Slider
Get the Flash Player to see the slideshow.

Briancon w deszczu.

Francuzi pokazali kto jest u siebie.

Dzisiaj od rana niebo było zasnute szarą grubą powłoką, która stopniowo odsuwała się w stronę Włoch. Meteorolog uznał jednak, że wypiętrzające  się chmury o niskich podstawach ,które pełzały w okolicy Saint Auban na wysokości 1500m, grubo poniżej szczytów, odsuną się i będzie się dało tam latać w dolinie Durance zanim powstaną z nich  burze. Niestety tak się nie stało. Czekaliśmy bardzo długo na odsłonięcie się trasy,a nim warstwa tych  chmur powędrowała w kierunku Italii , od równinna  zachodzie  napłynęły kolejne nad pasmo Mt. de Lure  i po  wypiętrzeniu się  w  Cb zaczęły rosić okolicę. Wyczekaliśmy z  Mirkiem do momentu, gdy luka pomiędzy tymi dwoma obszarami odsłoniła drogę w głąb na północ i pognaliśmy do pierwszego obszaru. Niestety był to okrąg o średnicy 40 km ze środkiem w Briancon, które właściwi cały dzień  było w chmurach i w deszczu. Krawędź obszaru była 30 km na północ od najbardziej wysuniętego w tę stronę komina termicznego zlokalizowanego w okolicy Blayeul. Przejechaliśmy po górach „Parkuru”, które ledwie podtrzymywały i z wysokości szczytu Morgon polecieliśmy na północ. Ponieważ nie było wiatru i wszystko wydawało się zacienione zdecydowałem się polecieć na zachód, gdzie świeciło słońce. Mirek skoczył standardową drogą pod Giulaume.  Mirek spadł i musiał po raz kolejny zużyć kilka litrów paliwa. Ja z trudem wygrzebałem się z pułapki, bo niestety zbocze , które prawie nie nosiło, było kilka km przed strefą i musiałem polecieć jeszcze na północny zachód by się odbić od ziemi. Było tam co prawda na końcu 3m/s, ale podstawa bardzo nisko i niewiele to już zmieniało. Właściwie od zawrotu leciałem pod obniżającymi się chmurami, by znów przeskoczyć do „Parkuru”  na krytycznie małej wysokości,. W deszczu przebiłem się na południe przelatując tylko 100m nad przełęczą.  Tam zupełne inny świat. Po stracie godziny na zboczach w masywie Ecrins wleciałem pod wielki szlak konwergencji, który pozwolił odbić się po pozostałych strefach od końca do końca. Francuzi z mojej klasy dotknęli tylko strefy północnej i nawet nie próbowali dolatywać do zboczy kilka km dalej, tylko zawrócili na małej wysokości na południe. Coś, co mnie wydawało się pewnym lądowaniem w terenie. Ale jakimś cudem przed Parcurem złapali słąbiutki komin a to pozwoliło im przelecieć cień i dostać się do dobrych warunków na południu. Cóż kosztowała mnie ta nauka ponad 200 pkt, ale musiało tak być. Prędzej czy później zdarza się taka konkurencja, że ściany gospodarzom pomagają, a wyznaczanie trasy w deszcz, podczas gdy nad Vinon było bardzo ładnie było dodatkowym utrudnieniem dla zamiejscowych pilotów, którzy nawet w ładnej pogodzie w górach czują się nieswojo.

Zdjęć nie ma , bo w deszczu było zbyt gorąco.

SK

Komentarze

Dodano: 16.06.2013Przez: Piotr Szafrański

„Coś, co mnie wydawało się pewnym lądowaniem w terenie”. I tak rozumiem było, to że ktoś miał szczęście nic nie zmienia. Pan nam wszystkim pokazuje nie tylko „jak się lata” ale też „jak się lata bezpiecznie”. Dzięki.

© Copyright by Sebastian Kawa

Realizacja: InternetProgressProjekt: Elzbieciak.com