Slider
Get the Flash Player to see the slideshow.

Na wodach Atlantyku

Dzień wolny.Aktywny front chłodny , który podesłał w nasz rejon burzę podczas ostatni rozgrywanej konkurencji, zrzucił swój balast wodny na pustynne okolice Mendozy, oraz  północnej Patagonii i wyparował. Przedwczoraj jego resztki zawisły nad nasza okolicą rozwiewając nadzieje na przyzwoite latanie. W tej sytuacji podpowiedziałem, aby wykorzystać możliwość wyjazdu na Atlantyk do Claromeco, gdzie mieszkają państwo Trybuchowicz , którzy prowadzą tam cukiernię Los Polacos . Jest tam piękna piaszczysta plaża. Przy okazji wielu doświadczyło jak działa południowe słońce i przekonało się dlaczego w egipskich karnych  obozach pracy na pustyni nie ma żadnych ogrodzeń a tylko na noc zabierane są więźniom buty a reglamentowana jest i ściśle strzeżona woda. Przybyliśmy rano, więc na pas nadbrzeżny zwilżony wodami odpływu dostaliśmy się bez problemu. Po dwu godzinach Jacek Dankowski  i Sebastian chcieli przedostać się do samochodu. Trzeba było sforsować pas suchego piasku szerokości około 100 m , który w międzyczasie nagrzał się już odpowiednio. Nieświadomi tego wkroczyli bez uprzedzeń na piasek i po około 30 krokach zaczęli wykonywać  ruchy, jakby wdepnęli w gniazdo tarantuli. To nie pomogło. Każdy ratował się na swój sposób . Jacek wykorzystał to, że miał mokre spodenki- klapnął na tyłek i fikał nogami chłodząc stopy. Sebastian próbował pokonać pole sprintem, lecz nie zdzierżył i w pośpiechu kopał jamki , aby dostać się do głębszej, chłodniejszej warstwy. Mimo to obaj poparzyli stopy, lecz wspaniała woda ukoiła ból. Pan Aleksander zorganizował wynajęcie dużej  łodzi turystycznej, więc 8 osób zaokrętowało się na 3 – godzinną wycieczkę po falach  Atlantyku połączoną z wędkowaniem. To zajęcie kojarzy się nam z wielogodzinnym, wyczekiwaniem, nim jakiś kiełb zakołysze spławikiem. Na łowiskach wokół Falklandów  jest inaczej. Gdy łódź  dotarła do obszarów rybnych nasi amatorzy wędkowania doznali szoku. Nim haki z obciążnikiem docierały do dna już przechwytywały je  ryby. Łapały nawet puste haki bez przynęty, toteż w ciągu kilkudziesięciu minut 200 – kilogramowa beczka zapełniła się małymi rekinami, łososiami  i różnymi rybami. Wolność odzyskała wodna szybowniczka – piękna manta. Część ryb dotarła z nami na ruszt przy polu namiotowym i znakomicie urozmaiciła wieczorne menu.  TK

© Copyright by Sebastian Kawa

Realizacja: InternetProgressProjekt: Elzbieciak.com