Slider
Get the Flash Player to see the slideshow.

Parady i wprawki techniczne

Już za nami wielkie imprezy otwarcia. Społeczność Uvalde jest wyjątkowa.

Każda z ekip ma swego sponsora. Przedwczoraj wieczorem w ogromnym saloonie , przy jeszcze większej hali aukcji bydła, przygotowano nam teksański poczęstunek z pyszną wołowiną, porcją fasolki i warzyw.Uczestników obdarowano miejscowym kapeluszami z trawy. Można było też sprawdzić jak smakują po zachodzie słońca trunki z górnych półek wesołych przybytków, uzyskać fotografię z autografem Miss Rodeo i potańczyć przy muzyce country. Z kolei we wczorajszy, sobotni ranek, zamknięto jedną z głównych ulic i w wielkiej paradzie przewieziono nas przez całe miasteczko na stadion sportowy. Każda ekipa miała swój oryginalny pojazd przygotowany przez swego sponsora. Holendrami opiekuje się zespół zieleni miejskiej,więc urządzono im platformę kwiatową. A Francuzów, jakże by inaczej, skojarzono z kuchnią, więc miejscowa restauracja ustawiła im elegancki ogródek gastronomiczny na kółkach, zespół Japończyka Makoto, którym jest jeden krajan, amerykanka i dwu Polaków, oraz w jeszcze jakaś inna ekipa ruszyli do boju na stylowych wozach strażackich. Nieliczna ekipa Rosjan wylewała się ze samochodu na drewnianych szprychach, niczym dobrze odżywieni ojczulkowie mafii sycylijskiej. Polska flaga powiewa wśród wiatraków pomp wodnych, gdyż skojarzono nas z firmą Uvalco zajmującą się sprzedażą wyposażenia farm, toteż nasz pryncypał zmontował platformę która wyglądała jak stara lokomotywa, bo zainstalowano na niej potężnego grilla w którym można było upiec byka, oraz wysoką wędzarnię. Dodatkiem był bardzo wysoki maszt teleskopowy z polską flagą, toteż Sebastian miał sporo roboty, aby zdejmować go przed liniami elektrycznymi. Podczas ceremonii otwarcia zaśpiewał nam pięknie utrzymany król nieba z okresu drugiej wojny światowej, Mustang, którego potężny bas jeszcze dziś wywołuje dreszczyk respektu.                                                                                                                                                                                                 Po paradzie z niepokojem udaliśmy, się na lotnisko, by zdiagnozować i usunąć groźną usterkę szybowca. Okazało się, że rozłączyła się dźwignia od cięgła uruchomiającego zawór spustowy. Nie trzeba było nic spawać ani dorabiać. Ale jak znaleźć w zamkniętej szczelinie burty brakujące elementy. Na szczęście meksykański mechanik, dyżurujący przy samolotach odrzutowych, pożyczył nam sondę magnesowa, więc udało się z jej pomocą zlokalizować i wyciągnąć stalową podkładkę, ale zniknęła, albo jej nie było, sprężynująca zawleczka Segera. Wydawało się, że trzeba będzie się chwytać kowalskich sposobów i z drutu wykonać odpowiednie zabezpieczenia, bo jak w małym miasteczku stóp i cali zdobyć metryczny element w czasie, gdy wszyscy już świętują po pracowitym tygodniu? Ale to jest Ameryka! W czynnym jeszcze sklepiku udało się dobrać brakujący element dzięki któremu zawory znów działają. Mam nadzieję, że to już ostatnie ćwiczenie z zajęć praktycznych przy szybowcu i jego wyposażeniu, bo za parę godzin zaczynają się wyścigi. Tomasz

 

Komentarze

Dodano: 06.08.2012Przez: mieszko

Amerykańskie parady, czyli „na zachodzie bez zmian” 🙂

Dodano: 06.08.2012Przez: Sebastian Kawa

Brawo Sebastian tak trzymaj!!! Pozdrowienia z Toronto wyraz z gratulacjami dla Ciebie I Tomka Andrzej z Familia

© Copyright by Sebastian Kawa

Realizacja: InternetProgressProjekt: Elzbieciak.com