Slider
Get the Flash Player to see the slideshow.

Nie brakuje emocji w La Cerdanya

Krótki wyścig w trudnych warunkach podnosi mocno ciśnienie krwi zawodników i kibiców.

 Przechodził dziś nad nami front chłodny. Przy takiej sytuacji meteorologicznej w naszym klimacie nawet wędkarz nie wychyliłby nosa z chałupy.

Tu front chłodny wrzucił w południe trochę więcej cumulusów ślizgających się po wierzchołkach gór na wysokości około 2300m /1000 m nad poziom lotniska/ .

Odroczono starty o godzinę, aby silny wiatr przepędził je.

Zrobił to zbyt dokładnie, bo zniknęły zupełnie, co nie ułatwiało lotów. Już dolot do startu wróżył niespodzianki, bo rozległe opadanie powietrza zdusił wiele szybowców, w tym naszych, poniżej linii startu. Początkowo cały rój toczył się zwarty pod wiatr, ale już po kilkudziesięciu kilometrach peletonik rozciągnął się. Dzisiaj Brytyjczyk Jon Gatfield postawił wszystko na jedną kartę i gnał samotnie nad grzbietami pasma. Piloci zajmujący pierwsze pozycje pilnowali się wzajemnie. Prowadzili stawkę i pilnowali się bardzo by w locie pod bardzo silny wiatr nie popełnić błędu wyeliminowałby z gry. Po osiągnięciu skrajnego punktu trasy Tilo Holighaus pofrunął za Gatfieldem, Sebastian bardzo rozważnie wykorzystał napotkane wznoszenie i na szczycie roju skutecznie walczył o uzyskanie wysokości operacyjnej. Holighausowi sprzyjał los. Wydawało się, że będzie z dołu oglądał Sebastiana, oraz czołówkę wyścigu, ale złapał windę wznoszącą go z prędkością 4-5m/ sek. Widział to Sebastian, więc poganiał swoje koniki, ale nim doleciał do tego miejsca Tilo odrobił różnicę wysokości. Nadal szybko wznosił się w kominie a Sebastian musiał się zadowolić słabnącym wznoszeniem. Tym razem Tilo miał ponad 300m przewagi wysokości. W międzyczasie prący do przodu Gatfield wpakował się w niezłą kabałę. Zleciał do wysokości około 300 m nad bardzo niegościnny teren. Sytuacja nie do pozazdroszczenia, ale z osłoniętego jaru bardzo aktywny prąd termiczny uratował go z wielkiej opresji i wyniósł na wysokość dającą szansę na lot po zwycięstwo. Przed ostatnim punktem połknął go Tilo. Sebastian odrobił dystans i zniwelował różnicę wysokości, ale na krótkiej 220 km trasie nie zdołał dogonić Niemca. Wydawało się, że prześcignie Brytyjczyka, bo mając przewagę wysokości gnał z prędkością większą o 50- 60 km/h, ale do mety było zbyt blisko. Mimo wszystko uzyskał 2. miejsce w wyścigu, gdyż okazało się, że Jon nie doleciał do jednego punktu zwrotnego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Także w klasyfikacji generalnej Sebastian lokuje się na drugiej pozycji. Jutro finał.

Komentarze

Dodano: 07.06.2019Przez: Maciej Kukliński

3-mam kciuki 🙂

© Copyright by Sebastian Kawa

Realizacja: InternetProgressProjekt: Elzbieciak.com