Slider
Get the Flash Player to see the slideshow.

Briancon po raz drugi.

Tym razem dało się tam dolecieć.

Znów miały być burze, ale około 14 godziny od południa nad Vinon i Alpy nasunęła się dziwna masa powietrza, z niewielką ilością chmur średnio wysokich z castellanusami. Prawie przestało nosić. Wydawało się, że gdy to powietrze, z wilgocią dojdzie nad góry, to będą burze z gradem, a tymczasem wszystko „siadło” i temperatura w kabinie szybowca osiągała rekordy godne piekarnika.

Z Vinon trzeba lecieć jeszcze około 40 km na takim „Podkarpaciem” zanim osiągnie się góry

Francuzi zniknęli gdzieś godzinę wcześniej, zanim ja zdecydowałem się wystartować. Okazało się, że w słabej pogodzie polecieli na trasę. Ze mną poleciał jak zwykle mały peletonik i początkowo trochę lepiej nam się szczęściło, niestety kluczowy dla zadania okazał się Pic de Bure. Dzisiaj dla nas nie był łaskawy, nie dał podparcie a tylko straszył potworną turbulencją. a kilka minut za nami dawał już Rosjanom 4,5m/s.  Jest to kluczowa góra, jeśli nie uda się nad nią uzyskać dużej wysokości,to  przeskok do góry Morgon, jeziorka Poncon i doliny Barcelonette na wschód jest niemal niemożliwy. Tym razem z Mirkiem musieliśmy uciekać spod Pic z podkulonymi ogonami i nawet nie spodziewaliśmy się jakie kłopoty będą dalej. Spróbowałem przelecieć południowym zboczem Ecrins, ale tam ledwie podtrzymało. Komin, który się odrywał był strasznie poszarpany i nie do wykorzystania. Straciłem tylko wysokość.  W końcu spadłem nad jezioro Serre Poncon. Wydawało mi się, krytycznie nisko, ale w dole latało jeszcze kilka szybowców gotowych do wodowania. Tu rozlana chmura uratowała towarzystwo, ale niestety już bez Mirka, który 30 sek wcześniej uruchomił silnik. Dalej lecieliśmy w przedziwnej pogodzie, był bardzo silny wiatr, turbulencja i rozlewające się wypiętrzone chmury. Różnice wysokości podstaw po północnej i po południowej stronie zboczy ponad 1000m. Nad Coll de Var było ciemno, wiało 50 km/h z południa, ale nad samą przełęczą dobrze nosiło.

Na północ dolina Embrun, z bardzo niskimi chmurami. Na szczęście lecimy dookoła.

Na celowniku Jausiers, za tym pasmem gór.

Tam wypatrzyłem  kilka innych szybowców, okazało się, że to Czesi i nad Briancon udało mi się dogonić Jarosława Tomanę PX.  Z powrotem wybrałem lewą, wschodnią stronę doliny. Wydawało mi się, że nawietrzną, ale nie było tam rewelacji. Ogromne chmury powyżej, do tego fala i wiatr do 50km/h strasznie mieszały atmosferą. Na zboczu były laminarne noszenia 2m/s poprzeplatane z ogromnymi duszeniami do 5m/s. W końcu podleciałem pod ładnie wyglądający szlak i ostrożnie od zawietrznej przeleciałem pod nim na południowe zbocza Morgon. Gdyby mi sie nie udało miał bym znów sporo kłopotów.  Francuzi, którzy lecieli godzinę wcześniej wybrali prawą stronę, zachodnia doliny i tam napotykali noszenia dające impulsy  do 7 m/s… Cóż, tak było  godzinę wcześniej, ale Jarosław Tomana z Czech, który miał informacje o tych kominach i leciał mniej więcej w tym samym czasie co ja, po przejściu na ścieżkę Francuzów musiał spędzić w górach jeszcze pół godziny dłużej. Wydawało mi się się, że był to bardzo przegrany dzień, ale po ogłoszeniu wyników okazało się, że tym razem własne boisko pomogło tylko DIDowi, który pokonał trasę jedynie kilka minut szybciej niż ja. Francuzi mieli doskonałe warunki w górach, ale początek trasy lecieli dużo wolniej.

No to spadam do domu. Pa.

SK

 

 

Komentarze

Dodano: 17.06.2013Przez: Mirek

Co tam 200 pkt. Najważniejsze, że dla nas kiboli zawody stały się jeszcze bardziej pasjonujące, a MOC i tak jest z Tobą. Piękne foty, piękne góry, super relacje z pierwszej ręki 🙂

Dodano: 18.06.2013Przez: Patryk Gajewski

Dziękujemy za wyczerpujące relacje i czekamy na więcej 🙂

Dodano: 20.06.2013Przez: Maciek

Nic dodać nic ująć… A jak się zestawi Twoje świetne relacje z ‚filmem’ przy odtwarzaniu IGC to prawie jakbyśmy tam byli! Trzymamy kciuki, oby tak dalej.

© Copyright by Sebastian Kawa

Realizacja: InternetProgressProjekt: Elzbieciak.com