Slider
Get the Flash Player to see the slideshow.

Otwarcie startu lotnego 15:37

Pogoda nie chce pokazać swojego lepszego oblicza. Nawet tu.

Po froncie chłodnym nie ma dobrej pogody. Duże chmury powyżej i słabe noszenia przy ziemi. W naszym klimać coś nienormalnego,ale w Prowansji tak jest. Pozwoliłemsobie zadzwonić nawet do Jeana Marie Clementa, który o lataniu w Vinon wie wszystko, by mi wytłumaczył jak przy takiej kiepskiej pogodzie pokonać trasę , ale ten stwierdził tylko, że pogoda jest nielotna. Faktycznie, było słabo. Wyholowane długale przez godzinę męczyły się na 200 metrów nad pobliskim zboczem, zanim komin uniósł ich w górę. Jeden nawet wylądował w polu 10 km od lotniska. Ponieważ przed ich startem kierownik lotów był jeszcze pełen optymizmu polecieli w najwyższe góry, nad którymi rozsiadły się już dychawiczne congestusy z deszczem.  Musieli wykorzystywać bardzo słabe noszenia, ale jakimś cudem obronili się. Nasze starty odłożono i zadania zostały zmienione dla nas i dla piętnastek. Naszej klasie udało się dopaść uciekających na wschód kilku cumulusów, które niemal ocierały się o strefę zakazaną. Gdy tylko nabraliśmy wysokości zaczęły się rozpadać i  zachęciłem Mirka byśmy nie czekając odlecieli na trasę. Konkurenci nie mieli wyjścia, tylko musieli polecieć za nami. Jeśli chcieli czekać stracili by tylko wysokość. Gorzej miały szybowce klasy 15m, które startowały po nas i pogoda nad Vinon znów już się psuła. Musieli odlatywać na wschód z małej wysokości.

Pierwsza roszada odbyła się dość szybko, na zboczu Montagne de Lure. Szybowce, które były ciut niżej musiały okrążyć tą długą górę . Ja przeleciałem dość wysoko, ale za nią nie miałem dobrego komina. Nie mniej, konsekwentnie będąc już na stronie zachodniej odbiłem jeszcze bardziej na zachód i korzystałem tam z noszących krawędzi rozlewających się chmur. Dzięki temu zniknąłem peletonowi. Dalej sytuacja była skomplikowana. Musieliśmy wykorzystać prawie 3 godziny lotu, a pogoda w następnych obszarach była słaba. Gdy odchodziliśmy z lotniska „parcur” nie wyglądał zachęcająco i by wykorzystać cały czas konkurencji , skracając lot w pierwszym, obszarze musiał bym polecieć tam w złe warunki. Wtedy dostałem informację, że Czesi polecieli właśnie w ten rejon i mają się dobrze. Nasilił się wiatr i powstałą tam linia zbierzności.  Zawróciłem więc, gdy skończyły mi się łatwe do wykorzystania połączenia z chmury do chmury. Wróciłem tą samą trasą przez De Lure, okrążając chmury od zachodu, ostrożnie i wysoko. Faktycznie, nad parcurem z łatwością można było lecieć przy zboczach i w końcu w południowej części silny komin wyniósł mnie do samej podstawy. Zawróciłem przy jeziorku Croix Haute nad malowniczo wklejoną w zbocza starą miejscowością  Moustiers St Marie. Wypatrywałem konkurentów, ale nikogo nie było. Pognałem na północ. W tym czasie w drugim rejonie zawrócił też Mirek. On poleciał nad ulubionego Blayeula, a ja nieco na zachód, bliżej Saint Auban, nad równoległą górkę. Pogoda zaczęła się psuć i nie bez stresujących sytuacji niemal jednocześnie dotarliśmy do czoła burzy, która kropiła po standardowej trasie wzdłuż parkuru i jego gór Blanche. My byliśmy znów na jej zachodniej krawędzi i trafiliśmy bardzo dobre jak na ten dzień kominy. Powrót do Vinon był bardzo łatwy.

Okazało się, że DID poleciał w pierwszym obszarze nieco dalej na północ ciągnąc za sobą większość peletonu. Przez to był nad parcurem i w krytycznej części na północy dużo później i dlatego nikogo nie widzieliśmy. Pogoda nie utrzymała się jednak tak długo i DID który wykorzystał swoje ścieżki, wydłużając lot po zboczach do maksimum na południe, w drodze na północ miał już nad Blayeulem duże kłopoty. Czesi,którzy lecieli za nim zawrócili wcześniej, nieco ostrożniej i wygrali na tym.

 

© Copyright by Sebastian Kawa

Realizacja: InternetProgressProjekt: Elzbieciak.com