Slider
Get the Flash Player to see the slideshow.

Ostry wyścig

W niżu biskajskim da się latać.

Błękitne niebo i rześkie powietrze zachęcały do żwawych ruchów, więc w środę trochę nas zaskoczył komunikat o odwołaniu wyścigu, ale rzut oka na zdjęcia z kosmosu wyjaśniał wszystko. Nad Zatoką Biskajską i Hiszpanią zawirował aktywny niż. Mieszkamy na wysokości szczytu Śnieżki w centrum narciarskim Molina, ale wysokie góry tworzą tak głęboką dolinę, że mimo

silnego wiatru jest tu zacisznie jak w starej chałupie, ale natychmiast po zachodzie słońca robi się zimno. Dopiero po zjechaniu w dolinę La Cerdanya stało się jasne dlaczego na niebie stoi potężna chmura falowa. Przerwa w lotach dała okazję dla zwiedzania okolicy. Łatwo zrozumieć dlaczego między dwoma mocarstwami ostało się maleńkie księstwo Andora. Tutejszy klimat jest surowy jak na tę szerokość geograficzną. Kamienista ziemia rodzi liche żyto i jęczmień, ale mnogość zielonych łąk daje dobre warunki do hodowli krów i koni. Lasów jest dużo i drzewa na stokach dorodne, ale trudno je stąd wywieźć, toteż nie nadawały się te górskie enklawy na perły w koronie. Teraz sytuacja zmieniła się radykalnie. Dla mieszkańców prażonej słońcem Iberii taka oaza niesie latem okazję do oddychania czystym i rześkim powietrzem, a zimą do śniegowych uciech. Kamienia i drewna pod dostatkiem, toteż podnóża okolicznych gór obrosły nowoczesnymi osadami. Na szczęście, ktoś zadbał o to aby zachować styl regionu i tradycyjne materiały budowlane, więc nie ma tu chaosu i tandetnej pstrokacizny.

Fala ustąpiła miejsca frontowym chmurom deszczowym, ale te silny wiatr przerzucił w nocy nad górami. Mimo niskiego ciśnienia wczorajszy dzień zafundował pilotom świetne warunki do latania.

Chłodne i wilgotne powietrzu kipiało energią. Powstawały wianuszki chmur, można było podeprzeć się na nawietrznych zboczach, a silny wiatr wzbudzał fale. W odróżnieniu od poprzednich dni, kiedy należało trzymać się linii górskich grzbietów, już na linii startu powstała szans na loty alternatywne. Część pilotów skierowała się na tradycyjne ścieżki, a Sebastian i jego najpoważniejsi rywale wybrali lot przez dolinę pod chmurami konwergencji. Nie zawiedli się. Grupa szybko uzyskała przewagę nad tymi, którzy skakali od szczytu do szczytu. W peletoniku tym dobrze sobie radził Łukasz i Adam, ale w wysokich górach przed zachodnim punktem zwrotnym od grupy oderwał się Tilo Holighaus i Sebastian,

a za nimi Gintas Zube. Tu trzeba było kluczyć między górami po trasie małego trójkąta. Każdy z tej trójki latał według własnej koncepcji. Trzeba było niezwykle uważać, bo przy tej dynamice zjawisk najmniejszy błąd eliminował z walki. Na długą prostą do punktu dolotowego wyrwała się już tylko polsko- niemiecka para. Gnali z wiatrem w bezpośredniej bliskości. Ventus 3 kontra JS 3. Ten pierwszy ma lepszą charakterystykę przy wykorzystywaniu wznoszeń, ale tym razem Sebastian utrzymywał pozycję za ogonem lidera i obserwując lot poprzednika systematycznie budował przewagę wysokości. Prędkość lotu względem ziemi opierała się czasem o cyferkę 280 km/h.

Przyśpieszenie na końcówce dolotu dało mu zwycięstwo w wyścigu ze średnią prędkością lotu 148 km/h. Wydawało by się, że w takich warunkach dolot ze sporą nadwyżką wysokości nie sprawi trudności – ale nie tu. Łukasz Wójcik bez zagrożeń pędził do mety, ale na dolocie silne i rozległe duszenia zeżarły nadwyżkę wysokości, a nawet zepchnęły jego szybowiec pod linię przylotu. Skutkowało to punktami karnymi. Adama podobna sytuacja zmusiła do odpalenia silnika dolotowego. Deprymowało go to, że choć odrzutowy napęd pracował pełną mocą, wyprzedzały go górą finiszujące szybowce.   Tomasz

© Copyright by Sebastian Kawa

Realizacja: InternetProgressProjekt: Elzbieciak.com