Slider
Get the Flash Player to see the slideshow.

Skromny dokument wielkich wydarzeń.

Czasem życie pisze wielkie scenariusze.

Ta skromna fotografia został wykonana przez Wiktora Dzionsko  podczas  zakończenia Szybowcowych Mistrzostw Świata w Akrobacji Szybowcowej. Rozgrywano je w 1987r. czyli w czasach, gdy ORWO z NRD udawało KODAKA.

Ukazuje moment w którym z córką Anią, stylizowaną na szlachciankę,składałem gratulacje doktorowi Charlesowi Kalko. Charles to bardzo interesująca osoba. Rumun. Utalentowany chirurg .Gdy doszedł do wniosku, że system hamuje jego rozwój, popłynął w nocy do stojącego daleko na redzie amerykańskiego statku. Przeliczył się z odległością. Omal się nie utopił .Resztką sił uczepił się łańcucha kotwicznego. Na szczęście jakiś marynarz usłyszał jego ciche wołanie. W slipkach zaczął nowe życie. W USA szybko zrobił karierę. Kupił sobie szybowiec akrobacyjny, a żonie zgrabne SOLO z motylkowym ogonem. Na Zarze przeżył po raz trzeci swoje narodzenie. Miał wykonać lot treningowy na przywleczonym skądś „Kobuzie”. Już wsiadał, ale coś tknęło naszych chłopaków i zadecydowali, że najpierw lot testowy wykona Andrzej Tomkowicz. Po kilku figurach rozległ się wielki huk. „Kobuz” rozleciał się na wysokości około 600 m, a jego kadłub niczym rakieta mknął niemal  pionowo do ziemi. Przeciętny pilot nie miałby najmniejszych szans na uratowanie, ale Andrzej niezwykle sprawny soczek spadochronowy i narciarski, należycie wykorzystał swe talenty i sekundy dzielące go od wieczności. Zdołał wyskoczyć i szczęśłiwie wodować w jeziorze. Żona Charles’a przyleciała bezpośrednio na zawody. Pięknie przywitała ją Polska… Na Okęciu elegancki pan władający biegle językiem angielskim zaproponował jej podwiezienie Mercedesem do ambasady. Na ruchliwej ulicy w pobliżu Placu Zbawiciela szarmancko pomógł jej wysiąść i wyniósł na szeroki chodnik walizy. Udając czułe pożegnanie przywarł damę do ściany, a do brzucha przyłożył nóż. Szepcząc jej do ucha kazał wszelkie pieniądze, oraz precjoza przełożyć do swoich kieszeni. Nim uwolniona Pani Kalko ochłonęła i podniosła alarm, wsiadł spokojnie do auta i odjechał. Mało tego. Walizy były duże, więc podczas jazdy pociągiem ekspresem ze stolicy do Bielska stały przy przedziale w korytarzu. W Tychach jeszcze były, ale do Pszczyny już nie dojechały. Było mi tak bardzo wstyd, że zamówiłem u beskidzkiego artysty płaskorzeźbę dedykowaną „najlepszemu akrobacie wśród lekarzy”. Tomasz

P.S. A tu notatka o Andrzeju.

https://sport.onet.pl/zimowe/kombinacja-norweska/andrzej-tomkowicz-jedyny-polski-pilot-w-powojennej-historii-ktory-nalezy-do/fq4vl01

Komentarze

Dodano: 16.05.2018Przez: Ryszard Zań

Panie Tomaszu, chciałbym dodać jeszcze jedną ciekawostkę z tego wydarzenia, mianowicie Andrzej Tomkowicz jest jedynym Polakiem, który przeżył katastrofę szybowca Kobuz.Czytałem,jego relację o tym zdarzeniu.Skrzydło przeleciało mu koło ucha.Niedoświadczony skoczek mógłby sobie nie poradzić z lądowaniem spadochronem na wodzie, ponieważ trzeba się wypiąć ze spadochronu, aby ten nie utopił skoczka,dalej,Andrzej Tomkowicz jest wspaniałym pilotem PLL m.in. przywiózł naszą reprezentację narodową z ostatniej olimpiady zimowej.
Ryszard

© Copyright by Sebastian Kawa

Realizacja: InternetProgressProjekt: Elzbieciak.com