdołała zwrócić spora grupa samochodów z wózkami do transportu szybowca. Dzieci zgłodniał. Piesek zdołał przegryźć smycz, a zdołaliśmy się tylko dowiedzieć , że Sebastian „zniknął w czarnym” za  Wielką Luką. Dopiero gdy promienie  słońca nabrały czerwonych kolorów, spod rozlazłej czapy chmur na krańcu doliny otwierającej się ku Dunajowi , zamajaczył jeden a wkrótce drugi szybowiec  ASG-29 z czerwonym noskiem.  Skrzypienie stawów niosło się wokół jak po locie nad  Annapurnę. Mimo takiego wielkiego wysiłku i terapii krogenicznej wydawało się, że wszystko to było daremne, gdyż w tabeli długo wykązywano, iż tylko  tylko 2 pilotów  tej klasy ukończyło trasę. Dopiero wieczorne uzupełnienie tabeli wygładziło lica zmartwioych  zawodniow TK

 

 

.

Komentarze

Dodano: 18.04.2015Przez: robert machel

szacun za takie latanie

Dodano: 19.04.2015Przez: Janek

Czapki z głów. Wygrać z pogodą w takich warunkach – dziękujemy….

Dodano: 19.04.2015Przez: Henryk Doruch

-ja bym sie bal…

© Copyright by Sebastian Kawa

Realizacja: InternetProgressProjekt: Elzbieciak.com