Slider
Get the Flash Player to see the slideshow.

Migracja do ciepłych krajów

Karawana szybowcowa na Słowację

Szybowce wykorzystują w powietrzu te same zjawiska prądów powietrznych co ptaki, nic dziwnego, że gdy zniknęły granice które dla naszych pierzastych kolegów nigdy nie były istotne migrować zaczęli również i szybownicy. Zimą, kilka ptaszków regularnie frunie z bocianim szlakiem do Afryki, ale prawdziwa migracja zaczyna się na wiosnę.

Tuż za bariera Beskidów i Fatry ciepło robi się nawet o miesiąc wcześniej niż w Polsce, powstał więc już regularny cykl zawodów, które zaczyna Nitra, potem przejmuje Prievidza i Martin a następnie za warunkami na północ przenoszą się  na Żar i do Frydlantu. Jest to już od lat cykl największych zawodów na świecie, i w pewnym momencie, gdy w Nitrze startowało 163 zawodników organizatorzy musieli ograniczyć liczbę szczęśliwców dopuszczonych do startu. Stało się już tradycją, że z Polski w stronę słońca i słowackiej wiosny ciągną każdego roku karawany wózków szybowcowych.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Klasa mix.

Zawody mają niespotykaną atmosferę. Bardzo przyjazne podejście organizatorów, którzy przy każdej okazji starają się ułatwiać zawodnikom spełnienie różnych wymogów formalnych powoduje, że przyjeżdża się tu na luzie i z uśmiechem. Po długim okresie bez latania, każdego cieszą drobne prace przy szybowcu, w cieple, i na świeżym powietrzu. Ekstazą jest moment po zamknięciu kabiny, gdy szybowiec rozpędza się po trawie i w końcu unosi nad lotnisko.

Zawody , ze względu na bardzo dużą liczbę poważnych zawodników, którzy przyjeżdżają tu rozpocząć sezon i dobrze potrenować, mają bardzo wysoki poziom, choć formalnie, są to zawody o pietruszkę. I ten fakt powoduje, że bezpośredniej rywalizacji nie czuje się a wręcz przeciwnie, wszyscy są dla siebie serdeczni i cieszą się obecnością rywala, który na poważnych zawodach, byłby jednak wyzwaniem i powodem do stresu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Atmosfera do razu się poprawiała gdy Priewidzę zaszczycił El Condor Wuja !!!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I jak zawsze wesoły Paweł.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Blaszki

i niemal 40 najeźdzców z Polski

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Miła i relaksująca atmosfera zawodów powoduje, że to też chyba jedyne zawody, na które chętnie przyjeżdżają rodziny z dziećmi. Priewidza ma też do zaoferowania tor do lansu na rolkach i rowerach ( chyba jedyne miejsce, gdzie przed wyjściem na trening trzeba zrobić elegancjki makijaż ) , deptak pod Bojnickim zamkiem i Zoo, w którym dopiero co urodziły się lwy. Spodobało się to naszym kolegom z KSS i już tydzień po „poważnych ” zawodach zaczynają sie igraszki dla miłośników obozów przelotowych.

Wiosną pogoda obiecuje wspaniałe warunki, ale dzisiaj niestety nasuwał się front, który zasłonił niebo grubym cirrusem i początkowo powstające cumulusy przestawały w cieniu pracować. Konkurencja w takich warunkach miała być loteryjna, bo schematu, w jakim będą się nasuwały grube chmury jeszcze nie da się przewidzieć a tam, gdzie cień pojawiał się szybciej pogoda momentalnie psuje się. Riaditiel wyznaczył więc krótkie i niemal identyczne trasy dla wszystkich trzech klas na , tylko 2 godziny lotu w okolice Dolnego Kubina i następnie do Zoboru nad Nitrą.

Pecha miała Agata Kuszczak, która nie mogła wystartować ze swoją klasą z powodu wyczepiania się liny. Po krótkiej poprawce wzniosła się w powietrze, ale nie złapała odchodzącego pociągu i spóźniła się na cumulusowy szlak na północ. Przymusowo odwiedziła lotnisko w Martinie i wróciła na sznurku za Dynamikiem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mniej szczęścia miał pilot z Węgier, Ferenc Tomasz, który przerwał start przy tylnym wietrze i skończył dobieg w zbronowanym polu za lotniskiem. Nie poleciał już na konkurencję.

Nasza klasa, po takich emocjach, długo czekała na kontynuację holi, bowiem holownicy patrząc na zasnute już niebo rozeszli się chyba na poranną kawę i popołudniowe piwo, ale w końcu półtorej godziny po klubowcach zaczęliśmy starty. Łatka jaśniejszego słońca stworzyła na nowo warunki do latania i mijając lecące już w przeciwną stronę szybowce klasy klub polecieliśmy na początek naszej trasy w stronę Dolnego Kubina.

Co działo się na trasie.:

Na początku zrobiłem mały błąd, gdy jeszcze na dość dużej wysokości poleciałem w stronę Wielkiej Fatry, zamiast odbić zdecydowanie w prawo i dokręcić w lepszych warunkach poszedłem na skróty liczac na noszenia dalej po trasie.  Adam, wpadał nad Fatrę ciut wcześniej niż ja i znalazł mocny komin. Dla mnie już nie był tak mocny. Zmusiło mnie to do lotu na mniejszej wysokości, na północ, i choć cumulusy wyglądały dość dobrze, to przez bardzo długi czas nie trafiłem dobrego noszenia. Dopiero na samej końcówce boku, gdy już kończył się obszar nawrotów Dolny Kubin posłał mi 2,4m/s. Pozwoliło mi to podnieść się do wysokości Adama, ale ten już wracał, mając w kieszeni 10km trasy więcej. Wykorzystałem to co było w zasięgu i poleciałem na południe. Tutaj znów, podobnie jak w kierunku północnym Adam trafi 2.4 do 2.8, a mnie już nie nosiło. Musiałem nieco nadłożyć po graniach Fatry, gdy Adam poszedł po prostej nad Handlową. Tutaj chyba wreszcie mnie udało się nieco lepiej trafić, bo różnica między nami się zmniejszyła, gdy poleciałem zachodnimi zboczami Vtacznika, i wykorzystałem kilka podmuchów w górę pod na prawdę źle już wyglądającym niebem. Końcówka była dla nas prawdopodobnie lepsza niż dla pozostałej części klasy, gdyż ( znów przez Adama) wytraciliśmy swój czas lecąc dalej na północ, na pierwszym boku,  a tu, w stronę południowa nad Zobor, nie było już warunków by lecieć. Ci, który skrócili na północy, mieli duży problem. W dodatku, znalazłem jeszcze niezły komin nad ostatnia pracująca górką – Tribcem i w ten sposób bardzo nasze smukłe skrzydła wreszcie mogły się rozpędzić w kierunku dolotu. Na Adama i jego pachnącego nowością GOLa nie było dzisiaj mocnych. Uciekł mi nawet jeszcze na samej końcówce.

Następne dni mają przynieść lepsza pogodę.

© Copyright by Sebastian Kawa

Realizacja: InternetProgressProjekt: Elzbieciak.com