Slider
Get the Flash Player to see the slideshow.

Jeszcze jeden medal dzisiaj

W notatce „Pierwsze koty za płoty”  z początku mistrzostw napisałem:

-Idę o zakład, że kiedyś z powodu złej pogody będą trudności w przekroczeniu progu minimalnej ilości konkurencji. Nie przypuszczałem , że to proroctwo spełni sie tak szybko i to w Nitrze, która ma przecież bardzo dobry klimat jak na nasz region geograficzny. Choć klasa światowa , jak pozostałe , rozgrywała w normalnym terminie 4 wyścigi, a nawet zorganizowano dla niej dodatkową konkurencję w dniu rezerwowym po oficjalnym zamknięciu mistrzostw, zaliczono tylko 3 wyścigi a to jest poniżej minium czterech niezbędnych dla uznania zawodów . Stało się tak , gdyż podczas drugiej konkurencji niemal wszyscy piloci usiedli w polach na pierwszym odcinku trasy, a pogoda podczas zawodów dopełniła reszty. Jeśli ktoś czytał „Podróże Guliwera” to pamięta fragment w którym Guliwer podczas spaceru w krainie olbrzymów napotkał na ścieżce ogromne krowie łajno i chcąc się popsać przed paniami usiłował przeskoczyć je a wpadł w sam środek tego placka. Ten syndrom Guliwera prześladował ciągle pilotów PW-5 , które nie mają tak dużego zasięgu jak szybowce większe , a podczas tych mistrzostw niemal w każdej konkurencji występowały duże obszary bez wznoszeń. Choć nie gnębiły nas takie kataklizmy jak w Polsce , ołowiane przeciekające niebo, nie pozostanie dobrym wspomnieniem. Przeczytaliśmy z Sebastianem cały zestaw książek i magazynów zabranych na taką okoliczność , zwiedziliśmy wszystko co ciekawsze w okolicy. Godną i zdrową rozrywką na te deszczowe dni były wielogodzinne kąpiele w basenach termalnych. To nawet dość miłe uczucie , gdy siedząc, lub pływając w bardzo ciepłej wodzie nie musisz zważać na potoki wody spadające na głowę z chmur. Interesującą rozrywką było też dokarmianie i zabawy z duża gromada młodych, oraz maleńkich kotów, które przygarnęła właścicielka naszej kwatery. W częstym szumie deszczów nie drażniło nawet częste szczekanie gnębionego reumatyzmem najstarszego hałkacza w diedinie , którego litościwi gospodarze,Adamkowie, przygarnęli z lotniska, gdy już stracił wzrok, węch i ogłuchł. Brakowało jednak latania. Po dwu pierwszych konkurencjach było 6 deszczowych dni podczas których urwaliśmy się nawet na krótki urlop do domu. Dzięki pełnej mobilizacji wymęczono jeszcze dwa wyścigi i znów do końca deszcz. Podczas zakończenia imprezy zażartował w obecności , że teraz z pewnością deszcz przeniesie się na Litwę , bo tam zaczynają sie kolejne zawody szybowcowe. Oznajmili mi: -On już tam jest ! Potwierdza się więc powiedzenie , iż jeśli chcesz nawodnić pustynię , to zorganizuj tam wielkie zawody szybowcowe. Baliśmy się takiej pogody w której tak wiele zależy od szczęścia a niskie chmury nie pozwolą na latanie w górach, w których Sebastian czuje się najlepiej, bo dają one więcej alternatyw dla realizacji lotu i łatwiej zgubić mniej zdesperowanych konkurentów. Z powodu wlokących się po ziemi chmur, ani razu nie udało się polecieć poza najbliższą wyższą górkę Tribec, choć marzyły się nam loty nad górami Matra,Fatra, Tatra. Przy mini konkurencjach każda chwila jego lotu lidera, każdy jego ruch, jest pod pełną kontrolą konkurentów , a najmniejszy błąd może spowodować straty nie do odrobienia. Mimo to los sprzyjał nadal Sebastianowi i w jego kolekcji zawisł 11-ty już złoty medal z mistrzostw świata i Europy. Tegoroczne były już 14 -ta międzynarodowa impreza zorganizowana w Nitrze od 2003 roku i czwartymi z kolei rozgrywanymi tutaj mistrzostwami Europy. Wypróbowany, zgrany zespół dobrze wypełniał swe zadania, ale wyraźnie widać , że zaczyna wygrywać rutyna i impreza nie miała takiego blasku jak poprzednie mistrzostwa. Skromnie wypada to porównaniu do ubiegłorocznych mistrzostwa świata, rozgrywanych również na Słowacji – w Prievidzy. Te w gnieździe „Dynamica” były z pewnością najlepiej zorganizowaną imprezą szybowcową w jakiej kiedykolwiek uczestniczyliśmy – perfekcyjnie przygotowane w każdym wymiarze i rozgrywane w atmosferze pełnego zaangażowania , oraz serdeczności. Miejmy nadzieję, że przelicytuje to w 2013 r. nasz ambitny zespół z Ostrowa Wielkopolskiego, który w Nitrze przejął flagę FAI i wnikliwie podglądał przebieg mistrzostw.

Tomasz Kawa

 

 

© Copyright by Sebastian Kawa

Realizacja: InternetProgressProjekt: Elzbieciak.com