Slider
Get the Flash Player to see the slideshow.

Czas na fanfary

Gdy toczy się koło fortuny napędzane zmaganiami gliadiatorów , czas szybko mija

 

tym którzy na arenie,a jeszcze szybciej tym, którym obserwacja walki uatrakcyjnia rytm dni. Jeszcze parę dni temu  zadawaliśmy sobie wiele pytań, ten i ów chciałby zerknąć za kurtynę przyszłości – dziś  wszystko jest  już jasne.  Mimo początkowych perturbacji pogodowych rozegrano wspaniałe zawody. Piloci podczas 9-ciu wyścigów spędzili  w powietrzu ponad 3200 godzin i gdyby wykonywali lot rozstawny to niemal 4-krotnie okrążyli by Ziemię.

Sebastian , wspaniale wspomagany przez swe małe pomocnice Martusię i Olę , oraz Anię  od pierwszego dnia nie pozostawiał rywalom wątpliwości , że nie zamierza odstąpić od roli kolekcjonera złotych medali i pucharów. Z każdym dniem zwiększał przewagę. Spośród  ośmiu konkurencji wygrał sześć , toteż mając przewagę   700 punktów  mógł już spać dobrze i na pełnym luzie startować do konkurencji kończącej zawody.

W ostatnim dniu Słowację znalazła sie niemal w centrum rozległego ośrodka wyżowego. Wstawał następny piękny dzień. Organizatorzy planowali wysłać zawodników na trasy wyznaczne „sztywnymi”  punktami zwrotnymi, ale  Sebabastian przekonał ich , że ucichły wiatry a nocne bryzy wypełniły doliny cieplejszym powietrzem hamującym rozwój termiki ,więc należy zostawić pilotom większą swobodę  i manewru wyznaczyć  trasę  AAT  w której piloci sami, w zależnośc od warunków, sami decydują kiedy  zawrócić  w okręgach nawrotów.  Tak też było. Obszary pięknej termiki przeplatały się z rejonami w których nawet sokoły musiały wysilać mięśnie.  O dziwo , nad Tatrami znów utworzyła się konwergencja , ale  nie manifestowała już swej obecności  chmurami tak pięknymi jak w poprzednim dniu. Raczyła jednak  odkrywców wznoszeniami przekraczającymi  5m/sek. W klasie standard odejście na trasę wygłądało jak start do wyścigu Grand Prix, bo gdy tylko Sebastian przekroczył linie startu wszyscy pomknęli za nim. Swoboda manewrów sprawia , że gdy uśmiechnie  się los to  w takim „rozbójniku” można narobić sporo zamieszania . Większość pogodziła się jednak najwyraźniej z wynikiem zawodów i  trzymała się  w gromadzie. Mimo takiej niemal spacerowej rozgrywki w ciągu 3-ch godzin,   wszyscy piloci latający w klasie standart przekroczyli dystans 300 km, a Sebastian i młody Krejcirik osiągnęli średnią prędkość ponad 120 km/h.

Małe zamieszanie powstało jednak w klasie mix. Maros Divok, zachwycony pięknym wznoszeniem, zagapił się i przekroczył dozwoloną wysokość lotu.    A to  działa jak zetknięcie z pastuchem elektrycznym. Zapis GPS nie pozostawiał wątpliwości , więc  Maroszowi zaliczono trasę tyko do miejsca wirtualnej kolizji i spadł na 6.miejsce. Teraz  pewnością do końca życia będzie pamętął o ograniczeniach. Nie wiem dlaczego , ale nie zastał sklasyfikowany zajmujący drugie miejsce  Pavel Cerny. W tej sytuacji ,po dobrym rozegraniu wyścigu na drugie miejsce awansował Marek Szumski a Zdzisław Bednarczuk na trzecie. Nasza radość przygasła jednak wieczorem , gdyż Zdzichu znikł z medalowej pozycji w tabeli. Okazało się, że podczas ponownej analizy zapisów także u Zdzicha dopatrzono się   naruszenia ograniczeń wysokości podczas lotu.

Tomasz Kawa

 

 

 

 

© Copyright by Sebastian Kawa

Realizacja: InternetProgressProjekt: Elzbieciak.com