Slider
Get the Flash Player to see the slideshow.

Fascynujący finał

Fascynujący przebieg miała ostatnia konkurencja mistrzostw świata w wyścigach szybowcowych.

Błękitne niebo i pojedyncze chmurki o wysokich podstawach nie zapowiadały niespodzianek pogodowych. Wyznaczono 260 km trasę wyścigu.

Wydawało się, że pierwsza pozycja Tilo Holighausa nie jest zagrożona przy 8- punktowej przewadze nad Sebastianem, a tymczasem już na początku wyścigu zapachniało sensacją. Spontanicznie uformowała się prowadzona przez Sebastian bardzo mocna grupa pilotów, która wykorzystując mocną konwergencję nad południowym pasmem gór szybko uzyskała przewagę nad peletonem. Część uczestników wybrała klasyczną drogę wzdłuż północnego łańcucha gór. Tymczasem nie wiodło się Holighausowi. Leciał na końcu stawki ze stratą około 200m do czołówki. W takim wyścigu to dużo.

Komentatorzy obrazowej relacji z przebiegu wyścigów zaczęli już kalkulować, która pozycja na mecie musiałby w tym wyścigu zająć Tilo, aby utrzymać złoty medal w przypadku zwycięstwa Sebastiana premiowanego 11-ma punktami. Sebastian nie zdawał sobie sprawy z sytuacji, ale konsekwentnie ciągnął do przodu czołówkę, choć wlecieli w obszar słabej termiki bezchmurnej. Jako pierwszy osiągnął krańcowy zachodni zwrotny punkt trasy. Liczył na mocne wznoszenia termiczno zboczowe, które regularnie formowały się tam jak na Pic de Bure w Alpach. Jednak najwyraźniej Hefajstos uciął sobie drzemkę i palenisko wygasło. Ikonka sygnalizująca lot Sebastiana przygasła i stanęła wykazując zerową prędkość. Za to mnie przyśpieszyło tętno,bo mogło to oznaczać katastrofę. Pozostali piloci też mieli problemy i w słabiutkich wznoszeniach walczyli o uzyskanie wysokości gwarantującej przeskok na nawietrzną stronę grzbietu prowadzącego do kolejnego punktu zwrotnego. To zatrzymanie pozwoliło Holighausowi i kilku innym pilotom na dołączenie do czołówki. Gdy moje ciśnienie krwi wzrosło do krańcowych wartości ikonka Sebastiana drgnęła. Nabierał wysokości w słabym wznoszeniu. Tym razem on wpadł w rolę goniącego grupę. Od tego momentu ton wyścigowi nadawał mieszkaniec Marsylii Giles Navas. Wykorzystując doskonałą znajomość gór ,w których lata na co dzień, podczas samotnego rajdu wysforował się parę kilometrów do przodu. Na drugą pozycję wyskoczył Gatfield. Wydawało się, że będzie miał poważne kłopoty, bo spadł bardzo nisko, lecz w sytuacji krytycznej trafił na mocny komin i znów gnał po zboczach do mety. Fortuna przypomniała sobie o Tilo i zafundowała mu kilka dobrych wznoszeń. Dołączył do Sebastiana. Zmniejszyli dystans do Giles’a.Fascynujący był dolot. Sebastian podczas lotu przy zboczu po mistrzowsku wyłuskiwał prądy zboczowe z załomów skalnych pasma. Ograł Tilo i wysunął się na drugą pozycję. Na końcowym etapie wyścigu spłynęli do niego z większej wysokości Bouderliqe i Neis z Francji.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Lecieli skrzydło w skrzydło, lecz Sebastian na finiszu zboczył pod niewielką chmurkę. Zyskał parę metrów wysokości co pozwoliło mu na wyprzedzenie podopiecznych Napoleona latających także na JS 3. Tu swe walory wykazał wypieszczony Ventus 3. Na ostatnich metrach przed wirtualną metą on także wysunął się przed Francuzów.

Tilo Holighaus wygrał mistrzostwa zasłużenie. Prezentował w tych zawodach wysoką skuteczność i wielką aktywność. Oprócz satysfakcji ze zwycięstwa w prestiżowych i bardzo trudnych mistrzostwach ma drugi powód do radości. Produkt jego zakładów, Ventus 3 po raz drugi wygrał konfrontację z JS3 budowanym w RPA. Także dwukrotnie pokonały JS 3 nasze Diany. Podczas mistrzostw świata w Australii na Dianie 2 Sebastian wygrał z JS 3 w w wersji 15m, a w maju br.  na  Dianie 3 pokonał JS 3 i inne szybowce  klasy 18- metrowej podczas mistrzostw Europy  w Stalowej Woli. Mistrzostwa w La Cerdanya były świetnie zorganizowane. Dobrze działał system obrazowania wyścigów.                                                                                                                                                                                                                                                      Panowała wspaniała atmosfera. Ośrodek lotniczy La Cerdanya warto polecić pilotom, którzy chcą dobrze polatać w górach. Czekają tu na nich sympatyczni gospodarze, piękne widoki, dobry klimat, oraz niezwykle różnorodne warunki do latania.Wiele się tu można nauczyć. Tomasz

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Takie smaczki tylko w szybownictwie. Dwaj główni rywale,Tilo przy skrzydle i Sebastian przy kadłubie, spychają wspólnie napowietrzny rydwan na miejsce postoju.

Jeszcze trochę opowieści, śpiewów, uściski dłoni i … do zobaczenia znów.

Komentarze

Dodano: 13.06.2019Przez: Andrzej Kusiński

A co to było z tymi niedozwolonymi częstotliwościami radiowymi za które wszyscy nasi reprezentanci dostali po 300 sekund kary?

Dodano: 13.06.2019Przez: sebkaw

Karanie selektywne. Wszyscy czasem korzystali z możliwości rozmowy poza jedynym kanałem oficjalnym. Tomasz

Dodaj komentarz

Imię i Nazwisko:

E-mail:

Treść:

© Copyright by Sebastian Kawa

Realizacja: InternetProgressProjekt: Elzbieciak.com